«

»

sie 05

Galopady rude

Uwielbiam galopować i najlepiej mi się jeździ te konie, które myślą podobnie. Moje ujeżdżenie ma w sobie coś z wkkw – kocham to uczucie, kiedy koń idzie naprawdę mocnym galopem fajnie naprzód i wyraźnie tętni kopytami w ziemie, jakby chciał ją zdeptać i ukarać za to, że nie pozwala mu się wzbić w powietrze.

Cebulka i Suchar od początku znały to uczucie i rozkoszowały się nim pod jeźdźcem. Parskały, potrząsały szyjami i zachwytem szły przez siebie. Alpi galopować się bał, robił się bardzo spięty, nie miał równowagi i jeśli już poruszał się tym chodem, to leciał i gnał na złamanie karku – na prawą stronę, bo w lewą nie bardzo zdawał sobie sprawę, w jakiej kolejności właściwie powinno się przestawiać nogi. Myślę jednak, że mogę sobie w tej chwili pozwolić na stwierdzenie, że chłopak galopować się wreszcie nauczył. Jego galop zrobił się rytmiczny, miękki, a zarazem mocny, szczery. W poprawie chodu szalenie pomógł nasz ogromny zewnętrzny plac – na takiej otwartej przestrzeni o wiele łatwiej jest konia otworzyć.

IMG_9856

I krótki filmik – prawy i lewy galop oraz nasze ukochane kawaletki w kłusie. Zawsze warto obserwować kłusującego konia na koziołkach – kiedy uda się go dostatecznie wzmocnić i zrównoważyć, pojawiają się widoki na identyczny kłus już bez kawaletek. Na Alpiego trzeba będzie jeszcze poczekać, ale za rok pewnie będzie miał w temacie kłusowania sporo do powiedzenia:

Suchy tymczasem – jak to on – nie może po prostu czegoś zrobić dobrze, on musi być najlepszy. Nasłuchał się sporo o tym, że w dobrym galopie koń ma długo zostawać na tylnej nodze, a jeździec powinien czuć z przodu „dużo konia”. W efekcie w skróceniach uzyskuję galop, w którym za chwilę przednie nogi rudemu w ogóle przestaną być potrzebne, a sama siodłać mogę zacząć chyba gdzieś w okolicach ogona… Niestety takie ambicje to często wręcz utrudnienie w pracy.
IMG_0151 IMG_0152

Na Suszarkę zawsze wsiadam jako ostatniego konia na dany dzień – jest tak fajnie ujeżdżony, że cała konkretnie przepracowana godzina w siodle wymaga ode mnie mniej wysiłku niż przyniesienie tegoż sprzętu z siodlarni i zapakowanie go na koński grzbiet 😉 Stąd też wieczorową porą ciągle mi się nie zbiera na zdjęcia ani na filmy z Suszkiem. Mam tylko relaksacyjny galopik przez nóżkę z hali – spróbuję jednak któregoś dnia złapać chłopaka obiektywem za lepszego światła.

7 comments

Skip to comment form

  1. Magda

    Quanta, poza całą wiedzą podaną wprost, która bije z Twoich postów, ja w każdym z nich widzę dużą świadomość cech konkretnego konia i indywidualne podejście do treningu każdego takiego zwierza. I może to jest banał, ale dla mnie to niezwykle cenna lekcja. I muszę z pokorą przyznać, że dostrzegam u siebie, owszem, świadomość cech jakie przejawia mój koń, ale do tej pory zdecydowanie miałam nastawienie takie, że oto ja je „przewalczę”. A czytając kolejne Twoje wpisy mam ochotę budować wokół nich treningi.
    Banał, wiem.

    1. quanta

      Po pierwsze, dzięki :)
      Po drugie – każdy koń jest inny. Pod tym względem konie są jak ludzie – każdy ma inny charakter, inne reakcje, inne preferencje, inne czucie, inną szybkość kojarzenia bodźców, inaczej się uczy. Ta moja stawka ma naprawdę niesamowite charaktery – ale też zdecydowanie robię wszystko, żeby te charaktery rozwijać i pielęgnować. I niestety nie wszystkie konie są takie, ale zawsze w pierwszej kolejności trzeba zwierzaka spróbować rozpracować i zrozumieć. Dla mnie ta chemia między jeźdźcem i koniem jest o wiele cenniejsza i o wiele ważniejsza niż machanie nogami :)

  2. ST

    Aaa, w końcu filmy! Super! 😀 Odtwarzam już któryś raz…
    U Suchego coś ruszyło do przodu w temacie lotnych czy nadal się tak ekscytuje?

    1. quanta

      Odpukać w niemalowane jest całkiem dobrze 😉 Nie robi jeszcze zmian gładko (galop – pam, zmiana – galop, tylko raczej galop – skradanie się – hyc, wyskok, lecę – trochę szybciej – galop), ale wszystko jest na dobrej drodze i chłopak przestał to tak karczemnie przeżywać. W ogóle ostatnio umiarkowanie się spala i potrafi wrzucić na luz. Ale to nadal jest Suchy, z nim nigdy nic do końca nie wiadomo 😉

  3. tuch

    Sporo ludzi boi się jeździć konno, tak prawdziwie, jak koń potrzebuje, dziarsko. Wybierają ujeżdżenie bo wydaje się najbezpieczniejsze. Snują się smutno na malym ogrodzonym placyku, a koń ptataja w miejscu jakby miał zaraz umrzeć. Okropność.
    Na Twoją pracę miło patrzeć! Wielkie wyrazy uznania :)
    Galopy Suchego zwalają z nóg… i szczęki na podłogę.

  4. Marysia

    Czytam, oglądam i jestem wręcz zauroczona twoją pracą z Alpim i Suchym. Zainspirowałaś mnie do przerzucenia się ze skoków na ujeżdżenie. Niestety nie mam zielonego pojęcia jakiej firmy siodło było by dobre dla amatora. Czy mogłabyś mi polecić jakąś firmę, dodatkowo żeby ceny były dość neutralne ? :)

    1. quanta

      Bardzo się cieszę, po to właśnie jest ten blog, żeby trochę popropagować ujeżdżenie pokazując przy okazji, że absolutnie nie jest nudne, a taka praca potrafi niesamowicie zmienić konia :)

      A co do siodeł – wszystko zależy, co to jest neutralna cena. Jeździectwo to niestety bardzo drogi sport :( Jeśli są na to zasoby finansowe, to z siodeł celowałabym w używane Equipe Emporio – takie siodło można w tej chwili znaleźć w cenie koło 6000 zł. Wygodne i w miarę uniwersalne modele ma Hulsebos (marka niezbyt popularna na polskim tynku, bez problemu do ściągnięcia z Holandii koło 800€, bardzo duży wybór siodeł, bo tam prawie wszyscy w nich jeżdżą), ewentualnie coś z Euroridinga (Diamant, Luxor, Titan, chociaż to ostatnie siodło to niezłe kleszcze). Drobnym osobom polecę zawsze juniorskie Prestige Lucky Dressage (nowe 5400, używane koło trójki).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *