«

»

mar 14

Ex libris: „Masaż koni. Poradnik dla właścicieli”.

Jestem wielką fanką wszelkiej końskiej fizjoterapii oraz odnowy biologicznej – konie wierzchowe to przecież sportowcy, w dodatku poddawani nie byle jakim obciążeniom, nawet jeśli tylko bierzemy pod uwagę samo noszenie jeźdźca i sprzętu na grzbiecie.

m1
Zabiegi takie jak masaże, streczing czy odpowiednio dobrane proste ćwiczenia potrafią zdziałać cuda. Niedługo po swoim przyjeździe do Polski mocno szalony wówczas Wątrobiany zaliczył pewien nieciekawy wypadek. Wspiął się tak ekstremalnie wysoko, że stracił równowagę i niechybnie przewróciłby się na plecy, gdyby w ostatniej chwili nie udało mu się odrobinę wyratować i z całym impetem oraz całą swoją wagą bęcnął na ogon… Ała! :roll: Tuż pod kręgosłupem, blisko nasady ogona zrobił mu się krwiak i w efekcie delikwent przestał na dłuższy czas w ogóle ruszać ogonem. Cały chwost wisiał sobie bezwładnie, niczym doczepiony gwoździem ogon Kłapouchego… Rehabilitację zaczynaliśmy od najprostszych rzeczy, czyli codziennego ruszania rzepem na prawo, lewo, do góry i do dołu, połączonego z masowaniem i drapaniem bezwłosej części rzepa. Po paru tygodniach ogon drgnął i nieco ożył, a konisko zaczęło go po pół centymetra odchylać, żeby pokazać, w którym miejscu najprzyjemniej by było tenże ogon poskrobać. Z dnia na dzień ogon wyginał się i nadstawiał do masowania coraz bardziej i coraz śmielej, a kiedy na wiosnę pojawiły się muchy, rudzielec nie miał już najmniejszych problemów, żeby się oganiać od insektów 😉

IMG_4512

Wracając jednak do meritum. Wydawnictwo Świadome Jeździectwo wypuściło już pewien czas temu podręcznik szkoleniowy pt. „Masaż koni. Poradnik dla właścicieli”. Książkę tę z języka angielskiego przełożyła na polski p. Beata Filonowicz, która sama jest cenioną końską masażystką, posługującą się metodą Mastersona. Dzięki temu całość jest przedstawiona w czytelny sposób, językiem praktyka, co ma duże znaczenie w przypadku naszej specyficznej końskiej branży.

Z książki, poprzez konkretne ćwiczenia i proste schematy dowiemy się niezbędnych informacji o technikach masażu, a także końskiej anatomii (której naprawdę warto wiedzieć jak najwięcej, szczególnie jeśli się ma swojego konia). Po kolei przedstawione zostały najważniejsze z punktu widzenia pracy pod siodłem mięśnie szyi, łopatki, grzbietu, zadu, a także często marginalizowane mięśnie piersiowe. O każdym z nich dowiemy się nie tylko, gdzie on jest zlokalizowany i za jakie działanie odpowiada, ale dlaczego ulega uszkodzeniom oraz za jakie problemy u konia jest odpowiedzialny.

m3

Bezcenny rozdział tej książki to „Rozwiązywanie problemów”. Przy wielu bolesnościach czy usztywnieniach możemy pomóc – a przynajmniej spróbować pomóc – koniowi samodzielnie. Wiele problemów możemy spróbować rozwiązać – lub przynajmniej próbować dociec ich źródła. Koń często się potyka? Niewykluczone, że problem leży w bolącej, spiętej łopatce. Koń nie zatrzymuje się nigdy równo na czterech nogach? Sprawdź jego grzbiet. A może ma łaskotki w okolicach popręgu?
Rozwiązywanie problemów nie zachęca bynajmniej do leczenia konia na własną rękę, ale może pomóc nam spojrzeć na nie w odpowiedni sposób i ułatwić znalezienie przyczyny dolegliwości. Ta część książki jest naprawdę ciekawa i dostarcza solidnej porcji wartościowej wiedzy. Dla tej właśnie wiedzy lekturę polecam każdemu, w tym osobom, które nie planują własnoręcznie masować konia.

m4

Książka zawiera „Sesję masażu w pigułce”, czyli instrukcję, jak wykonać całościowy godzinny masaż, który możemy naszemu koniowi fundować na przykład co tydzień. Poza poprawą stanu zdrowia konia będziemy mogli w ten sposób regularnie przeprowadzać kontrolę całego końskiego ciała, „przegłaskując” mięśnie, stawy i ścięgna. W przypadku drobnych kontuzji będziemy w stanie wyczuć je i zaobserwować na samym początku, często zanim zdążą kopytnemu napytać konkretnej biedy. Na bieżąco sprawdzimy i porównamy symetrię ciała, stopień napięcia mięśni (a szczególnie zad i szyja lubią być z jednej strony „bardziej”). Kolejny pozytywny aspekt takich regularnych masaży jest również nie do przecenienia. Spędzimy z naszym kopytnym dodatkowy czas, i to w niezwykle przyjemny dla koniska sposób. To wszystko pozwala budować bardzo fajną wspólną więź i sprzyja powstawaniu relacji, w której koń jest zadowolony z kontaktu z człowiekiem. Takie nastawienie zwierzaka niesamowicie nam potem zaprocentuje w trakcie treningu.

A więc pierścionki z palców, lakier z paznokci i do dzieła :)

18 comments

Skip to comment form

  1. Marta

    Z możliwością rozwiązania tego, że koń nigdy nie staje równo na 4 nogi, nawet jak go uparcie o to proszę, zachęciłaś mnie do tego, żeby kupić tą pozycję. Nigdy nie pomyślałam o tym, że taka może być przyczyna.

    1. quanta

      Długo, długo przed książką miałam do czynienia z takim typkiem, który nigdy nie był w stanie stawać równo na czterech nogach. Nawet pod siodłem – przody jeszcze, ale tył nie tylko zawsze zatrzymywał się krzywo, ale również koń momentalnie odciążał jedną nogę, stając w pozycji spoczynkowej, nawet jeśli zatrzymanie miało trwać tylko kilka sekund. Przebadany rzeczywiście okazał się mieć bardzo poważne problemy z grzbietem (i niestety nie tylko mięśniami, ale również kręgosłupem).

      1. M

        u nas jest problem z przodami :/ tyły jeszcze potrafi poprawić. Zawsze staje krzywo, nieważne co robi, czy je siano w boksie czy jest na pastwisku. zawsze to samo. Jedną z nóg stawia głęboko pod kłodę. Gdy go poprawiam, postawi na 3 sekudy dobrze (albo prawie dobrze), później znów po swojemu :( Polecisz kogoś z mazowieckiego (lub lubelskiego) kto potrafi zdiagnozować czy może przyczyna leży w kręgosłupie?

        1. M

          Quanta, a mogłabyś powiedzieć coś więcej, co zdiagnozowano u tego konika o którym piszesz i czy udało mu się pomóc? i jakimi metodami?

          1. quanta

            U konia powodem problemów był kissing spines – bolący kręgosłup, koń przy nim nigdy nie rozluźniał pleców, zawsze miał je napięte jak deska i w konsekwencji coraz bardziej obolałe (mimo ładnie umięśnionego grzbietu). Niezależnie od tego, czy pracował pod siodłem, czy chodził tylko na lonże. Niestety masaże i mezoterapia dawały efekt nietrwały i raczej ulotny. Koniec końców zwierzak ma ułożony odpowiedni plan treningowy (np. dużo pracy na mniejszych i większych kołach, jazdy na okrągłej szyi w dole) i co pół roku musi niestety dostawać blokadę w plecy.

            Polecam dla własnej wiedzy zrobić dwa rtg pleców (jeśli koń nie miał ich wcześniej robionych). A w sprawie dziwnych pleców (lub dziwnego zatrzymywania się) odezwałabym się do pani doktor Olgi Kuleszy lub Magdalena Żółkiewicz
            – obydwie zajmują się chiropraktyką.

        2. sumire

          dr Olga Kulesza to chyba najlepszy adres – jest chiropraktykiem i masażystą (i wetem), ma też kamerę termowizyjną.

  2. Aneta

    Ale mnie zachęciłaś! Już lecę kupić!
    Zawsze mnie takie rzeczy ciekawiły, np. dlaczego koń staje o tak i tak, dlaczego lotne robi w taki sposób, itd. Niestety (a może stety- mam więcej doświadczenia) na początku byłam w środowisku skokowców- nikt nie zwracał na to większej uwagi. ,,Byle by zrobił”. Co najdziwniejsze było tak też w przypadku zdrowia. Jeśli koniowi spuchła noga po treningu, ale nie kuleje i opuchlizna w miarę szybko schodzi to wszystko jest dobrze… i to jest przypadek w sporcie! Nie w żadnej rekreacji! Punkt widzenia i charakter dużej części skoczków… Jednak lepiej już dalej nie brnąć, by nikogo nie urazić.
    Wracając do tematu. Cieszę się, że obecnie (mam nadzieję, że już na zawsze!) jestem pingwinem i ucząc się mogę dostrzegać coraz więcej. Myśleć inaczej- ,,więcej” jeśli mogę tak powiedzieć ;), czuję o wiele więcej, mam więcej doznać, więcej wątków do zastanowienia się= więcej przyjemności! Teraz pomyśleć, ile skoczków myśli, że ujeżdżenie jest nudne, nieciekawe i nie ma w nim nic interesującego, ani przyjemnego. 😉
    Chciałabym też podkreślić, że na zmianę dyscypliny na ujeżdżenie, miałaś również wpływ ty- dokładniej twój blog. Wiadomo, nie była to w 100% decyzja podjęta na podstawie bloga, ale kiedy było , głosowanie” za i przeciw, pomogłaś mi wybrać właściwie. Dziękuję!
    Również dziękuję, że mogę zdobywać wiedzę również przez twojego bloga. Życzę udanej współpracy z czwórką młodziaków! Żeby Cię tam nie wykończyły, a wręcz przeciwnie… naładowały pozytywną energią!

    1. Aneta

      Mam nadzieję, że obyło się bez wpadek z autokorektą- piszę na telefonie. 😉

    2. quanta

      Właśnie dla zdobywania wiedzy warto jak najwięcej czytać, słuchać i oglądać. Poza jakimiś wyjątkowo trudnymi przypadkami konie funkcjonują według prostych zasad i schematów. I jeśli coś nie działa, to zawsze jest tego jakaś przyczyna (najczęściej problemy zdrowotne konia… albo jeździec).
      Bardzo miło przeczytać, że znalazłaś w sobie pasję do ujeżdżenia. Ja mam kilku swoich podopiecznych i wszystkich zdecydowanie udało mi się zarazić pozytywnym nakręceniem. Ujeżdżenie wcale nie jest nudne, a potraktowane jako dążenie do jak najlepszego porozumienia się z koniem ma w sobie dużo z psychologii i pracy nad sobą. Im więcej się w nim „jest”, tym bardziej staje się pasjonujące :)

      1. Aneta

        Dokładnie! Im dalej się brnie tym staje się jeszcze bardziej wciągające… również dla portfela. 😉 Jednak wybierając sobie tak cudowny sport- który jest też pasją, chyba nie powinno się narzekać i tylko cieszyć się z tego co się ma.
        Wiem, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale jak grzeszyć to grzeszyć- co sprawia Ci większą satysfakcję (o przyjemności nie wspominam) ,,zarażanie” innych osób wiedzą czy praca konkretnie z końmi? Czy jest to jednak za trudne pytanie?

        1. quanta

          Zadałaś bardzo trudne pytanie, ale ja naprawdę uwielbiam jeździć, więc jeśli musiałabym z czegoś zrezygnować, to jednak z bycia okiem z ziemi, a nie z jazdy. Niechętnie zresztą przyjmuję pary w trening – tylko i wyłącznie w takim przypadku, jeśli jeździec naprawdę chce pracować i przyłoży się do nauki. Inaczej szkoda mi mojego czasu 😉

  3. kujka

    Po godzinie masazu i tak sladu po lakierze nie bedzie 😉

    1. sumire

      To trzeba sobie strzelić hybrydowy 😉 lakier jako taki nie przeszkadza (co najwyżej maskuje pomasażową żałobą pod paznokciami ;)), ale długie paznokcie już jak najbardziej!
      chyba muszę dokładniej przejrzeć tę książkę, bo póki co przejrzałam tak pobieżnie i stwierdziłam, że to takie podstawy, które już znam. ale chyba muszę zajrzeć do rozdziału o przypadkach, może jednak dowiem się czegoś nowego. 😉

  4. Jadzz

    Tak się zastanawiam… czy my nie zrobimy jakiejs krzywdy robiąc ten masaż.. nie mając wprawy w tym ? :>

    1. sumire

      Ciężko zrobić krzywdę masażem powierzchownie – a o takim mowa w książce. No, można nie zastosować się do przeciwwskazań/wykonać masaż na koniu z niezdiagnozowanym urazem…

      1. sumire

        Powierzchownym*

    2. quanta

      Na upartego koniowi jest łatwo zrobić krzywdę, niewiedzą, rutyną, bezmyślnością. Nie potrzeba do tego masażu.
      A opisany w książce masaż w pigułce rzeczywiście dotyczy bezpiecznych miejsc i technik, naprawdę każda średnio ogarnięta osoba jest w stanie nauczyć się go poprawnie wykonywać.

      1. Jadzz

        Dzięki :> Ciekawa jestem co mój rumak na to powie :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *