«

»

lut 05

Ciekawe szkolenie: praca w ręku i na długich wodzach

Zupełnie niedawno mieliśmy okazję wziąć udział w bardzo ciekawym szkoleniu.

Skąd taki pomysł?
To zawsze coś innego, nowego, a z ziemi można zrobić z koniem naprawdę dużo. Sama często zaczynam w ten sposób uczyć koni reakcji na przesuwanie w bok i ustępowań, szczególnie jeśli mają problem ze złapaniem tego pod siodłem. Z każdym młodym obowiązkowo zaczynam też z ziemi przyzwyczajanie do bata (koń musi akceptować dotykanie go po całym ciele i nie bać się przy tym), a także wyrabiam poprawne odpowiedzi, czyli szybkie podnoszenie nóg na dotyk bacika. Z ziemi możemy błyskawicznie nagrodzić konia smakołykiem – na pewno szybciej niż z siodła.
Dodatkowo chciałam przetestować Suchara, jak chłopak poradzi sobie z tematem weekendowego wyjazdu – zapakowaniem do przyczepy, nowym miejscem, pracą i skupieniem w obcym dla niego środowisku – a także chciałam sprawdzić, czy po powrocie będzie rześki i świeży jak zwykle, czy też będzie przeżywał i odsypiał stresy. Biorąc pod uwagę jego niecierpliwość, gorączkowość i zapasy energii, mogło być kiepsko 😉 Na szczęście moje obawy się nie potwierdziły, a Suchy stanął na wysokości zadania.
W rękach profesjonalisty prezentował się w ten sposób:
IMG_7980

Właśnie – słówko na temat szkleniowca :) Katarzyna Cygler jest założycielką Teatru Konnego Cabriola. Chociaż znana jest najbardziej z pokazów i spektakli konnych pełnych rozmaitych, niewątpliwie efektownych sztuczek (za którymi w wykonaniu koni nie przepadam), to jednak wszystkie te sztuczki mają bardzo solidne, klasyczne podstawy.
Po raz pierwszy miałam okazję wspólnie pracować z Panią Katarzyną i powiem szczerze, że jestem oczarowana. Zasobem wiedzy, wysokim poziomem umiejętności, niesamowitą wręcz cierpliwością, zdolnością czytania konia i nawiązania z nim więzi niezbędnej dla wspólnej komunikacji, a do tego wszystkiego absolutnie zdroworozsądkowym podejściem. Jeśli szukacie szkoleniowca, którego przy tym wszystkim cechuje radość, entuzjazm i który naprawdę kocha to, co robi – to polecam rękami i nogami.
Sama zastanawiam się właśnie, jak tu wpleść sesje trochę takiej innej trochę pracy w mój trening, bo jestem przekonana, że konie mogłyby na tym wiele skorzystać.

Odnośnie szkolenia: szczerze przyznam, że niełatwo mi się odnaleźć po raz pierwszy znajdując się za koniem, a nie na koniu 😉 Łydkę zastępujemy bacikiem i zdecydowanie potrzebna jest pewna praktyka, żeby wszystko działało szybko, płynnie i intuicyjnie. Suchy – niestety – nie jest też najlepszym koniem do pracy na długich wodzach. Jest wysoki, w związku z tym trzeba za nim podążać z rękami uniesionymi na wysokość własnej twarzy lub wyżej, co na dłuższą metę robi się średnio komfortowe i męczące. Z uwagi natomiast na obszerne chody i spory brak równowagi bez pomocy jeźdźca w zasadzie odpada praca w kłusie – bo trzeba by się za Sucharem sporo nabiegać 😉
Za to nadal pozostaje dużo do zrobienia nawet w stępie. W przypadku Suchego świetnie pracuje się nad unoszeniem i rozwijaniem jego szyi (Suszi ma szyję bardzo długą i niestety łabędzią, jest mu zdecydowanie wygodniej opaść na zrolowanej szyi, niż otworzyć ją przed siebie i nieść w górze – taka praca wymaga sporego wysiłku od konia). Na długich wodzach można robić łopatki i ustępowania, a także zacząć naukę piafu.

Poniżej kolejno na zdjęciach: koń prosty na ścianie, łopatka i ustępowanie. Nieźle, jak na jego pierwsze podejście do tego typu pracy :) W sumie przy okazji egzamin tego, co wyczarowałam do tej pory z siodła!
IMG_7920 IMG_7987 IMG_8006

I my również dzielnie pomaszerowaliśmy, chociaż początki były nader pływające 😆
Jednak z konia lepiej widzi się trasę, niż zza konia 😉
IMG_7911 IMG_7927 IMG_7944

Wypróbowaliśmy również pomoce do wykonania chodów bocznych (śmiesznie podwinięty czaprak jest po to, żeby przy przekładaniu przez grzbiet zewnętrznej wodzy nie zaczepiała się ona o materiał: najlepszy do pracy na długich wodzach byłby pas z krótką, wąską podkładką albo podszywany futerkiem, zakładany na gołego konia):
IMG_8019 IMG_8020

Drugi dzień szkolenia poświęciliśmy pracy w ręku i to był dla Suchara sprawdzian cierpliwości, ten akurat nie zdany zresztą tak na fest 😈 Po rozgrzewce na lonży Suchy musiał zacząć słuchać i nie tylko się włączać – odpowiadając na działania bacikiem – ale też wyłączać, czyli respektować półparadę i czekać na polecenia.
IMG_7866

A to nie zawsze bywa łatwo z koniem, w którego żyłach płynie krew Sandro Hita 😆 Napięcie i podniecenie u Suchego mogę pod siodłem na wiele sposóbów rozładować (jak na przykład aktywnym galopem w półsiadzie, czy zajęciem koleżki wyjeżdżaniem niedużych wolt na zmianę z łopatkami), ale w ręku pozostaje tylko zatrzymanie gorącego konia i odczekanie chwilkę, aż emocje nieco opadną, a koń się wyciszy.

Naukę piafu wprowadza się – nomen omen 😉 – metodą drobnych kroczków. Szczególnie jeśli ktoś po raz pierwszy obserwuje początki piafowania, może mieć wrażenie, że „przecież nic się tu nie dzieje”. Tymczasem nagradzamy nawet sam zamiar pożądanej reakcji u konia. To może być skrócenie sylwetki, podstawienie zadu, rezygnacja z pomysłu, żeby rzucić się w przód, czy szybkie przestąpienie z nogi na nogę zadem. Nie jest prostym zadaniem, żeby elektryczny koń stworzył w sobie energię, która mimo, że całe jego ciało skieruje naprzód (bo w dobrym piafie zawsze mamy zamysł jazdy do przodu, mimo, że koń się nie przemieszcza), to nie zostanie użyta do wystrzelenia przed siebie. Do tego potrzebne jest posłuszeństwo na pomoce wstrzymujące – i cierpliwość, a nad nią nieustannie pracuję za każdym razem, jak na Suchym siedzę.
Nasza praca nad caplowaniem szła faktycznie dobrze do momentu, kiedy Suszi dał bardzo dobrą odpowiedź. Został pochwalony, dostał dłuższą chwilę stępa w nagrodę – i na tym powinien już zakończyć na dany dzień naukę, gdyby nie to, że dwóm myślącym za niego istotom ludzkim włączyła się przemożna ciekawość (czy tak dobrze odpowie jeszcze raz?), ale też pazerność (no fajnie było, powtórzmy!). Błąd typowy! Suchy postanowił się włączyć – i już więcej nie wyłączać. Samo przejście do stój okazało się być już za trudne, więc trzeba było przestać myśleć o piafowaniu i zmienić trochę zadanie, obniżając wymagania. Dla Suchego było to ćwiczenie z reakcją szybkiego podnoszenia tylnych nóg po dotknięciu bacikiem w staw skokowy, co zresztą samo w sobie jest dobrą  podstawą do nauki ukierunkowanej z czasem na wykonywanie piafu, a które to moje konie bardzo dobrze znają (jak na samym początku wspomniałam, uczą się tego zawsze już na początku swojej kariery jeździeckiej). Zmianą zadania na „oswojone” przez konia udało się trochę upuścić afektacji i zakończyć pracę dobrze wykonanym ćwiczeniem. Uff.
IMG_8054

Bardzo ciekawy wyjazd i cenny nie tylko dla uczestników z koniem.

37 comments

Skip to comment form

  1. Kasia

    Suchy prezentuje się rewelacyjnie w porównaniu z tym jak wyglądał na lakach. Dobra praca popłaca. Jakie buty masz na sobie, rozumiem ze to jakieś buty stajenne?

    1. quanta

      Buty to firma Sorel, mają super fajne zimówki – faktycznie mega ciepłe, na grubaśnej podeszwie, nieprzemakalne i można przejść suchą nogą przez każde błoto – ale niestety przy intensywnym użytkowaniu straszliwie mi popękały na zgięciu stopy i po jednym sezonie pewnie wylądują w koszu :( Nie wiem, czy to mój egzemplarz taki pechowy, czy wszystkie są tak nietrwałe.

  2. Kinga

    Masz w planach wpis nt. nauczenia konia z ziemi przesuwania w bok i ustępowania?
    Baardzo chętnie bym coś takiego poczytała 😀 (szukałam w wyszukiwarce, podobnego nie ma).

    1. quanta

      Tak szczerze mówiąc, to nie bardzo. Chciałabym, żeby blog był pełen ciekawostek i trzymał jakiś poziom. Nie zamierzam produkować instrukcji o tym, jak zawinąć owijkę, jak nauczyć podnoszenia nóg do czyszczenia, czy założyć ogłowie. Nauka ustępowania to naprawdę nic większego, niż wymienione powyżej czynności. Jeśli koń najzwyczajniej w świecie jest nauczony, by poddawać się naciskowi i ustępować mu, a nie napierać – to w zasadzie takie rzeczy, jak ustępowania, czy cofania, już są.
      W dodatku jakby taki wpis miał wyglądać?
      1. Stań na wysokości łopatki.
      2. Połóż dłoń na kłodzie konia.
      3 – i tak dalej?
      Raczej chciałabym, żeby moi czytelnicy mieli ochotę samodzielnie myśleć i samodzielnie działać :)

      Za to – bardzo mi po głowie chodzi instruktażowy film o działaniu ręki. Czy może raczej filmy, bo tutaj wszystkich cennych rzeczy nie da się na pewno opowiedzieć za jednym razem. Może komuś takie filmy pomogły by się uleczyć z tzw. betonowej łapy? Sama taką długie lata hodowałam, i dopiero koń, od którego żaden beton nie byłby mocniejszy nauczył mnie stosowania zupełnie innych pomocy, niż wiecznie trzymać i się siłować.
      Ręki, łydki, dosiadu, ehhh tylko jedno pytanie – KIEDY się za to zabrać? Bo luty mi raczej mocno zje praca i architekci.

      1. Mmm

        O kurczę, taki filmik to by było coś! Będe kibicować, żeby czas na to znalazł się u Ciebie jak najszybciej. 😀 Swoją drogą, powodzenia z architetkami i pracą – dużo na głowie, to dużo cierpliwości się przyda! :)

      2. Kinga

        Pamiętam o tych filmach i z niecierpliwością na nie czekam, ale wiadomo są w życiu jakieś priorytety 😉

        Rozumiem twoje podejście, twój blog i to ty decydujesz o tym co się tutaj znajduję. Może dlatego tak fajnie się go czyta, nie jest ‚dziecinny’, porusza bardzo ciekawe tematy.

      3. bebe

        A co do ciekawostek jeździeckich – spotkaliście się na treningach z użyciem metronomu dla jeźdźców mających problem z utrzymaniem równego i stałego rytmu np w kłusie ?

        1. Ann

          O kurcze ciekawe! Ja swego czasu jeździłam do w miarę rytmicznych piosenek ale z czymś takim nigdy 😉

        2. quanta

          Spotkaliście 😉 Na każdego jeźdźca dobierze się coś, co zadziała najlepiej. Może być metronom, może być muzyka z wyraźnym taktem, a może być liczenie – bo je najprościej włączyć i wyłączyć w każdej chwili, wystarczy w głowie 😉

          1. Ann

            A co jak ktoś nie umie rytmicznie liczyć? Ja na przykład 😉

          2. bebe

            Na poczatku tez trudno mi bylo samej liczyc – rozpraszalam sie, gubilam gdy skupialam sie mocno na koniu. Metronom pomogl i po kilku jazdach wyrabia sie taki wewnetrzny licznik w glowie 😉 a co do filmikow co do dzialania reki to popieram pomysl i trzymam kciuki za realizacje 😉

          3. Ann

            Ja z rytmem wielkich problemów nie miałam. Piosenki wystarczyly 😉 Poza tym to miłe urozmaicenie jazdy, jakoś milej się jeździ, nawet z końmi trudnymi.

  3. Moona

    Z czego wynika to, że na niektórych zdjęciach prowadzisz konia idąc za jego zadem, a na innych na wysokości zadu, działając wtedy zewnętrzną wodzą przez grzbiet? To kwestia wygody czy realnej potrzeby zadziałania z innego miejsca? Czy Suchar inaczej odpowiadał na zewnętrzną wodzę przebiegającą przez grzbiet niż idącą prosto za zad?

    1. quanta

      Obok konia idziemy w ustępowaniu, za zadem – po trasie na ścianach, drugim śladzie, przekątnych w woltach itd. Jeśli zamiast łydki mamy bacik, to jak nim operować na końskim boku (gdzie działa łydka w ustępowaniu) krocząc za koniem? 😉

  4. aga

    A ja mam niesmialo pytanko odnośnie wspinaczy. Sama staram się raz, dwa razy w tyg lonzowac konia, najczęściej na trojkatach lub chambonie,zadziej w wypinaczach i się zastanawiam jak często ty pracujesz z młodymi na wypinaczach?. Spotykamy też jeźdźców,którzy jeżdżą w nich. Chociaż pewnie każdy przypadek koński jest inny

    1. quanta

      Tak często, jak tylko jest ku temu potrzeba. Tutaj nie ma recepty, ile minut czy ile dni w tygodniu. Miałam takie konie, który przez długi czas nie lonżowałam w ogóle. Bywa, że przy zajazdce lonżuję na wypinaczach trzy tygodnie, jeśli koniowi trzeba wyrobić kondycję przed wsiadaniem i oswoić go z kontaktem.
      Smutne natomiast jest, że piszesz o jeźdźcach wsiadających na wypinaczach. Ja na szczęście takich obrazków nie widuję. Kiedy się siedzi na koniu, wystarczającym „patentem” jest nasza własna ręka i jej prawidłowe działanie.

      1. Aga

        Ja zawsze wyobrażam sobie, co by było gdyby.. Koń się spłoszył, potknął, przewrócił, pośliznął.. i dziwię się, jak widzę dzieciaki przed zawodami na rozprężalni pomykających na wypinaczach :/ :/ ech.. :/

        1. Ann

          Kurde nigdy w życiu takiego obrazka nie miałam przed oczami. Zawsze mi jasno wbijali do głowy, że wypinacze na lonże. Przecież cały myk jest w tym, że podczas pracy na lonży trzeba czymś zastąpić rękę z wodzą. A na jeździe jak mamy wodze to po co jeszcze udziwniać? Ja widzę dzieciaki tylko z wytokami, najczęściej o wiele za krótkimi i konie, które przez cały czas miotają łbem i rzucają się próbując się jakoś uwolnić. No nie wiem co lepsze…

          1. Moona

            „Przecież cały myk jest w tym, że podczas pracy na lonży trzeba czymś zastąpić rękę z wodzą.” Wydawało mi się, że do tego właśnie służy lonża…

          2. Ann

            No dobra przyznaję trochę nieprecyzyjne to było 😉 Oczywiście masz rację, to był spoory skrót myślowy. Chodziło mi bardziej o sugerowanie koniowi ustawienia głowy, rozciągnięcie się w dół lub wręcz przeciwnie – pójścia w górę. Pomagają przy korekcji jakiś problemów, czego zwyczajnie nie da się osiągnąć samą lonżą. Na podwójnej lonży wygląda to inaczej, chociaż sama mam małe doświadczenie w takiej pracy, więc tu się nie wypowiem. Jeszcze raz przepraszam – mea culpa, tak się kończy pisanie komentarzy na szybcika :)

          3. Amelia

            Moona, powiedz mi, jakim sposobem lonża zastępuje rękę i wodzę? Bo nie widzę tego. Potrafisz skłonić konia do poprawnego ustawienia lonżą przypiętą do wewnętrznego kółka?

          4. Moona

            Tak Amelia, potrafię. Lonżą, batem, mową ciała. Bo te pomoce ZAWSZE ze sobą współgrają. Co więcej – znam wiele osób, które potrafią. W dodatku potrafią też klasycznie wyszkolić konia do wysokiego poziomu bez wspomagania się „patentami”.
            Nie bardzo rozumiem czemu masz trudność z tym, że tak jak w siodle przedłużeniem ręki w stronę wędzidła jest wodza, tak przy lonżowaniu jest to lonża.

          5. Amelia

            i z siodła używasz wodzy tylko po jednej stronie, działając do wewnątrz koła? Pokaż mi proszę kilka fotek, bo jakoś nie mogę sobie wyobrazić konia w poprawnym ustawieniu opartego tylko na wewnętrznych pomocach.

          6. Moona

            Amelia, zauważ, że z ziemi możesz zadziałać lonżą w różnych kierunkach, tak jak akurat potrzebujesz, z siodła możliwe kierunki są mocno ograniczone.
            Zdjęć nie posiadam.
            Myślę, że źle rozumiesz pojęcie „oparcia” na pomocach.

          7. Moona

            Zapomniałam dodać: ogłowie nie jest najlepszym narzędziem do pracy na lonży, właśnie ze względu na kierunkowość działania wędzidła. Lepszym rozwiązaniem jest kawecan.

          8. Amelia

            Myślę, że mamy zupełnie odmienne wyobrażenie o całej sprawie i chyba nie dojdziemy do porozumienia… Z tego co mówisz zrozumiałam, że jeżeli z siodła działanie jest tak ograniczone, to najlepiej byłoby po prostu lonżować i nie wsiadać na konia.
            Przecież lonża jest wsparciem pracy pod jeźdźcem, więc pomoce przy lonżowaniu powinny być zbliżone do tego, co robimy z siodła.

          9. Amelia

            a w sprawie tego, na czym lonżować, nie jeżdżę na kawecanie, więc nie lonżuję na kawecanie. Nie wiem, mów co chcesz, ale wypinacze nie są drogą na skróty a dużą pomocą. Dlaczego każdą pomoc, która ułatwi sprawę i jeźdźcowi i koniowi jest, że tak się wyrażę, szykanowana? Myślę, że warto zaoszczędzić czas i nerwy zamiast podbudowywać swoje ego, bo „sam to przejechałem”. Można myć podłogę szczoteczką do zębów, a można i mopem 😉

          10. Ann

            Wypowiem się znowu. Owszem lonża działa w dużym stopniu jak ręka jeźdźca – wspólnie z batem można nią wykonywać półparady czy prosić o zgięcia. Ale nie działa identycznie jak ręka jeźdźca. Nie ma tutaj zewnętrznej wodzy czy możliwości stałego oparcia. Do tego potrzeba wypinaczy. I nie uważam ich za jakiekolwiek patenty. To kolejna pomoc – jak głos, bat, lonża. Samym wypięciem zyskujemy dużo. Np. wypinacz podwójny, zapięty odpowiednio, skłania do opuszczenia głowy a zwykły wypinacz pozwala uzyskać odpowiedni, równomierny kontakt z pyskiem. Ja nigdy nie widziałam sensu lonżowania na kawecanie. Koń biegał sobie radośnie w kółko i…tyle. Ogłowie z wędzidłem pozwala przekazywać precyzyjne sygnały i działa tak, jak na jeździe. Na kawecanie nie jeżdżę, więc po co mi w nim lonżować? Lonża ma być na takich zasadach jak praca w siodle. Pracuję z końmi też na zasadzie kantar sznurkowy + lina i bardzo to sobie chwalę. Taki kantar to czułe narzędzie, przekazuje praktycznie lekkie puknięcie palcem w line. Jest to silne i precyzyjne narzędzie i jestem w takim zestawieniu uzyskać zebranie u konia. Nie będzie to zebranie tak duże, jak do piaffu, ale jednak koń niesie się sam. Wadą tego rozwiązania jest właśnie brak możliwości wypięcia. Naprawdę, dobre wypięcie to nie jest np. czambon zapięty o 5 dziurek za krótko i koń z głową między nogami. Dobre wypięcie jest jak miękki kontakt – stanowczo ułatwia pracę z koniem. Pewnie, jeżdżę też i w kantarze sznurkowym na zupełnie luźnej linie. Ale jednak – konia trzeba nauczyć chodzić na kontakcie. Bo jest to tak precyzyjny sposób komunikacji, że bez niego jeździ się jak bez ręki.

          11. Moona

            Amelia, zupełnie błędne wnioski wyciągnęłaś z tego, co pisałam o lonżowaniu. W siodle mamy do dyspozycji bardzo ważną pomoc – własny ciężar, pod który koń ma się układać. Działanie wodzy powinno stanowić jego uzupełnienie, nie w drugą stronę.
            Absolutnie nie ma sprzeczności w podobnym działaniu pomocy z ziemi i siodła. Jeśli chcesz pełną analogię – przypinasz 2 lonże. Jedyny problem jaki widzę z jedną lonżą, to nadanie zewnętrznego ustawienia.

            Myślę, że są 2 powody, dla których patenty nie są dobrze widziane:
            1) przeważająca większość jeźdźców jest przekonana, że koń ma mieć głowę w dole, ale naprawdę mało kto rozumie dlaczego i że to nie jest bez znaczenia w jakiej pozycji ta głowa się tam znajduje i nie jest bez znaczenia co w tym czasie robi reszta konia – patenty stają się remedium na głowę w dole, czyli „po problemie” – takie osoby moim zdaniem w ogóle nie powinny się tykać takich pomocy
            2) są też osoby świadome, które dokładnie wiedzą w czym dany patent im pomoże, a w czym nie pomoże i wiedzą jak go użyć, żeby sobie pomóc, ale nawet wtedy jego użycie jest ryzykowne, bo gdy zachodzi potrzeba, żeby jego działanie zaprzestać, to nie ma takiej możliwości, żeby to zrobić natychmiast (trzeba konia zatrzymać, podejść i odpiąć, a tymczasem już jest dawno po ptakach) i w efekcie przetrzymania konia w pomocach można sobie popsuć wcześniejszą robotę

            Oczywiście, że można sobie pomóc, pod warunkiem, że robi się to świadomie. Tylko jakoś tak jest, że świadoma osoba bardzo rzadko potrzebuje po patenty sięgać, bo równie dobrze radzi sobie bez nich.

          12. Ann

            Pierwszy punkt trafia dokładnie w sedno sprawy. Co do wypinaczy – teoretycznie, według podręczników pzj wypinacz nie kwalifikuje się pod patent, bo i zbyt radykalnie nie działa. No bo jaki jest zakres jego działania? Koń ma jedynie zapewnione stabilne oparcie. W przeciwieństwie do czambonu, który ingeruje w koński pysk. A co zaprzestania działania – to raczej nie ma zbyt wielkiego znaczenia – powtarzam, wypinacze są jak stabilny kontakt, absolutnie nie jest to jakiś bodziec nieprzyjemny. Ten punkt ma sens przy czambonie, bo nie wszystkie konie dobrze na niego reagują. Znam konia, który po napotkaniu oporu zaczął się tak rzucać, że trzech facetów próbowało mu odpiąć ten czambon. Wypinacz naprawdę nie jest pomocą silnie działającą (jeśli jest dobrze zapięty) i pozwala na pewną ruchomość głowy. Zwykły wypinacz to narzędzie do stosowania na codzień. Inną bajką są czambon, gogue czy wypinacze trójątne. Z tymi trzeba ostrożnie, to fakt.

          13. Moona

            Ann, wypinacz ogranicza możliwość pociągnięcia się przez konia w przód. Kiedy koń zacznie być zmęczony, to będzie próbował rozciągnąć sobie szyję. Na początku nieznacznie. Ręka jeźdźca, będąca na kontakcie, będzie w stanie to wyczuć i w razie potrzeby za tym podążyć. Na lonży, przy zapiętych wypinaczach, łatwo przegapić ten moment. Koń zamiast w pozytywnym napięciu zacznie iść w napięciu, którego chcemy uniknąć.
            Zakładając, że cała reszta działania wypinaczy została przemyślana, to tylko tyle – wypinacze nie pozwalają na zadziałanie „w punkt”.

          14. Ann

            Dlatego ja zawsze co 5-10 min robię przerwy na zupełnie luźnym wypinaczu. Masz racje – koń się męczy, niezależnie czy idzie z szyją opuszczoną w dół, czy w normalnym ustawieniu męczy się, mogą boleć go mięśnie. Dlatego robi się przerwy. I dlatego ważne jest odpowiednie szkolenie do pracy na lonży. Mój trener potrafi powiedzieć, kiedy koń jest usztywniony wyłącznie słuchając jego kroków :) W lonżowaniu jak w jeździe – trzeba swoje wyjeździć.

          15. Ewka

            ech.. ja jestem przeciw jeżdżeniu na wypinaczach.. ale co ma myśleć zwykły szary człowiek, jak potem ogląda oficjalny film over horse o zdawaniu na brązową odznakę i słyszy, że podczas zdawania dozwolona jest jazda na wypinaczach lub gogu………. ech……

          16. Ann

            Serio jest tam taka adnotacja? Dla mnie to jakiś żart po prostu… Tak samo jak kiedy widzę dzieciaki na kucykach z czarną wodzą – zastawiam się, o co tu chodzi.

  5. kokos

    Zainspirowałaś mnie do nauczenie konia podnoszenia nóg od dotyku bata :) nigdy nie robiłam tego bo kojarzyło mi się to z głupimi sztuczkami, które uczą konia złych nawyków (np grzebania nogą w celu wymuszenia cukierka) ale teraz po przeczytaniu twojego wpisu jakoś olśniło mnie, że w sumie przydałaby się nam taka reakcja.:)

    Wyzbyłam się z tego powodu zapasu cukierków, ale przynajmniej koń był zadowolony z takiego „treningu” 😉 po 15 minutach niezbyt intensywnych ćwiczeń udało się uzyskać reakcję każdej z nóg (choć do wygibów Suchego to jeszcze droga długa ;D )

    Na piaffa się nie piszemy, ale na bardziej obszerny i sprężysty kłus mamy cichą nadzieję 😉

    1. Ann

      Ja słyszałam o opcji uczenia wymachów przodem żeby otworzyć łopatkę. I nie, nie chodzi tu o bezsensowne grzebanie noga a stopniowo coraz większy zasięg tego wymachu.

  6. Natalia

    O jak miło przeczytać, że miałaś szkolenie z Kasią – przez krótki czas, daawno temu byłam jej luzakiem i profesjonalne podejście oraz entuzjazm zrobiły na mnie wielkie wrażenie :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *