«

»

maj 20

Czy konia bolą plecy?

Historia powtarzająca się przed X laty w wielu podwarszawskich stajniach. Otóż Dr Kluczyk* (*wyjaśni się za chwilę) przy okazji dowolnych inspekcji weterynaryjnych w stajni (szczepienie, wizyta z okazji ropy w kopycie, czy przeglądu końskich zębów) mimochodem rzucał właścicielowi konia, że ogólnie to wszystko jest w porządku, tylko konia okropnie bolą plecy i trzeba je koniecznie ostrzykać. Na zadziwione zapytanie zaskoczonego właściciela konia (- Ale skąd to? Jak to?) odpowiadał:  – „Pan zobaczy”, po czym przystępował do charakterystycznej demonstracji: wyciągał z kieszeni kluczyki samochodowe i przejeżdżał nimi ostro po kręgosłupie. Takie coś zignorowałby wyłącznie koń… martwy, a że badane osobniki tętno i oddech miały w normie, to reagowały nader żywiołowo, wzdragając się, kucając lub gnąc jak podczas tańca limbo. Przerażony właściciel łapał się za głowę „O Boże, koniecznie musimy zwierzęciu pomóc!” – a Doktor Kluczyk już szykował igły…

Czasy się trochę zmieniły, jeźdźcy stali się znacznie bardziej świadomi, jak ważne są końskie plecy, a w wielu stajniach regularne wizyty fizjoterapeuty, masażysty czy osteopaty nie są czymkolwiek niezwykłym. Świadomy jeździec zna stan zdrowia swojego wierzchowca i z pewnością nie da się zaskoczyć sztuczką z kluczykiem. Koński grzbiet może być jednak dość zdradliwy do diagnozowania. Rzadko kiedy mamy do czynienia z tak wyraźnymi wizualnie symptomami, jak na poniższym obrazku:
PSSM-hch-Haflinger-800x680

O ile bolesność którejś kończyny czytelnie objawi się kulawizną, w obliczu której nawet mniej doświadczony koniarz zorientuje się, że „coś jest nie tak” – to bolesne plecy potrafią się naprawdę konkretnie zamaskować. Koń z obolałym grzbietem może poruszać się zupełnie czysto, zachowując rytm i takt każdego z chodów. Co się w takim razie dzieje, kiedy konia bolą plecy? Otóż wtedy koń najczęściej staje się „niegrzeczny”. Ta niegrzeczność może objawiać się w niekończonej ilości sposobów: od wrażenia, że koń jest jakiś taki nie w sosie, poirytowany na nas, gryzie przy siodłaniu, nie daje się złapać na padoku, nagle odmawia pracy w jedną stronę (szczególnie chodów bocznych), jest rozkojarzony w pracy, świszcze ogonem, przestaje odpowiadać na pomoce czy w końcu po prostu próbuje pozbyć się jeźdźca, zbrykując go ze swojego grzbietu.

Tutaj jednak taka dygresja: musimy być również pewni, czy niegrzeczność konia nie jest przypadkiem wynikiem złej (niewprawnej, albo zbyt forsownej) jazdy. Może być przecież tak, że najsłabszym ogniwem u konia nie będzie jego grzbiet – tylko jego jeździec. Czy pod trenerem lub inną dosiadającą konia osobą również okazuje się on być niesforny, krnąbrny czy nieposłuszny?

Zanim jednak dojdzie do wyraźnych objawów dyskomfortu wywołanego bolesnością, możemy monitorować stan pleców na własną rękę. Co ciekawe, oznacza to patrzenie wcale nie tylko na okolice „pod czaprakiem”, bo o kondycji grzbietu powie nam dużo… koński brzuch. Albo tylne nogi 😉 Albo uszy 😆

Sprawdzamy grzbiet na grzbiecie

Zaczynamy jednak zupełnie po bożemu 😉 – czyli obgłaskując u konia górną linię: macamy powolutku wzdłuż kręgosłupa, dłońmi nad nim, od kłębu w tył. Po naszymi palcami powinna dać się wyczuć równomierna struktura, bez żadnych górek, dołków, to zdecydowanie ma być gładkie uczucie pod ręką. Koń nie może unikać dotyku czy lekkiego nacisku, nie może się złościć, uginać, kłaść uszu, tupać, próbować podgryzać lub trzepać ogonem.
Po kontroli partii kręgosłupa możemy nasze zainteresowanie przenieść na leżące po jego bokach mięśnie. Po pierwsze do odnotowania, czy te mięśnie na grzbiecie w ogóle są – bo zdecydowanie powinny być obecne. Prawidłowo umięśniony grzbiet ma wypoziomowany z nimi, lub nawet sprawiający ważenie leciutko „wklęsłego” kręgosłup, obudowany poduszeczkami z mięśni. Teraz przy głaskaniu możemy zwiększyć nacisk do około kilograma (wyobraźmy sobie, że na dłoni, która leży miękko i płasko na końskim grzbiecie, kładziemy torebkę cukru. To jest ten nacisk). Podczas tej części naszego badania koń powinien pozostawać zrelaksowany (obserwujmy go!). Oczekujmy, że będziemy mogli wyczuć gładkie, elastyczne, ale wyraźnie rozwinięte mięśnie. Różne konie mają bardzo różne napięcie mięśniowe (i warto wiedzieć, jakie jest normalne dla Twojego konia), ale zdrowy mięsień powinien nam się kojarzyć chyba najbardziej z galaretką 😉 Ma ona pewną własną konsystencję. Luźny mięsień to bynajmniej nie jest bezwładny czy obwisły.

Koń pracujący regularnie pod siodłem powinien mieć wyraźnie rozwinięte mięśnie grzbietu i zadu. Ich nabudowanie będzie jednak możliwe tylko w przypadku prawidłowej pracy – w rozluźnieniu, „przez plecy”:
dupa_2dupa_1
Jeśli mięśnie są twarde jak deska, to są one napięte – i najprawdopodobniej bolesne. Konie potrafią spinać mięśnie na niemalże stalowy zacisk (spięte mięśnie na karku, przed kłębem to dosłownie dwie grube, sztywne i totalnie twarde okrętowe liny) i szybko w ten sposób wpadają w pewne zaklęte koło. Jeśli mięśnie są napięte – to bolą. A skoro bolą, to koń spina je jeszcze bardziej. Więc jeszcze bardziej bolą. A skoro bolą, to koń spina je… i tak w nieskończoność. Z takiego zamkniętego kręgu zwierzak nie będzie w stanie wydostać się sam. Może mu pomóc masażysta, fizjoterapeuta lub odpowiednio ułożony trening.
Jeśli obgłaskiwane mięśnie wydają się być zwiotczałe, sparciałe – to ten rejon ciała konia z jakichś przyczyn nie pracuje. Jeśli ich nie ma w ogóle… Cóż, to mamy problem ze sztywnym, nie używającym swojego ciała koniem, którego prawie na pewno bolą plecy.

Osobną chwilę poświęćmy okolicy krzyża i nerki, tutaj również stosując ucisk palców około kilograma. Zdrowemu koniowi nie powinno to przeszkadzać! Czy nasz wydaje się być nadal pozytywnie usposobiony, czy sprawia wrażenie, jakby za chwilę miał nas wyrzucić z boksu?

Pozwólmy sobie zrobić koniowi przyjemny masaż gumowym zgrzebłem o miękkich wypustkach (unikajmy zgrzebła twardego, czy popularnego Magic Brusha, bo możemy osiągnąć efekt samochodowego kluczyka). Kolistymi ruchami, raz przy razie, rozmasowujemy mięśnie po bokach kłębu, grzbiet, nerkę oraz zad. Zaraz potem – masujemy brzuch. Jak zachowuje się koń w trakcie takiego zabiegu? Jeśli się złości, próbując nas odganiać, to również może wskazywać na problem. Oczywiście, są konie nadwrażliwe, niedotykalskie, ze skłonnością do łaskotek i te mogą nie pałać szczęściem przy kontakcie ze szczotką. Ten typ koni swoje zachowanie będzie powtarzał również przy dotyku nie mogącym wywołać bolesności – jak okrywanie lekką derką czy psikanie sprayem.

Sprawdzamy grzbiet na końcu konia

Grzbiet sprawdzony. Czas na… tylne nogi 😆 I zapewniam, że to nie jest wcale żadne końskie voodoo 😉 Możemy czerpać masę wiedzy o komforcie końskiego grzbietu właśnie z tylnych nóg :)

Już spieszę tłumaczyć. Mięśnie zadu są powiązane z mięśniami pleców. Koń, który ma słabo rozwinięte „portki” (mięsień dwugłowy uda i mięsień półścięgnisty) to już dla nas wyraźne podejrzenie problemów plecowych. Dodatkowo świadczy o nich sposób, w jaki podaje nogi. Zwierzak powinien to robić chętnie, bez napięcia, usztywnienia, czy konieczności utrzymywania końskiej nogi w górze siłą ludzkich mięśni. Koń ma podnieść nogę sam, swobodnie, i móc utrzymywać podniesioną kończynę przez dłuższy czas. Koń o luźnych i mocnych plecach bez problemu wyciąga kończynę w tył, możemy ją sobie bez większego trudu odprowadzić daleko do tyłu (a przy okazji, wiele zdrowych koni może wykorzystać tę zachętę, żeby się poprzeciągać). Warto obserwować zachowanie wierzchowca przy kowalu (dla mnie to jest absolutna kopalnia wiedzy! Kiedy tylko mogę, asystuję przy przekuwaniu czy rozczyszczaniu nie tylko swoich koni). Czy podczas kucia koń długo trzyma nogę w górze, nie próbując jej wyrwać? Czy raczej stara się jak najszybciej podeprzeć kończyną?

Ten koń – 12-letni, a więc w swoim najlepszym wieku – ma zdiagnozowany kissing spines. Mięśnie „portek” wyglądają jak u trzylatka:
1494090031

Sprawdzamy grzbiet na końskim początku

Przy siodłaniu zawsze patrzę na uszy konia, również na jego wyraz pyska, ale uszy są szczególnie czytelne w wymowie. Podczas samego osadzania siodła na grzbiecie uszy nie mogą kłaść się na szyi, lub być stulone. Istotne jest, czy koń ma sztywne uszy,  bo jedynie lekko ustawione do tyłu i wyraźnie zrelaksowane mogą oznaczać nic więcej niż to, że koń nasłuchuje czegoś za nim, lub jest zainteresowany naszymi manewrami. Wyczulmy się zatem tylko na oznaki irytacji. Podobnie w chwili, kiedy jeździec usiądzie w siodle nie powinniśmy obserwować niezadowolenia. Niechęć okazywana samemu dopinaniu popręgu już jednak niekoniecznie musi być oznaką kłopotów plecowych. Może się zdarzyć, że z uwagi na niedomagania grzbietu mięśnie piersiowe są słabo rozwinięte i usztywnione, co powoduje dyskomfort przy zapinaniu, równie dobrze jednak wyraźna złość przy dopinaniu może być wywołana bolesnością żołądka – warto sprawdzić, czy koń nie cierpi na wrzody.

Sprawdzamy grzbiet w ruchu

Tutaj warto rozciągnąć badanie na ruch konia luzem na lonży. Wprawny jeździec nawet nieumyślnie pomagając dosiadem może zamaskować wiele objawów, a nieudolny – przejaskrawić je czy w ogóle stworzyć. Podobnie dopasowanie siodła. Koń biegający saute pokaże nam czy odczuwa bolesność niezależnie od obecności plecaka na grzbiecie.
Koń ze zdrowymi plecami jest chętny do ruchu naprzód, jego chody są luźne i obszerne. Koń z łatwością zachowuje takt. Usztywnienie pleców (a kiedy bolą, zawsze są sztywne) limituje ruch kończyn, zamyka łopatki i sprawia, że tylne nogi są mało sprężyste. Takie konie niechętnie idą naprzód, niedoświadczonemu jeźdźcowi mogą wydawać się „leniwe”. Koń gubi rytm, próbuje przystawać. Konie o bolesnych plecach często nie chcą w ogóle galopować, albo krzyżują zadem w galopie (generalnie zawsze niechęć do któregokolwiek z chodów jest podejrzana).
Niekiedy oznaką problemów z plecami jest ogon – to jednak również nie jest reguła. Ogon powinien luźno zwisać z końskiego zadka 😉 Niesiony wysoko, wciskany między pośladki albo odgięty może wskazywać na bolesność kręgosłupa i zawsze trzeba ustalić przyczynę takiego objawu. Noszenie ogona na boki nie musi jednak świadczyć o bolesności.

Dla porównania dwa grzbiety koni, które są w tym samym wieku – obydwa kwietniowe sześciolatki:
IMG_3703 IMG_3718

Wiek to w zasadzie prawie jedyna rzecz, która te zwierzaki łączy. Ciemny ma fory – ma dobre geny, które obdarzyły go typową silną i zwięzłą konstytucją, optymalną do użytkowania sportowego. Kasztan ma sporą dolewkę folbluta, co łączy się suchym (tzw. oddechowym) typem konstytucji: z lekką budową i szybką przemianą materii. Rudzielec jest żywieniowym alergikiem, trudno zatem dostarczyć mu optymalne paliwo do budowania mięśni (nawet pojedyncze trawy i rośliny spotykane na padokach mogą u niego wywoływać objawy chorobowe). Kolejną olbrzymią różnicą jest trening. Pierwszy koń pod siodłem robi pracę, gimnastykę, jest aktywny i nie traci czasu na „nabijanie kilometrów”. Drugi zwierzak jest użytkowany ekstremalnie lekko, wykonując pracę, która nie tylko go nie zużywa, ale właściwie nie używa. Trening konia powinien być umiejętnie stopniowanym i bardzo powoli rosnącym, ale jednak wysiłkiem. Sami nie moglibyśmy przecież liczyć na świetną formę i sprawną, wypracowaną sylwetkę leżąc całymi dniami na kanapie 😉

Dla uprawiania jeździectwa zdrowie końskich pleców i poprawnie rozwinięta górna linia są jednymi z bazowych warunków. Amerykanie jazdę konną określają jako „horseback riding” (jeżdżenie na końskim grzbiecie), co dobitnie podkreśla rolę tej części ciała w dźwiganiu człowieka. Końskie plecy nie tylko odpowiadają za zdolność konia do tego wysiłku, ale również definiują jego budowę (a czy będą tej budowy wadą, czy zaletą, to w dużym stopniu zależy od jakości użytkowania konia), ale także, co najważniejsze – odgrywają olbrzymią rolę w zdrowiu i dobrym samopoczuciu zwierzęcia. To one nas noszą, dbajmy zatem o nie jak najlepiej. Większość poważnych dolegliwości manifestuje się początkowo drobnymi oznakami, które wychwycone w porę mogą nie doprowadzić do poważnych problemów zdrowotnych. A bez pleców też „nie ma konia”…

11 comments

Skip to comment form

  1. ania

    uwielbiam Pani wpisy! dziękuję, pozdrawiam i informuję, że zaglądam regularnie!

  2. Ewa**

    A ja mam pytanie dotyczące… Karolka (tak wiem, kiedy to było). Czy on miał problematyczne plecy? Coś mi się kojarzy, że było kilka zdań na ten temat, choć może i mi się tylko wydawało. W każdym razie jeśli tak, to co z nimi było nie tak i jak sobie z tym radziłaś? Głównie pod kątem treningowym?

    1. quanta

      On miał o tyle problematyczne, że miał je ekstremalnie krótkie, a przez to mniej elastyczne na zgięcia i z tendencją do nieużywania ich. W normalnym treningu pracował o wiele więcej do dołu, w żuciu, na przemian na powiększanych i zawężanych spiralach, niż robię to z bardziej standardowym koniem.

  3. Mustangowa

    Wiadomo co tak właściwie i konkretnie było koniowi na pierwszym zdjęciu? :/

    1. quanta

      U tego konia obserwowane bardzo dużą bolesność lędźwi, krzyża i mięśni pośladkowych oraz niechęć do ruchu. Szczegółowa diagnostyka wykazała, że koń cierpi na PSSM – genetyczne zaburzenie odkładania w mięśniach glikogenu.

  4. Marta

    Quanta mam pytanie trochę nie na temat…przymierzam się do zakupu konia typowo pod ujeżdżenie ale nie mam pomysłu gdzie szukać konia z predyspozycjami ale za nie więcej niz te 40 tys…
    Czy znasz może jakieś hodowlę itd zarówno w Polsce jak i Niemcy/Austria? 😉 Z góry dziękuję za podpowiedzi. 😀

    1. quanta

      Austriacy nie hodują konia na większą skalę, bo połowa ich kraju to Alpy, więc nie bardzo jest gdzie te zwierzaki wypasać 😉
      Z tego rejonu mogłabym na pewno jednak polecić stajnię z bardzo ciekawą młodzieżą i również wyszkolonymi końmi – Gestüt Pramwaldhof – ale wizytę na miejscu można zaplanować raczej jeśli wzmiankowany budżet wypada europejskiej walucie, a nie złotówkach :(

      W Niemczech jest dużo świetnych, kameralnych hodowli, które mają dwie-trzy dobrej jakości klacze. W tych hodowlach można znaleźć super obiecujące źrebięta oraz młodzież, ale trzeba się liczyć, że będą to konie surowe ( i generalnie, im starsze, tym droższe).
      Sama w przyszłym tygodniu najprawdopodobniej wybieram się na wycieczkę Niemcy-Holandia, żeby obejrzeć trochę tegorocznych źrebiąt. Mam zamówienie od koleżanki na ogierka, kto wie, może zmontujemy następny fajny duet, taki jak Uszy i Doki 😉

  5. Dorota

    O, temat na czasie dla mnie. Dopiero niedawno postanowiłam oddać moje konie w ręce fizjoterapeutów. To niesamowite jak podejście do jeździectwa zmienia się na przestrzeni lat, jak wielka jest różnica między jazdą na koniu, a pracą z koniem. Dlatego za każdym razem kiedy odwiedzam moją emerytkę, która jest moim pierwszym prywatnym wierzchowcem, jest mi przed nią trochę wstyd, że musiała ścierpieć wszystkie moje pomysły i ignorancję…

    Co do sprawdzania reakcji konia, to ja spotkałam się z tym, że koń już po wyleczeniu obtrzaskanych pleców, źle reagował na siodłanie. Pamiętał, że to boli i mimo braku już oznak bólowych przy zabiegach, na widok siodła robił się wściekły. Minęło dopiero po około roku!

    1. quanta

      To prawda, nawyki potrafią utrzymywać się ekstremalnie długo :(

  6. tuch

    Praca z plecami niebywale trudna rzecz. Bo jeśli tych mięśni nie ma, trzeba je zrobić (ruch, żywienie) i gdzieś tam po drodze zawsze się przydarzy bolesność choćby spowodowana zakwasami.

  7. Anika

    A możesz polecić jakieś pasze/suplementy które pomogą w rozbudowie mięśni u młodego (5l) konia w regularnej ale lekkiej pracy? Oczywiście wiadomo, że sensowna i regularna praca to podstawa, ale co dodatkowo mogło by wspomóc ?
    Dzięki :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *