«

»

lip 06

Fugu i pech w uzyskiwaniu narybku

Podrzucam kilka zdjęć z jazdy, bo mam pełno zaległości fotograficznych, w sensie na dysku foldery aż pękają od fotek – jeszcze z zawodów – i żeby to nadrobić chyba będę musiała uploadować po kilka galerii dziennie 😉

Ostatnio jeżdżę w pogodzie okołoburzowej i chociaż obydwa rudzielce pracują nader dzielnie mimo kłębiącej się na niebie otchłani (ha, znowu otchłań!), to Fugu do końca nie jest pewna, co z takiej burzy jeszcze wyniknie i co powinna z nią zrobić (czy aby potraktować jako efekty specjalne bez znaczenia strategicznego, czy też może jednak z potencjałem do przejmowania się). A gdy analizuje burczące gdzieś w tle chmury, miny robi przeurocze:

IMG_7443

Trzeba dziewczynce oddać sprawiedliwość, że w takiej żywiołowej aurze czai się pewna dramaturgia. Skwarek w tym wieku na pewno by takiego napięcia bez przyskwierczenia nie przeżył (a propos, Skwary jest aktualnie na sprzedaż. Kto zgadnie, w jakiej cenie?)

IMG_7359 IMG_7369

Na szczęście dziewczynkę zawsze można, niezależnie od okoliczności treningowych, prawdziwie wyluzować. Czynnikiem aktywizującym mocniej kolczastą nadymkę mogę być co najwyżej ja sama, bo Fugu wciąż zamienia mi się w oburzony balonik w trakcie gimnastycznej pracy nad zgięciami. Ciekawe, czy to nie jest może domena klaczy, że trudniej im przychodzi elastyczność boczna, a może po prostu bardziej bronią swoich „racji”? Przynajmniej, mimo że na każdym treningu proszę o parę momentów mniej lubianej pracy i Fugu się na mnie złości, to poza nimi naprawdę dobrze sobie żyjemy :) A granica tego nie lubianego przesuwa się coraz dalej, bo na rzeczy początkowo kompletnie nieakceptowane Fugu nie zwraca teraz uwagi.

IMG_7342 IMG_7351 IMG_7329

Za to galopową pracę uwielbiamy obydwie. I jest znacznie bardziej relaksująca, niż kłusy. Właściwie, gdyby to mogło od niej zależeć, Cebula przegalopowałaby najchętniej całą jazdę 😉 Mam tu znacznie lepsze (swobodniejsze, bez wpadania czasem w nadymkę) niż w kłusie łopatki, trawersy czy ustępowania z zabieraniem większej przestrzeni niż w kłusie. A podobno w galopie trudniej 😉 Zwykłe zmiany nogi też przełożone z koszyka „zapomnij” do koszyka „łatwizna”. Może kiedyś wszystko tam włożymy? 😉

IMG_7419 IMG_7427 IMG_7495 IMG_7511 IMG_7509

Wreszcie teraz na czworoboku i równiutkim podłożu możemy zacząć pracę nad kłusem wyciągniętym – już nie tylko poszerzeniem wykroku ponad kłus roboczy, ale rzeczywiście robieniem dużych kroków i staraniem się o takie włączenie silnika, które umożliwi uniesienie całego końskiego frontu. Fugu jest świetna, jeśli chodzi o taką pracę, bo z jazdy na jazdę, za każdym razem jest troszeczkę więcej i troszeczkę lepiej. Tam gdzie kończę, tam zaczynam następnym razem pracę, więc powolutku, po troszku dajemy radę pootwierać konika:

IMG_7465 IMG_7467 IMG_7469

Za to, tak jak fantastycznie mi się jeździ, tak kompletnie beznadziejnie i jałowo wniwecz obracają się plany rozmnożenia Cebulki, a przy tym ani ona winna, ani nasze starania :( Nosz… piernik jasny!
Od początku roku zabawka w kotka i myszkę wygląda tak:
– najpierw czaimy się na ruję, bo Cebularz nie pokazuje w żaden sposób, że się grzeje. Kilka badań usg, prób skonfrontowania Cebuli z jakimś młodym, ale przystojnym końskim amantem i finalnie po dwóch miesiącach mamy kalendarzyk małżeński, to jest harmonogram znoszenia jaj przez Cebulę (którego ona, trzeba jej przyznać, dość ściśle się trzyma),
– szkopuł w tym, że Cebuli jajeczkowanie wypada w weekendy, a w weekend nikt nam nie pobierze nasienia ogiera, ani tym bardziej nie wyśle go z Niemiec :( No nic, liczymy na to, że Cebula na kolejną ruję nie pospieszy się i zamawiamy paczuszkę od tatusia na poniedziałek.
– w sobotę rano Cebula ma już dorodne jajo czekające na rendez-vous tu i teraz. W poniedziałek będzie już po ptakach :( A kolejna próba z 3 tygodnie…
– czas mija i przymierzamy się do następnego strzału. Tym razem nasienie na piątek i inseminujemy kobyłę wieczorem, jej pęcherzyk na jajniku wygląda, jakby lada chwila miał wypuścić piękne jajo. W sobotę rano też tak wygląda… Jak i w niedzielę. Tym razem ruja bez owulacji. Zostajemy zrobieni w konia, a Cebula chyba się cieszy, że wynalazła sposób na bezpieczny seks 😛
– idziemy po rozum do głowy i podejmujemy decyzję, żeby przesunąć ruję z weekendu na środek tygodnia. Zatem 10 dni podawania małych dawek hormonów, a to samo nie tylko czeka Cebulkę, ale i klacz-surogatkę. Hormony ostawiamy, dalej zastrzyk i mamy piękną ruję – u drugiej kobyłki też wszystko poszło ok. Przy farmakologicznym wywołaniu owulacji czas na inseminację jest jednak dość ograniczony i tak naprawdę powinno się klacz pokryć w określonych godzinach. Ale ok – zamawiamy nasienie we wtorek na środę, potwierdzając, że wszystko jest dostępne i opłacając (słono) paczkę z dostawą do godziny 9:00. W środę wybija południe, a paczki ze słomkami nie ma :( Nerwy i milion telefonów i wreszcie okazuje się, że paczka jest. W Niemczech. W  Lipsku. 😡 Nie wiedzieć czemu, nie załadowano ją na samolot. „Ale jutro będzie!” – aha, jutro to sobie pan dyspozytor z firmy kurierskiej może już tylko osobiście wykorzystać zawartość tej przesyłki. Cebuli ona po nic…
– dalej mamy jakieś wyjazdy, zawody, więc pozostawiamy sprawy naturze i klacze wchodzą w ruję zgodnie z cyklem. Mija kolejny miesiąc i jesteśmy gotowi do następnej próby. Nie na weekend, i chyba tym razem bez wtopy firmy kurierskiej.
– wszystko przygotowane, przed planowaną inseminacją Cebula jest badana codziennie, w środę nawet dwukrotnie rano i wieczorem, żeby mieć pewność, że wszystko będzie w terminie. Dzwonimy i potwierdzamy wysyłkę nasienia – tutaj trochę ZONK, bo się okazuje, że ogier wyjeżdża na zawody i zamiast dostać od niego pakiet na piątek, co byłoby dla nas optymalne, możemy mieć przesyłkę na czwartek. No ok, nie są to najlepsze wieści, ale zrobimy co w naszych rękach i trzeba będzie Cebulę w środę przyspieszyć trochę z owulacją zastrzykiem, więc będziemy gotowi na czwartek.
W czwartek nasienia nie ma… Dzwonimy do pośrednika. „A wiecie Państwo, bo się jednak okazało, że paczka może być na piątek. Tylko zapomniałam Państwu powiedzieć”.
No i super.

tmp849756239565946880
Pas. Pat. Poddaję się.
Dziś jest piątek, ale po przyspieszeniu u Cebuli znoszenia jajka znowu będzie po ptakach.
Nie sądzę, żeby udało się jeszcze z jedną próbą w tym roku, nawet jeśli to mamy chyba większe szanse wygrać w Lotto, odkopać przypadkiem w ogródku naszyjnik Marii Antoniny, albo spotkać przedstawicieli pozaziemskiej cywilizacji w postaci małych, różowych prosiaczków piszczących falsetem spełniających życzenia. Albo po prostu rozmnożyć Suchego.

MA-SA-KRA!

Widać przyjdzie mi być tylko jeźdźcem, a nie hodowcą. Cóż począć…
Pech.

IMG_7473

22 comments

Skip to comment form

  1. Moon

    Właśnie! Nie myślałaś by rozmnożyć Suchareczka w takim razie? 😉

    A sposób w jaki opisujesz pracę z kobitką, sprawia że chyba nawet byłabym w stanie ją pobulić, huehuehue – przy całej mej antypatii do kobył wszelakich 😛 no i miny ma rozbrajające!
    I celuję iż pan Skwaroży sięga ceny za sześć zer? 😉 Chcesz odkupić? 😛

    1. quanta

      Hahah, odkupić się jakoś nie spieszę 😉 Zdecydowanie wolę pracę z Fugutkiem, Skwarek i nawet Suchar są od niej pod siodłem zdecydowanie bardziej klaczaste 😆

  2. Kinga

    Pierwsze zdjęcie wygrywa wszystko 😀
    Hmm ile może być wart Skwarek… Koń klasy GP, obyty na zawodach. Myślę, że może ty być cena rzędy 200-250 tyś € (oczywiście moje zdanie, proszę nie zjadać xd)
    Przykro, że z Cebulą sprawy tak się mają.. Ja moją klacz też bezskutecznie próbuje pokryć już 3 rok, choć naturalne…
    Widać mają one inne plany i matkowanie do nich nie należy 😉

    1. quanta

      Co do Skwarka – więcej. To bezpieczny koń, nadaje się dla amatora albo młodego jeźdźca i chociaż jakością nie powala i ma duży problem natury anatomicznej (plecy!), to jednak jest super zdrowy, regularnie startuje, a programy GP przechodzi bez pudła, najmniejszej pomyłki czy trudności. Zmiany co tempo na kole robi się na nim z wodzami w jednej ręce 😉

      Koszt klonowania konia to około 200 tysięcy euro i jest to usługa dostępna dla każdego, kto zechce tyle zapłacić 😉
      W Europie zajmuje się tym francuska firma Cryozootech:
      http://www.cryozootech.com/
      Z ujeżdżeniowych koni zdążyła ona stworzyć dwa klony Rusty’ego Ulli Salzgeber, a także dwa klony holenderskiego ogiera Jazz.
      W Stanach zwierzaki (konie, ale także bydło, psy i koty) klonuje Viagen:
      https://www.viagen.com/equine/
      W porównaniu z ceną klonowania konia pies czy kot wypada jak za darmo (50K $ za pieseła, 25K $ za kotełka) 😉

      Zważywszy jednak na koszty i fakt, że klon dostaje tylko ten sam materiał genetyczny (ale już charakter i osobowość – niestety nie) nie skorzystam i Suchy pozostanie we wszechświecie unikalny 😆

      1. Kinga

        W takim razie należą się tobie słowa uznania, że doprowadziłaś Skwarka do takiego poziomu 😀
        Mnie osobiście cieszy również fakt iż jest to koń polskiej hodowli.

  3. Ali

    Ja w tym roku również przechodzę perypetie z zaźrebieniem. Nasienie co prawda mrożone i ogier skokowy. Po drodze same problemy, począwszy od weterynarza, przez fakt, że moja klacz ma dwa pęcherzyki, więc istnieje ryzyko ciąży bliźniaczej i to zdecydowanie był problem dla niedoświadczonego (przedstawiany jako profesjonalista) weterynarza, który podjął się inseminacji. W końcu po dosyć sporej liczbie badań usg, nieudanej inseminacji, odkryciu, że owy „specjalista” celowo zataił pewne infromacje, bo miał urlop w czasie, gdy miało dojść do rui i nie pasowało mu jeżdżenie po nocach, trafiliśmy do kliniki i tam się okazało, że opisy badań, jakie dostalismy to można wyrzucić do śmieci bo to w zasadzie jest masa bzdur. Klacz badana jakby od nowa, wszystko do kolejnej próby wyglądało w porządku, żadnych przeciwwskazań do inseminacji, ale kolejna próba i znów bez sukcesu. Wykryto problemy hormonalne, znowu badania, pewnie leczenie. I cóż… Za rok od nowa.

  4. Magda

    Quanta, a tak z ciekawości- jeżeli pytanie jest zbyt…zbyt, to oczywiście nie odpowiadaj- ale czy przy takich wtopach, które mają miejsce ewidentnie z tej drugiej strony (czy to kuriera czy też osób odpowiedzialnych za przekazanie nasienia o czasie) nadal ponosisz koszta związane z opłatą za samo nasienie + przesyłkę?
    Pomijam fakt, że takie przyglądanie się pękającym cebulim pechęrzykom przez weta też zapewne generuje spore koszta, które niezależnie od wszystkiego ponieść musisz… Bardzo trzymam kciuki, żeby mimo wszystko się udało, a jak nie, to niech chociaż od biedy nastąpi ta wygrana w totka żeby było na podejście w kolejnym sezonie.

    1. quanta

      Specjalnie wybrałam ogiera, który ma w ofercie abonament – tzn. ponosisz jedną opłatę i inseminujesz aż do skutku, jeśli w sezonie musisz powtórzyć kilka razy, to nie ma za to żadnej dodatkowej opłaty (a jeśli klacz nie zaskoczy, to na kolejny sezon hodowlany mamy 50% bonifikaty na tego samego ogiera). Płaci się tylko za wysyłkę z Niemiec, dużo i mało zarazem – 100€ brutto. W tym roku nasienie ściągaliśmy cztery razy, przy czym dwa razy… nie przyszło (wczoraj KURKA WODNA też!) i za to złożyłam reklamację na koszty wysyłki.
      Mam świetną wetkę pasjonatkę od rozrodu, nie liczy mnie za usg jak za zboże, za dojazd też 😉 Te koszty nie są jakieś powalające, ale uwzględniając, że ponoszę je na próżno są całkowicie bez sensu i frustrujące 😐 Mogłabym konie zabrać na jakąś fajną klinikę, kupić im maty do boksów, czy cokolwiek innego, z czego byłby pożytek. Wrrr…

  5. Riada

    Kurcze, ale Ci z Niemiec to też lecą sobie w kulki. Jak dla mnie podejście do klienta zupełnie nieprofesjonalne. Może powinni mieć prywatnego kuriera, za którego być może płacilo by się tak, jakby jeździł na płynnym złocie, ale na pewno oszczędziłby nerwów.
    Ja jak inseminowałam kobyłę, to nasienie byli gotowi dowieźć następnego dnia choćby i na księżyc. Tylko to było na innych zasadach- u mnie wysiłek tatusia miał do pokonania ledwie 100 km, a u Ciebie z 10 razy tyle, jak nie więcej.
    Może na sam początek spróbuj czegoś bliżej, ale też nie najgorszego? Nie wiem czy przekonuje cię np. Anawet? Myślałaś nad tym?
    Wciąż trzymam kciuki. Może akurat się uda?

    1. quanta

      Firma kurierska nawaliła wczoraj drugi raz i paczka w ogóle nie dotarła. Brak słów.

      Zastanawiam się, czy nie powinnam użyć jakiegoś ogiera stacjonującego w Polsce… :7

  6. Marta

    To ja mam chyba rękę do hodowli, bo moja klacz pierwiastka zaskoczyła za pierwszym razem mrożonką w wieku 8 lat 😀 I teraz mam już śliczne roczne bobo <3
    Stała w klinice tylko miesiąc, byłoby krócej, ale akurat przyjechała tuż po rujce 😀
    Trzymam kciuki żeby w końcu się udało! Fugu by miała piękne dzieci pewnie :)

    1. quanta

      Byłoby pewnie łatwiej, gdybym miała _czym_ kobyłkę zainseminować 😉 W zeszłym roku Cebulka zaskoczyła za pierwszym razem, niestety po przekładce ciąża nie utrzymała się u zastępczej mamy. Xrebak uzyskany z embrio to jest naprawdę trudne zadanie logistyczne, tym bardziej wtopa, że wykładamy się na czymś kompletnie niepoważnym :(

      1. Marta

        To akurat masakra, ludzie są nie poważni. Z moją kobyłką zaźrebiała się kobyłka znajomej, ale okazało się, że nasienie przychodziło martwe, jałowe czy coś… Ogiera zamawiała z „wyższej półki” i taka wtopa :/

  7. Kasia

    Nie wiem czy to kwestia czapraka i owijek, ale Fugu wydaje się być wręcz wiśniowa w tej swojej rudości. Wspaniała

    1. quanta

      Czaprak pomaga, bo bardzo ładnie podkreśla maść 😉 A przy okazji komplet jest na sprzedaż – na przeprowadzkę muszę zrobić maksymalnie dużą selekcję końskich ciuszków.

  8. Miśka

    Kurczę, a jest możliwość by tą paczkę przywieźć samemu? To znaczy czy ktoś prywatnie mógłby ją przywieźć czy wymaga to jakiś specjalnych warunków przewozu? Ile kilometrów dzieli ogiera od Cebuli?

    1. quanta

      Mamy jakieś 930 km, więc opcja podjechania po tatusiowy pakiecik odpada niestety :( Gdyby ogier był w PL, to w razie W sama bym faktycznie pojechała.

  9. Eliza

    Cóż to za czaprak? Polecisz jakieś nieśmiertelne ogłowia (najlepiej z profilowaną potylicą i nachrapnikiem hanowerskim)

    1. quanta

      Schockemöhle Dynamic Style, i aktualnie mam ten komplet na sprzedaż 😉

      http://ogloszenia.re-volta.pl/sprzet/szczegoly/316567

      A odlotowego rurkowego, lakierowanego (!) hanowera z profilowaną potylicą właśnie wypuściła firma ANKY. Napisałam już dwie notki o ogłowiowych nowościach, tak więc cierpliwości 😉

  10. Eliza

    Ah i jeszcze jedno pytanko. Szukam i nie mogę nigdzie znaleźć naczółka rurkowego a pamiętam, że kiedyś takowy był przez Panią wystawiony na revolcie, można je jeszcze gdzieś kupic?

    1. quanta

      Ten model już niestety wyprzedany, a mój zostaje na pamiątkę po Skwarku 😉 Rurkowy naczółek jednak na pewno łatwo zamówić i zrobić u dowolnego rymarza.

  11. Majorowa

    Widzialam Skwarka w ogloszeniach 😉 Wybieram sie w jego strony w przyszlym roku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *