«

»

mar 24

Czasem trzeba sposobem – ćwiczenia na mocny zad

Lubię myśleć nieszablonowo. Szczególnie na treningach – ostatecznie nigdy nie ma schematów i jednej słusznej linii frontu. Oczywiście wszystko zgodnie z zasadą, że cel jest jeden – ale dróg do niego tysiąc. W końcu każdy koń jest inny, stąd też naprawdę nie można traktować wierzchowców szablonowo. Doświadczenie jeździeckie to właśnie umiejętność kreatywnego przenoszenia wniosków, spostrzeżeń i praktyki z treningu, metod, które sprawdziły się u jednych koni – na inne. Czasem trzeba też umieć (rozsądnie!) eksperymentować.

IMG_4796

W lutym dobrałam się do Ustnego Henryka 😉 Chciałam i potrzebowałam mieć już odrobinę bardziej dorosły galop. Radzący sobie z kontrgalopami, zwykłymi zmianami nóg, dający się skrócić do muśnięcia poczucia zebrania. Kudłaty musiał zacząć zostawać więcej i dłużej na tylnych nogach. Na przeszkodzie temu stawała jego niebywała elastyczność (Henryk jest tak sztywny, jak rozgotowany makaron, a przecież aby jego mięśnie wzięły się do prawdziwej roboty, potrzebne jest ich pewne napięcie), leniwa noga (lewy tył z tendencją do wyluzowania się i spoczywania, zamiast podpierania całego ciężkiego końskiego cielska) i niezbyt wyćwiczona nerka, która za mało unosiła konia do góry. Lędźwie, które wymagało wielu wzmacniających ćwiczeń miałam okazję bardzo dobrze rozpracować swego czasu u Skwarka, więc plan na rozwijające siłę Henryka ćwiczenia bardzo szybko był gotowy.

IMG_4720

Co zrobiliśmy w cały ostatni kwartał, żeby mieć mocniejszy zad?
– regularna praca na kawaletkach, w kłusie i galopie. Nie tylko drążki ułożone na prostej, ale i na kołach, albo w krzyżyk, z najazdami z wolt. Zad, plecy – to wszystko naprawdę konkretnie się rozbudowuje.
– nauczyłam Hendriksa piafować. Nie było trudno, on od początku miał do tego ogromny talent i świetnie się bawił nowym zadaniem. Kilka piafów dla wzmocnienia i rozgrzewki robię teraz na każdym ujeżdżeniowym treningu Kudłacza,
– w treningu pojawiło się również cofanie – i zakłusowanie z cofania. Takie przejścia kapitalnie rozwijają tylny napęd.
– kiedy tylko pogoda zaczęła pozwalać, dołożyłam długie spacery w teren w ciężkich ochraniaczach na tył. Mam takie specjalne skórzane Weight Trainery, z wszytymi obciążnikami 550 gramów. To nie jest dużo – tyle mniej więcej ważą podkowy. Ochraniacze Weight Trainer sprawdzają się świetnie u koni, którym trzeba wzmocnić zad, lub które mało pchają się tylnymi nogami, oszczędnie zginają stawy skokowe i nie bardzo mają poczucie istnienia swojego zadniego końca 😉 Bezpośrednio ze stajni mamy puszczę kampinoską, zatem od miesiąca raz w tygodniu robiliśmy sobie w ten sposób bardzo przyjemne spacery w ręku po górkach.
– skorzystaliśmy ze sprawdzonego sposobu na Skwarka i Henryk dostał na miesiąc gumowy pasek na zad:
IMG_4722IMG_4774 IMG_4789
Początkowo na całe jazdy, później tylko na rozprężenie. Gumowy pas przede wszystkim rozwija świadomość ciała – koń cały czas czuje jego dotyk i w ten sposób odkrywa,  że ma dwa pośladki i dwie tylne nogi 😉 W dodatku, obejmowany symetrycznie przez gumę jest zachęcany, żeby w identyczny sposób pracować swoją prawą i lewą stroną. Niezależnie od kierunku i własnej „nożności”.
Sama mam gotowy pas, o regulowanym rozmiarze, zakończony dwoma karabinczykami. Można go wypinać na kilka sposobów, w zależności od potrzeb konia, ale również jeździć trzymając taki pasek w rękach. Kiedyś w ten właśnie sposób uczyłam Skwarka odkrywania swoich własnych mięśni brzucha. Taki pasek można łatwo zrobić samemu (np. używając owijki elastycznej lub kupując na metry gumowy pas tapicerski, który kosztuje koło złotówki za metr), a poza jazdą wykorzystamy go równie dobrze przy lonżowaniu. Gotową gumę ma firma USG (sprzedawaną pod nazwą system treningowy CoraLe, cena ok. 75 zł, ale w tej chwili jest do wyłapania w promocji nawet taniej), ale chociaż sprawdza się ona przyzwoicie, nie mogę jej bezkrytycznie polecić. Guma jest słaba, miękka i szybko się rozciąga. Optymalnie potrzebna byłaby taka o konsystencji i elastyczności gumowego pasa do derki.
U Henryka taka pomoc dała naprawdę świetne rezultaty. Pasek prowokował go do „myślenia” o tylnych nogach. Błyskawicznie poprawił się od tego galop, zyskał na okrągłości, a posadzenie na zadzie pozwoliło wreszcie prowadzić przód – przed koniem. Oczywiście mocno używane lędźwie zaczęło nabudowywać się dosłownie w oczach i zrobiło o wiele mocniejsze, co wyraźnie ułatwiło dalsze przemiany i poprowadzenie treningu w pożądanym kierunku. Dość, że po zdjęciu pasa po rozprężeniu galopem od razu miałam takie kłusy:
IMG_4898 IMG_4917 IMG_5035 IMG_4893

Najbardziej cieszą mnie dodania – bo w nich zad zaczyna doganiać ogromny przód, a to jest możliwe tylko dzięki aktywnym, uniesionym plecom:
IMG_4913 IMG_4887

Również wszystkie chody boczne, a także skrócenia stały się dużo bardziej gładkie i naprawdę łatwe dla konia. Hendriks poukładał się w nich i nauczył rozluźniać całą górną linią. Ponieważ przynosi mu to bardzo przyjemne uczucia, nie tylko sam chętnie szuka rozluźnienia, ale też zaczął mi więcej ufać, jeśli chodzi o kontakt. Prawdopodobnie podejrzewa już nawet, że jest szansa, że od ciągnięcia wędzidła zęby mu nie wypadną 😉 Teraz muszę tylko zmienić to podejrzenie w pewność i jesteśmy w domu z kontaktem :)

A co do pracy – miło na koniec treningu mieć taki obrazek – zadowolonego, wyluzowanego, obślinionego konia. Ujeżdżenie jest czymś, co ma rumakowi służyć i go rozwijać, ale ma być dla niego równocześnie frajdą i zabawą. Hendriks w pracy czuje się jak ryba w wodzie :)
IMG_5039

30 comments

Skip to comment form

  1. Vissenna

    Pasy za zadem są genialnym rozwiązaniem. Ja je z zapałem stosuje do lonżowania i efekty są na prawdę widoczne. No i nic nie zastąpi terenu po górzystych ścieżkach. Górki to chyba najłatwiejsze i najprzyjemniejsze ćwiczenia :)

  2. Natalia

    Quanta, możesz pokazać z bliska używany przez Ciebie pas ?
    Z góry dziękuję Natalia

    1. quanta

      Tak to wygląda:

      Można dodać oczkowe karabinczyki do gumowego pasa do derki, o ile on miałby odpowiednią długość. Ten konkretnie mój nie jest idealny – guma jest słabej jakości i bardzo szybko się rozciąga i „flaczeje”.

      1. Natalia

        To jest pas CoraLe czy ten egzemplarz sama zrobiłaś ?

        1. quanta

          CoraLe, ten który opisałam w tekście, że na nim jeżdżę…

          1. Justyna

            Jaka mniej więcej długość jest potrzebna tego pasa? Zastanawiam się czy zwykły pas do derki wystarczy taki ok 150cm, czy szukać coś dłuższego ?

  3. keirashara

    Mam w pace nigdy nie używane obciążniki na rzepy, można je dopiąć na taki spacerek? Już nawet nie pamiętam skąd je mam i po co, zawsze mi się kojarzyły z niezbyt, hmm… ładnymi metodami treningu skokowego 😉
    Mega przydatny wpis, aktualnie po przerwie mój koń wypiera istnienie zadu i pracuje nim mega niechętnie, co jest niesamowicie frustrujące, bo 3/4 jazdy polega na przypominaniu książątku o tym, że mógłby go łaskawie poużywać.

    1. quanta

      Każdą rzecz do konia można używać w sposób godny i w sposób podły. Nawet kantar…. Owszem, „skoczkowie” spod ciemnej gwiazdy zakładają ciężkie ochraniacze na przód i barują konie na tysiąc różnych sposobów. Sama nigdy bym nie zakładała niczego koniowi na przednie nogi. U ujeżdzeniowca super akcja przednich kończyn jest tylko i wyłącznie wynikiem wytrenowanego i mocnego zad, więc trzeba zawsze myśleć o silniku :)

      1. keirashara

        To oczywiste 😉 Pytanie, czy mogę ich użyć bez stresu – to takie obciążniki jak do ćwiczenia dla ludzi, półmiękie, zapinane na rzepy/zacisk (nie mam zamiaru odcinać dopływu krwi), czy lepiej odpuścić?
        Po dzisiejszym treningu mam zalecenie na wzmacnianie zadu, bo przez paskudne przerwy oklapł z mięśni i konisko próbuje go oszczędzać, spinając przy okazji wszystkie inne mięśnie. Czasem spaceruje z nim mój partner, jak ja nie mogę dojechać i super, jakby ten spacerek był bardziej pożyteczny
        Przy okazji przerabiam zakupiłam karabińczyki i mam zamiar dopiąć je do pasa od derki zamieniając bieganie luzem na lonżowniku w coś bardziej wartościowego 😀 Przynajmniej kawecan przestanie się kurzyć. Na jazdę też spróbujemy.

  4. gllosia

    Jaka dlugosc paska polecasz na początek? Czy lepiej zostawic nieco luzniejszy, by kon przyzywczail sie do dotyku (wiadomo, roznie konie moga zareagowac) czy od razu powinnien przylegac i byc lekko napiety? Ten, ktory ty masz wyglada jakby posiadal regulacje? Probuje sie tez dopatrzec gdzie go masz zapietego podczas jazdy, bo popregi ujezdzeniowe raczej nie maja bocznych koleczek (jak maja zwykle czy skokowe popregi), a moze sie myle?
    I kurde, ty masz faktycznie rece w pudelku caly czas, na kazdym zdjeciu! :O Ja tez sie staram miec, ale jak cos nie wychodzi pomyslnie to zawsze probuje to ratowac rekami :/
    W ogole niesamowite jest to, jak jakas mala, mimochodem napotkana uwaga moze tak pomoc! Ostatnio wyszukalam sobie twoj wpis o dlugosci strzemion, bo akurat potrzebowalam do tej informacji wrocic i tak w ktoryms zdaniu wychwycilam informacje o otwartych biodrach. I tak siedzac na krzesle wyborazilam sobie, ze siedze na koniu i nagle zdalam sobie sprawe ze moje biodra podczas jady sa caly czas zamkniete!! Nastepnego dnia sprobowalam usiac inaczej i sie otworzyc – Quanta to mnie wynioslo na kolejny poziom kłusa wysiadywanego!!! Nagle zaczelam podarzac za koniem, nawet w klusie dodanym (choc tu wciaz potrzeba wiecej praktyki) i to byl wstrzal w dziesiatke. Taka mala rzecz, a ile zmienia! Najlepsze, ze przeciez ja ten wpis juz czytalam i to prawdopodbnie wiecej niz raz.. A dopiero teraz ta uwaga do mnie trafila 😛

    1. kujka

      Ponieważ mam pewne doświadczenie w używaniu tego patentu, pozwolę sobie odpowiedzieć co sądzę:
      Luźny będzie bardziej konia wkurzał, niż odpowiednio napięty (bo będzie latał, majtał się, obijał – raz będzie go koń czuł, raz nie) – więc na chłopski rozum więcej koni zareaguje źle na taką zbyt luźną gumę, niż założoną odpowiednio.

      Najlepiej stestować to na lonży, wypróbować we wszystkich chodach, żeby się nie zdziwić pod siodłem.

      Ujeżdżeniowe popręgi jak mają jakieś kółeczko, to tylko na dole 😉 ale ten akurat patent o ile dobrze pamiętam ma karabińczyki, które łatwo można zapiąć do popręgu lub przystuł.

    2. quanta

      Mój pasek ma regulację (zaraz postaram się cyknąć fotkę). Konie przeważnie bezproblemowo reagują na obejmowanie ich gumowymi pasami. Mocne napięcie nie jest tak ważne, jak sam dotyk, który przypomina o tym, że dane mięśnie są i działają. Pas nie ma działać na zasadzie mechanicznego ciągnięcia tyłka konia za siodłem 😉
      Ja swój dopinam do klamerek popręgu.

      Ręce w pudełku są mega ważne, ale oczywiście tym łatwiej o nie, im lepiej ujeżdżony koń i mniej problemów z kontaktem. Henryk sam zaprasza do dobrego trzymania dłoni – chociaż ja powinnam mieć łapy jeszcze trochę niżej i bardziej w przód. Trudno mi z tym, bo są jakieś takie za krótkie 😉

      Bardzo mi miło, że ktoś jeszcze przegląda stare wpisy i z nich korzysta. W sumie po to powstał ten blog. Ja się wszystkich rzeczy, które umiem, musiałam uczyć sama, mozolnie, w trudzie i na niezbyt łatwych czy poprawnych koniach. Oczywiście po drodze robiąc tysiąc błędów i zwiedzając tysiąc ślepych dróg. Czego bym nie dała za to, żeby mieć możliwość przeczytania podpowiedzi online, albo chociaż obserwowania, jak rozwijają się młode, prowadzone w ujeżdżeniowym treningu konie. Bardzo mnie to w takim razie cieszy, że pisanina się przydaje :)
      I naprawdę coś w tym jest, że się czasem wpada na jakieś jeździeckie odkrycie. Niby się przeczyta, niby się usłyszy od trenera, niby się wie – ale dopiero jest pewnego pięknego dnia taki „klik” i odkrycie – to o to chodziło z tą zewnętrzną wodzą! To o to chodziło z tym puszczeniem nogi! 😆

      1. gllosia

        KLuuurde niepotrzennie wydalam pieniadze na ten CoraLe, bo widze, ze ten pas to mozna zrobic ze zwyklego oberguta :/ Ja na pas do derek mialam pomysl, ale nie mialam pomyslu na karabinczyki i nie wiedzialam jak go zamonotwac 😛
        Nie no jasne, ale jakies napiecie tego pasa chyba byc musi?
        Ojjj ja własnnie z tym w przod mam najwiekszy problem, mam tendencje do przygania reki, a jak ja wysune do przodu to czuje jak bym miala proste szczudly xD
        I ja sie z tego bloga mega ciesze, bo osobiscie sporo wiedzy, z niego czerpie i to na kazdy temat i jezdziecki i hodowlany i z anatomii. Dopiero co kupilam ksiazki jezdzieckie, wczesniej nie mialam do nich dostepu wiec informacji szukalam w internecie. Wiadomo jednak, ze nie wszystkie informacje sa poprawne. Tutaj zawsze wszystko rzetelnie opisane, okraszone dokladnymi zdjeciami czy video, nic nie jest goloslowna, a dopelnia tego wszystkiego twoj humor 😀 Nic mnie tak nie inspiruje jak ten blog, jak sie ma gorszy dzien czy niechec to sobie tu mozna zajrzec, podpatrzec co nieco i stwierdzic „oj, mamy co robic! a wiec czas na trening!”. A do starych notek wracam regularnie, nawet mialam okres ze przeczytalam od nowa wszystkie notki ze strefy jezdziectwo, rowniez te stare ze Skwarkiem, Karolem czy Zombie, bo to zawsze bogactwo wiedzy.
        Podpisala:
        Oficjalna Fanka xD
        A z tym „klik” to tak wlasnie jest! Juz nie raz takiego olsnienia dostalam i wtedy mam ochote pacnac sie w czolo „no tak! przeciez to oczywiste!” xD

        kujka – dziekuje :) Oczywiscie najpierw lonza, szczegolnie z moim diablem nie odwarzylabym sie na eksperymenty pod siodlem xD Chce jeszcze pozyc! Ale wlasnie z obawy jak zareaguje zaczelam zastanawiac sie czy lepiej dopiac luzniej czy od razu nomalnie. Zdaje sie, ze masz racje, taki luzny pas moglby jeszcze bardziej konia denerwowac, ze cos mu sie ztylu majta. Mam nadzieje, ze ten pas nie skup tak uwagi konia, ze ten zapomni o moim istnieniu tam na gorze xD

        1. Anna

          To „klik” swietnie opisuje Mary Wanless w RWYM w rozdziale o uczeniu sie. „Klik” mamy gdy brainscape polaczy sie z wordscape :)

    3. Marzena

      Jak ktoś ma otwartą głowę i chęć poszerzania wiedzy to takie „Eureki” przeżywa nawet przy wykładach/tekstach, których wiodącym tematem jest inna kwestia. Ja do tej pory się śmieje, jakiego olśnienia dostałam kilka lat temu na Cavaliadzie na wykładzie szpeca od dopasowywania siodeł. Nauczyłam się dosiadem prowokować konia do zgięcia w zakręcie. Akurat wypowiedź dotyczyła konstrukcji siedziska, które musi umożliwić działanie dosiadem i tu coś w mojej głowie zaskoczyło, wypróbowałam ma jeździe i nagle się okazuje, że łydka jest ma drugim miejscu przy zginaniu konia w żebrach. Zarówno nastoletni jak i kilkuletni koń szybko odpowiedziały na tą pomoc :) A wpisy archiwalne muszą być zawsze dostępne, w treningu zmienia się problem, który chcemy przepracować, zazwyczaj wtedy wracamy do podstaw i takie wpisy są jak znalazł. A Quanta wg mnie posiada genialną zdolność wizualizacji czy ubierania odczuć w słowa, dzięki czemu czytam i sobie wyobrażam o co chodzi 😉 Pudełko jest przykładem :)

  5. P

    Czy kaloszki z obciążnikami będą działały tak samo jak ochraniacze?

    1. quanta

      Ja się czuję bezpieczniej z treningiem z ciężarkami nie zakładając ich nisko, tylko na pęciny. Mam wrażenie, że konie wtedy szybko łapią, o co tak naprawdę chodzi, czyli mocne zginanie stawów skokowych. Wszystkie stawy działają, miękko i elastycznie amortyzują ruch. Przy kaloszach mam wrażenie bardziej podrywania końcowego odcinka kończyny, staw pęcinowy bywa wiotki, „wyszarpuje” kończynę odrywając ja od podłoża – ja w tym trochę widzę zwiększone ryzyko kontuzji. Ale faktycznie ciekawe pytanie, zapytam znajomej fizjoterapeutki.

      1. P

        Dzięki za odpowiedź, no własnie też tak mi się wydawało, że może to nieść za sobą większe ryzyko ale zobaczyłam, że są takie i zaczełam się zastanawiać czy mają takie samo zastosowanie czy może jakieś inne. Ale już wiem jaki będzie następny zakup bo moj koń najchętniej by zapomniał, że zad w ogóle posiada a zginanie stawów skokowych to już w ogóle moja fanaberia jakaś bo po co ma to robić skoro i bez tego przemieszcza się całkiem bez problemu ;p A, że mamy też kilka górek w lesie to przynajmniej lepiej je wykorzystamy z takim bonusikiem na nóżkach 😀

  6. L

    Hej
    Mozesz wypowiedziec sie nt czambonu gumowego? Czy polecilabys go w pracy z koniem usztywnionym, ktoremu trzeba pokazac droge w dol? Czy moze lepiej zastosowac jakies inne wypiecie? Pytam, bo trener stwierdzil, ze czambon gumowy powoduje zniszczenie kregoslupa u konia. Dodam, ze raczej usztywnienie konia nie jest spowodowane twarda rekka, ani niestabilnym dosiadem. W moim odczuciu kon na czambonie chodzil bardzo dobrze, byl luzny, przepuszczalny, wogole sie nie szarpal.

    1. quanta

      Zależy jaki koń, jakie wypięcie gumy, zależy, jakie umiejętności lonżującego. Ja niektóre konie lonżowałam na gumie. Każdy sprzęt rozsądnie użyty ma rację bytu.

  7. Jay

    Pozazdrościć takiego konia. Na 9 zdjęciu wygląda jak Valegro :)

    1. quanta

      Dzięki :) Mam nadzieję, że to dopiero początek zmian u Hendriksa i za rok-dwa będzie on naprawdę pięknie rozwiniętym, dorosłym koniem :)

  8. WW

    Można wykonać takie obciążniki samemu, np. przyczepić do rzepu ochraniaczy?

    1. quanta

      Nie zakładałabym na końskie nogi nic, to nie jest symetryczne i na 1000% stabilne. Obciążenie z jednej strony stawu może narobić szkody. W ochraniaczach to nie są doczepione punktowe ciężarki, tylko wszyta wewnątrz płaska, wyprofilowana do kształtu końskiej nogi ołowiowa wstawka. Noga staje się cięższa, więc mięśnie muszą wykonywać większą pracę, ale w identyczny sposób, jak zwykle, a nie z cięższą jedna częścią kończyny.

  9. Magdalena

    Jak konie reagowały na początku na ten pasek ?

    1. quanta

      Nijak, to znaczy zakładasz i jedziesz 😉 Konie, z którymi pracuję, ufają człowiekowi na tyle, żeby wiedzieć, że nic im nie zrobi krzywdy. Ja taki pasek zakładałam nawet na 4-letniego Suszka, który w tamtym czasie był chodzącym turbo.
      Jeśli ktoś nie jest pewien reakcji, zawsze może przetestować sobie pasek na lonży.

  10. viriana

    Co do elastycznej gumy, polecam obejrzeć i może uda się zrobić taki system jak ten , pytanie tylko czy gumy nie wyciągają czapraka spod siodła.
    http://equicoreconcepts.com/system.html

  11. Rozalia

    Quanta, zupełnie niezłośliwie, poza ochami i achami, którymi już wszyscy sypnęli i się z nimi zgadzam, spytam – nie wysadza Cię za bardzo na tył siodła? Przy czym mam wrażenie, że w tym siodle nie bardzo możesz inaczej.

    Pas – świetny pomysł, w sumie myślałam o tym ostatnio patrząc jak inaczej pracuje ten sam koń z dopiętym natylnikiem, a jak na „golasa” na lonży. Dzięki Twoim wskazówkom nie będę się bała tego wypróbować. Dzięki :)

    P.s. Również uważam Twojego bloga za ogromne źródło inspiracji, naprawdę ogromne dzięki, że chcesz się dzielić wiedzą.

    1. quanta

      Póki co, to ja nie siadam sobie tak jak mam ochotę, tylko uruchamiam u tego konika siłę w jego tylnych partiach ciała. To samo robiłam na Suchym, kiedy go prosiłam o dłuższe zostawanie na tylnych nogach. Tyle tylko, że w nim jeszcze było mi ciężko usiąść głęboko: http://quantanamera.com/suchar-pracujacy/
      To nie jest i nie będzie blog o idealnych jeźdźcach i doskonałych koniach 😉 Ja jestem tylko takim.tam.amatorek, któremu cos się w sumie udaje z tymi końmi zrobić 😉 A konie mam zwykłe, jako dzieciaki nieszczególnie ściągają na siebie zachwyty, za to dwa lata później nie można od nich już oka oderwać 😉

      1. Rozalia

        Wybacz dociekliwość, to wszystko z ciekawości i dla wyciągania własnych wniosków. Jestem budową i sylwetką dużo bardziej „ociężała” niż ty, do tego z gorszym dosiadem, więc gdybym umiejscowiła się w tym miejscu siodła to na pewno zrobiłabym wierzchowcowi kuku. W związku z tym, kiedy koń nie jest jeszcze, tak jak mówisz, do wysiedzenia jak się ma ochotę – często jeżdżę w lekkim siadzie, co bardzo utrudnia pracę nad aktywnym zadem. Za to odbijam to sobie na gimnastyce skokowej.

        A że w szkoleniu koni nie zawsze, ba! najczęściej nie jest doskonale – świetnie rozumiem. Nie szukałam dziury w całym, nie o to chodziło, jeśli tak wyczułaś 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *