«

»

lip 04

Górki, górki – sezon o’górkowy ;)

Praca na górkach to coś jak praca na cavaletti – i górek, i drągów nie powinno zabraknąć w cotygodniowym planie jazdy.
Sporo nowych ośrodków jeździeckich dostrzegło potrzebę urozmaicenia codziennych treningów i udostępnia sztucznie ukształtowane wzniesienia odpowiednie do końskiej wspinaczki. Jeśli nie mamy w stajni takich udogodnień, nie pozostaje nic innego jak wybrać się na wizję lokalną w najbliższy teren. Może mamy w okolicy chociaż jedną, nawet niedużą górkę? Kawałek bardziej stromego podjazdu? Czasami fajne górki lubią się kryć w najbardziej niespodziewanych miejscach, u mnie jedna znalazła się dobre 15 metrów od czworoboku 😉 (i kiedyś nawet uratowała mi cztery litery, jak Zombie postanowił ze mną z czworoboku wyfrunąć – właśnie zamierzał pogalopować między drzewa, kiedy znikąd, raptownie, znienacka i zdradliwie obrana przez konia trasa urwała się, by opaść stromo ze dwa metry w dół. Takiego sliding stopa, jaki Rudy wtedy wykonał, to bym nam chyba i westowcy pozazdrościli!).

Co może zrobić amator jeździectwa na górkach? Bardzo dużo. Kiedy kupowałam Skwarka, ten koń praktycznie w ogóle nie stępował. Zamiast stępa włączało mu się caplowanie. Przejechanie fragmentu stępa na czworoboku było naprawdę niezłym wyczynem (szczególnie w stępie wyciągniętym lub swobodnym podkłusowania Skwar traktował jako obowiązkowy punkt programu). Pamiętam mój pierwszy teren, tuż po tym, jak zapadła decyzja o zakupie Skwarożka. Pojechałam ze znajomym, z którym miałam kilka tematów do obgadania. Koń kolegi stępował, a Skwary caplował. Kolega opowiadał historie, a ja zastanawiałam się, czy zaraz od tego tuptania nie dostanę czkawki :/ W końcu ileż można? Przecaplowaliśmy cały godzinny teren :(
Stajnia, w której wtedy ze Skwarkiem stacjonowałam, była otoczona lasem pełnym zaskakująco (jak na Mazowsze) konkretnych wzniesień, skarp i pagórków. Co weekend regularnie wypuszczaliśmy się ze Skwarym spacerować po tych górkach, prosząc o stęp podczas pokonywania długich podjazdów. Stopniowo Skwarek uczył się, że nóżki nie służą tylko do przebierania 😉 Odcinki stępa były coraz dłuższe, aż w końcu koń uznał, że podkłusowywanie nie jest aż takie fajne i przyjemnie jest kroczyć po lesie relaksując się w stępie. Teraz caplowanie Skwaremu nie zdarza się już nigdy.
Z tamtych archiwalnych czasów mam niestety tylko kilka klatek z nagrywanego aparatem filmu:

teren_14 teren_15 teren_16 teren_11

Obecnie mam to szczęście, że górki są „na wyposażeniu” stajni, w której moje konie wynajmują boksy 😉 Dostępna górka jest dosyć wysoka i z każdej strony ma inne nachylenie zbocza, co umożliwia wybór trasy o różnym stopniu trudności. Najlepszym treningiem jest wjeżdżanie na górkę stępem – koń musi mocno dźwignąć się na tylnych nogach, a wolny chód nie daje mu dodatkowego rozpędu i wymaga staranności. Jeśli jednak koń sam ma ochotę wkłusować lub wgalopować pod górę – proszę bardzo, chęć do ruchu naprzód jest zawsze mile widziana. Zjeżdżam jednak zawsze stępem, bo stosunkowo stromy zjazd mocno obciąża przednie nogi (ale też poprawia równowagę i świetnie rozciąga całe ciało konia).

Wszystkie moje zwierzaki na górkach doskonale się bawią :) Same pchają się pod górę, czuje się w nich ciekawość tego, jak wygląda świat z perspektywy na szczycie. Taka wspinaczka jest również świetnym urozmaiceniem od „deptania kapusty” po płaskim, czy to na placu, czy na hali.

IMG_2580_IMG_2582_IMG_2653_IMG_2657IMG_2659

8 comments

Skip to comment form

  1. Karina

    Matko, kocham Twojego bloga! Masz talent do pisania! :)

  2. lucy

    Czy po takich górkach należy stępować na kontakcie czy nie ma to znaczenia?

  3. quanta

    @lucy
    Ja bym na to pytanie szukała odpowiedzi w odnośnie konkretnego konia. Jeśli ładnie pcha się zadem i podnosi plecy, to na takim bym zasuwała z wodzami za sprzączkę. Skwarek ucząc się stępa dużo pracował na kontakcie, w niskim ustawieniu lub żuciu, tak, aby można było szybko zareagować na próby jego caplowania.

  4. Lizzy

    Jak razem z Seganem popylami po górkach to jakoś tak boję się na kontakcie, jakby nie było to ciężko koniowatemu pod górę z jeźdźcem (przynajmniej na początku) . Chociaż Segan sierota, włażąc pod górę pomaga sobie szyją i głową bardzo ambitnie 😀

  5. Michał

    święta prawda ;D mój synek jak go kupiłem był jeszcze baaardzo przerośnięty zadem i największą trudność sprawiało mu zejście w dół górki nie pod nią .. 😉 próbował bokiem jednym drugim w każdą strone no ale już prawie po roku gdy się wyrównał jestem z niego dumny co też poprawiło jego stęp ;)) BLOG jest mega !!! najlepszy jaki widziałem ! pozdrawiam i jeszcze pytanie cz ogłowie na zdjęciu to BR ? a model ?

  6. ST

    Quanta, mój dzierżawiony koń ma problemy z uruchomieniem zadu (całe ciało chce ciągnąć przodem, szyją – kiedyś pisałaś, że podobnie Zombie miał?) i pomyślałam, że może górki wniosą coś pozytywnego w tej kwestii. 😉 Mogłabyś napisać jak wplatasz pracę na górkach do treningu? W którym momencie, jak długo to trwa? Bardzo byłabym wdzięczna za wskazówki. :)

    1. quanta

      Jeśli to ma być recepta typu dwa razy w tygodniu po 15 minut, to niestety nie umiem tak zdefiniować mojego użycia górek 😉 Jeśli trening trwał krótko i koń dobrze pracował – to kończę go szybko i w ramach długiego stępa jadę na górki. Czasem raz w tygodniu robię stępogórkowy teren. Czasem dodatkowo, np. przy naładowanym energią młodziku, poza pracą pod siodłem 4x w tygodniu zabieram go na górki w ręku. Na początku wiosny zwiedziłam trochę dalszych okolic stajni rowerem i znalazłam naprawdę konkretne góry, za jakiś miesiąc powinno już się udać z młodymi tam jeździć :)

  7. Patka hm

    Górki są bardzo dobrym urozmaiceniem. U mnie najlepsza górka znajduje się kilka metrów od torów więc trzeba uważać czy czasem pociąg nie nadjeżdża… Po lipcowych huraganach do dziś mamy zawalone leśne drogi. Plusem tego jest nowa umiejętność – dźwiganie wysoko nóg :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *