«

»

mar 03

Hendersonik – efekty miłe dla oka

Jeszcze jeden treningowy wpis, a potem obiecuję się zająć jakimiś innymi – takimi tam – tematami 😉
W okolicach połowy lutego, który to czas jest dla mnie z kilku powodów dość szczególny i pozytywny (urodziny Blondyna! Plus naste już urodziny pewnego ważnego dla mnie projektu. I Walentynki) ogólny nastrój peace & love zdecydowanie udzielił się Henrykowi.
Kudłaty na treningach zaczął pomalutku pokazywać, że może jednak kiedyś przestanie być gumowym żelkiem, a zacznie być man of steel. Czy może horse of steel 😉 W każdym razie jest nadzieja, że tchnie się w jego rozmiękczony stan skupienia półpłynnej galaretki trochę mocy i uzyska galaretkę mocno przesyconą żelatyną 😆

Po pierwsze, już na rozprężeniu „coś tam” mnie często ciągnie za rękę:
IMG_3794

Po drugie, galop! Całkiem przyjemnie zaczyna mi się synchronizować tył konia z przodem. I mimo słabej (w tym przypadku szczególnie luźnej i żelkowatej) nerki, pomiędzy tylnymi, a przednimi nogami zaczyna się robić jeden elastyczny pomost końskiego grzbietu:
IMG_3932

Po trzecie, efekt jeżdżenia come&go, czyli dodań i skróceń w chodach – sprawia, że zaczynam mieć w galopie małe i nieśmiałe fulki naprawdę niezłego zebrania. I dodania! Henderson początkowo nie poszerzał galopu, tylko w nim zabawnie skakał. Jego galop zamiast urosnąć pod górę i otwierać się w wykroku kończyn robił się horyzontalny, nogi przebierały szybciej (z przezabawnym uczuciem z siodła, coś jakby siedzieć na małej kozie), a grzbiet pozostawał całkowicie w poziomie. Powoli, powoli, ale zaczynam mieć uczucie albo całkiem skumulowanego konika, który kompresuje w sobie trochę mocy:
IMG_3927
Albo konika, którego można elegancko rozjechać i tę skumulowaną moc z niego wypuścić:
IMG_3951 IMG_3959

W galopie jest również coraz więcej powietrza, zaczynamy w tym chodzie nieco odrywać się od ziemi. Ta praca u żelka Henkdriksa potrwa jeszcze długo. Sama obstawiam, że on będzie miał w sobie siłę dopiero na przyszły sezon. Nic jednak nie szkodzi, bo naprawdę mi się nie spieszy. Tym bardziej, że za pół roku będę miała nie tylko rewolucje treningowe, ale wręcz moment zwrotny w historii z przeprowadzką do swojej stajni 😉
IMG_3955 IMG_3937 IMG_3949

Z kłusem jest za to bombowo, o ile tylko jadąc koncentruję się na tym, żeby „leciał z nami pilot”, czyli po prostu w ruch zabierał się zad 😉 Henryk nim zawsze super miękko, elastycznie i aktywnie pracuje, ale sam ma tendencję do tego, żeby poświęcić uwagę gigantycznym wymachom przednich nóg, a nie dźwiganiu się na tyłach. Na taki top-paradny kłus sam nie jest jeszcze gotowy i musi zwyczajnie dorosnąć do swojej obłędnej swobody łopatek. W każdym razie niezwykłe jest to, że on chciałby już sam więcej, i więcej, a już szczególnie wtedy, kiedy ma publikę, to budzi się w małym Henryku prawdziwy showman. Jeden z naszych ostatnich treningów oglądała hodowczyni koni, p. Koperska – powiedziała, że to niesamowity koń, a taki charakter i chęci do pracy naprawdę rzadko się spotyka.

IMG_3995 IMG_3993 IMG_3994

Zaczęłam się również trochę bawić piafowaniem z siodła i niejako przy okazji wyszło, że u Henryka funkcjonuje też dodatkowo naprawdę niezły pasaż. Który zresztą samego Kudłacza bawi na tyle, że kiedy zdarzy mu się stracić równowagę – na przykład w dodaniu, czy na kole – to próbuje sobie wyrównać swoje dwie połówki dostrajając jedną z przekątnych nóg właśnie pasażem 😆 Normalny koń pewnie by się wtedy potknął. Cóż, Henryk się potyka w żuciu z ręki, kiedy to z rozluźnionego-wyluzowanego zmienia się na rozluźnionego w stopniu bezwładnym 😆 Zamiast żelka mam wtedy pavulon 😆 Może powinnam Hendera więcej stresować na treningach? 😈 Bo oczywiście całą godzinę lekcyjną kończę totalnie suchym koniem. Null, zero nawet wilgoci pod czaprakiem czy żelem. Ten drań się absolutnie nie zużywa…

IMG_3977 IMG_4000_

Jazda na tak pracującym koniu to coś fantastycznego <3 Tutaj wszystko jest zabawą, nawet te bardzo trudne rzeczy. Niedawno poprosiłam, żeby sprawdzić moje domowe podpiafowanka na obydwu koniach. Pierwsza publiczna prezentacja tych umiejętności wyszła tak:
piaf1Ale piaf to będzie materiał na inny wpis. Tym bardziej, że mam krótkie filmy, więc biorę się za ich zgrywanie online. Tylko chyba już następnego dnia, bo dochodzi piąta (rano!), a ja mam w planach na sobotę dodatkowo odwiedziny u źrebaczków. Przez te syberyjskie mrozy nie byłam u nich cały tydzień, a one na pewno się stęskniły… za marchewką 😎

8 comments

Skip to comment form

  1. gllosia

    Wow, ale jest kompaktowy na tym ostatnim zdjęciu w piaffie :O

    1. quanta

      Mały ma do tego talent :)

  2. Vissenna

    Wow. Tylko tyle powiem. Koń przestał oszukiwać i zaczyna unosić grzbiet. Masę już ma, teraz rzeźba 😉

    1. quanta

      Dokładnie, teraz tylko siła. Ale po troszeczku przerabiam go na perszerona 😆

  3. moon

    Heh, a taki malutki niepozorny źrebunio był… 😀
    Wygląda prze-kozacko!

    Quanta, a co słychać na budowie? Przez te tony śniegu i syberyjskie mrozy chyba deko przystanęło wszystko? ;(

    1. quanta

      Nie jest tak źle, bo na zimę zaplanowaliśmy i tak etap, gdzie są elementy konstrukcji i dachu (ocieplone płyty warstwowe) produkowane w fabryce. Pod dachem, więc mrozy nam niestraszne :) A montaż i tak przy lekkim plusie (udało się obronić projekt ciemnego kolorystycznie dachu), czyli w sumie już za chwilę – od poniedziałku robi się wiosna! :)

      1. moon

        aaa, no to extra! :D:D:D

  4. staramaleńka

    A ja przepadam za Twoimi treningowymi wpisami i basta 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *