«

»

lis 26

Charakter konia ujeżdżeniowego: temperament

Charakter – tuż obok zdrowia – to tak naprawdę cecha, od której zależy sukces w karierze konia ujeżdżeniowego.
Bazując na dobrym charakterze można osiągnąć bardzo dużo, bywa, że o wiele więcej, niż wskazywały by na to jedynie predyspozycje wynikające z budowy (czego jednym z doskonałych przykładów jest chociażby Skwarek).

Gdyby chcieć podzielić konie ujeżdżeniowe pod względem charakteru, to moglibyśmy wyróżnić dwie główne grupy:
konie „prrrrr” i konie „wio!”.

Konie „prrrr” to wszystkie te gorące, dynamiczne, pełne energii, prądu i ognia.
Konie „wio!” to takie, które są powściągliwe, stateczne, nie lubią się wysilać, są bierne, albo wręcz leniwe.

Który typ konia będzie się lepiej sprawdzał w ujeżdżeniu?
Osoby obserwujące dyscyplinę z zewnątrz przeważnie są przekonane, że typ „wio!”. Ileż to razy słyszałam, że koń na pewno świetnie by się sprawdził na czworobokach, bo oto przecież „jest taki spokojny”. Ujeżdżenie jest dyscypliną bardzo dynamiczną, zatem koń, który ledwo przebiera nogami nigdy nie dotrze do wysokich klas tego sportu. W trakcie treningu uzyskujemy coraz większą kontrolę nad koniem i jego subordynację, podporządkowanie się jeźdźcowi – tego nie można mylić z lenistwem konia. Jazda na koniu opieszałym, którego stale trzeba aktywizować zdecydowanie nie należy do przyjemności.

IMG_3230p IMG_8702

Skoro oporny i niezbyt idący do przodu koń nie jest typem do dyscypliny, to może w takim razie strzał w dziesiątkę to koń „prrr”? Jeszcze rok, półtora roku stanowczo i bez zastanowienia odpowiedziałabym, że tak. Co może być przecież lepszego, niż nieskończony zasób płynącego w koniu prądu? Teraz już wiem, że zachwyt nad elektrycznością nie powinien być nigdy bezkrytyczny, bo „prrr” też ma swoje, wiążące się z taką osobowością problemy. Szybkość reakcji często może iść w parze z nadwrażliwością na rozmaite bodźce (taki koń odbiera je znacznie ostrzej, niż koń spokojny i zrównoważony). Chęć do ruchu jest kapitalną sprawą, ale kiedyś tę energię „do przodu!” trzeba oprawiać w ramki i kierować na właściwe tory, co taki koń „prrr” odbierze jako ograniczenie i nie zawsze chętnie będzie godził się z naszymi propozycjami (jak na przykład: będziemy galopować równym, roboczym tempem, a nie rozwijać prędkości nadświetlne, zrobimy przejście do chodu w dół, mimo, że wolałbyś koniu w górę). Konie „prrrr” są często nerwowe, podniecają się pracą, a z drugiej strony błyskawicznie nudzą powtórzeniami danych ćwiczeń (brak im wytrwałości). O wiele również trudniej u nich uzyskać rozluźnienie i zrelaksowanie. Bardzo dużo koni „prrr” jest do przodu tylko dlatego, że są niezmiernie bojaźliwe – i tak naprawdę ich energia nie wynika z nadmiernych chęci, tylko ze strachu. Taki koń w treningu to ekstremalnie trudny przypadek.

IMG_8415_IMG_3681

To w końcu „prrr” czy „wio!”? Tak naprawdę wszystko chyba zależy od tego, ile mamy tego prrr i wio. Nieduże odchylenia od środka skali (czyli idealnej kombinacji gorącej i chłodnej głowy) są raczej bezproblemowe. Ba, z koniem „trochę wio!” praca może iść bardzo szybko, bo z takim koniem przeważnie pracuje się łatwo. Wystarczy znaleźć kilka sposobów, żeby takiego zwierzaka zmotywować (np. odpowiednio dobrać czas trwania treningu). Nie trzeba za to każdego dnia tracić ogromnej ilości energii na rozładowanie konia, spuszczenie z niego pary i nagromadzonego napięcia. A koń, któremu brakuje wewnętrznego spokoju i równowagi nie myśli i nie uczy się nowych rzeczy.

IMG_1444_Niewątpliwie temperatura charakteru konia musi pasować do charakteru jeźdźca. Ja jestem typem „wszędzie pełno” – jeśli nic się nie dzieje – szybko się nudzę. Najlepiej pracuje mi się z końmi, które aż kipią własnych pomysłów – chociażby nawet to były bardzo nonsensowne pomysły 😉 Z drugiej strony nie lubię koni zamkniętych w sobie, nie współpracujących – czyli w kwestii pomysłów musi istnieć opcja porozumienia się. Koń nie musi być szczególnie uległy, dość miło spoglądam na lekko kiełkujące na końskiej głowie poroże, ale też nie może być uparty. Bardzo nie lubię koni, które nie prowadzą dialogu z jeźdźcem i nie przyjmują innej opcji, niż zrobienie czegoś po swojemu.
Ale fakt, ja jednak zdecydowanie wolę konie „prrr” niż „wio!” 😉

A jakie są Wasze typy i preferencje? Jaki temperament mają Wasze konie?

25 comments

Skip to comment form

  1. Ewelina

    Uwielbiam typ prrr a mam teraz do jazdy typ wio – którego ulubioną pozycją jest stój. Zachęcenie tego konia do ruchu do przodu to ostatnio mój największy problem. Koń jednocześnie wrażliwy i leniwy. Ustawianie na pomoce co trening muszę zaczynać od nowa. Nie można jednak zbyt ostro bo się stresuje – liczba kup na treningu to jego „stresometr”. Jednocześnie wymaga żelaznej konsekwencji w stosowaniu pomocy popędzających bo mu się zazwyczaj po prostu nie chce. Ciężko mi go zmotywować do pracy. Z rozrzewnieniem wspominam jego babkę folblutkę na której jeździłam kilka lat temu. Geny ojca (Contendor) kompletnie przytłumiły dolew pełnej krwi ze strony matki.

  2. Aleksandra

    Ja mam dwa typu bardzo prrr i prr 😉 Zdecydowanie lepiej pracuje się z tym pierwszym. Koń jest zawsze świeży, gotowy na odpowiedź na najczulszą pomoc, uczy się nowych rzeczy w tempie błyskawicy , a do tego tylko czeka co powie mu człowiek. Drugi koń jest do przodu, ale czasem zdarza się jej nie reagować na pomoce. Zdarza się to , gdy wypada z regularnego treningu. Wtedy trzeba zaczynać trening od ponownego ustawienia jej na pomocach. Po rozgrzewce jest typowym prr.

  3. sumire

    Ja mam konia prr. Ale bez bardzo gorącej głowy, po prostu takie radosne dziecko. Po poprzednim koniu, który był typowym „wio!” (i to bardzo…) – baaardzo miła odmiana. Choć dopiero zaczynamy współpracę, więc zobaczymy, jak szybko będzie szła mu nauka – ale chętny do pracy jest z całą pewnością.
    Drugi koń, z którym czasem zdarza mi się pracować, też jest typem prr, ale to takie wrażliwe prr – chętnie idzie do przodu i szybko odpowiada na pomoce, ale jak się zwiększa wymagania albo praca nie jest wystarczająco interesująca, to się zamyka w sobie i spóźnia z reakcjami. Albo reaguje wręcz przesadnie (jeśli coś mu się źle kojarzy) i najchętniej by wtedy uciekł, gdyby mógł. Przy doświadczeniach kojarzących mu się negatywnie – stoi i prawie że dygocze… Ciężko go przekonać, żeby trochę zaufał.

  4. Paulina

    mój konik to takie wrażliwe ”wio”, neurotyczne, nieufne, nadpobudliwe w sytuacjach gdy na treningu nie ma innych koni. wtedy jest właściwie typem ”prrr”; taka mieszanka 😉 szybko się nudzi, irytuje; wystarczą 2 dni przerwy w pracy i trawa na ujeżdżalni ”inaczej ” rośnie i wszystko jest straszne… wymagający typ i na pewno anty- ujezdżeniowy. Za to satysfakcja z dobrze wykonanej pracy dla pańci- nie do opisania :)

  5. Ania

    Mój mimo płochliwości i różnych ciekawych pomysłów (halucynacji wręcz czasami :D) nie jest typem konia „prrr”. Przestraszy się, ale nie poleci, nie przyspieszy, nie poniesie. Tak że po krótkiej awarii szybko można konia poskładać do kupy z powrotem. Oczywiście zależy od sytuacji – czasami raz na coś popacza i przez resztę jazdy nijak o tym nie pamięta, a czasami pan, który szeleścił w krzakach pół godziny temu po tej połowie godziny nadal straszy. I to jak. 😉 Oczywiście taka cecha potrafi bardzo przeszkadzać, ale D raczej jest typem, który jak się naprawdę zajmie wymagającą robotą, to może się dziać, a on i tak będzie skupiony na człowieku. Sztuka polega na tym, żeby go właśnie zająć. 😉

  6. Maja

    Ja mam wiooo, ale po dobrej rozgrzewce jest optymalnie pomiędzy wiooo i prrr – wykonuje polecenia chętnie, z zaangażowaniem, ale jeśli nie będzie się podtrzymywać trybu pracy, to od razu przysypia 😉

  7. Moona

    Ja chciałabym doprecyzować pewien fragment, który pojawił się przy koniach „prr”:

    „Bardzo dużo koni „prrr” jest do przodu tylko dlatego, że są niezmiernie bojaźliwe – i tak naprawdę ich energia nie wynika z nadmiernych chęci, tylko ze strachu. Taki koń w treningu to ekstremalnie trudny przypadek.”.

    Myślę, że dobrze byłoby zwrócić uwagę na to, aby odróżnić konie naturalnie pobudliwe (takie się urodziły) od koni sztywnych, uciekających (takimi uczynił je człowiek). Pisząc „konie sztywne” mam na myśli konie nieprawidłowo używającego swojego ciała (zatem konie bez równowagi podstawowej), czy to konie pracujące bez udziału grzbietu (rzadziej) czy o nadmiernie napiętym grzbiecie (częściej). Ich sztywność będzie miała dwie możliwe zewnętrzne formy – staną się końmi „wio” lub końmi „prr”.
    Takie wykreowane przez człowieka konie „prr” będą uciekały spod ciężaru jeźdźca i to rzeczywiście nierzadko są ekstremalnie trudne przypadki do korekty. I będą takie do końca życia, jeśli nie znajdzie się jeździec, który pokaże im w jaki sposób powinny prawidłowo używać swojego ciała.

    Koń naturalnie bardzo pobudliwy oczywiście znajdzie mnóstwo okazji, żeby się usztywnić i wymknąć się spod kontroli, ale jeśli od początku był prawidłowo jeżdżony Uniesiony grzbiet, aktywny zad), to myślę, że na skutek konsekwentnej, zrozumiałej dla niego pracy, będzie stopniowo się wyciszał.

    Jeśli chodzi o moje preferencje, to priorytetem jest dla mnie to, o czym sama piszesz – żeby koń chciał się z człowiekiem dogadać.
    Bardzo nie lubię pracować z końmi, które trzeba niemal zmuszać, żeby zechciały chociażby rozważyć inny punkt widzenia i cokolwiek z siebie dać, także typ „wio!” odpada. Lubię, kiedy koń jest ciekawski, interaktywny, od razu odpowiada na sygnały z ziemi bądź z siodła.

  8. Ola

    No cóż, mój Ernest kiedy gotowy jest już na trening… zasypia.
    Zdecydowanie należy do typu „wio!”, ale po dobrej rozgrzewce… No cóż, rusza się jak marzenie, chętnie odpowiada na pomoce. Myślę, że już niedługo będzie zdobywał wysokie noty na czworobokach, z resztą jest bardzo pozytywnie oceniany przez trenerów.
    Także chyba nie jest to tak do końca – konie „wio!” też potrafią być dynamiczne, potrzebują tylko odpowiedniego „bata” na grzbiecie 😉

    1. quanta

      Dokładnie tak, po pierwsze potrzebny jest pewien rygor i wyznaczenie jasnych zasad, dobranie intensywności i czasu trwania treningu i z „wio!” można całkiem dobrze żyć. Przynajmniej nie traci się codziennie bitych 40 minut na to, żeby koń wyrzucił buzującą w nim energię, porozpinał się i skupił na tyle, żeby móc trochę popracować i zrobić coś pożytecznego treningowo (to Skwarek).

  9. Kinga

    To Zombie jest na sprzedaż ? Bardzo fajny wpis :)

    1. quanta

      Oj, chyba zrobię jakieś FAQ… W zasadzie wszystkie moje konie są na sprzedaż, to raz. Za chwilę (czyli za kilka miesięcy) przyjdzie do zajazdki koń wiele lepszej jakości i o wiele bardziej pasujący mi od Zombiego, to dwa. Nie stać mnie na utrzymywanie w treningu nieskończonego tabunu koni, to trzy. Nie ma wolnych boksów w stajni, w której stacjonuję, i na pewno nie będzie, to cztery… Zobaczymy, ciśnienia nie mam, ale jak wystawiłam Karolka, to w ciągu trzech tygodni pojechał do nowego domu…

  10. Moona

    A propo: nie chciałabyś przygotować wpisu o cenach koni ujeżdżeniowych?
    O tym, od czego one zależą w poszczególnych grupach wiekowych, jak się kształtują w zależności od różnych cen koni, jak ewoluują wraz z wyszkoleniem?
    Taki poradnik jak patrząc na konia luzem pod siodłem wykalkulować sobie jego cenę rynkową :)

    1. quanta

      Oj nie, tego się nie podejmę, bo mogłabym być bardzo kontrowersyjna, zwłaszcza na tle polskich realiów. Krótko mówiąc, wkurza mnie kręcenie nosem na młodego konia, który kosztuje więcej niż 10-15 tysięcy złotych. Do licha, na wyhodowaniu konia powinien zarobić hodowca, na jego zajazdce i treningu – berajter. Tymczasem nawet dziś rozmawiałam z koleżanką, która ma bardzo ciekawą 5-latkę, na niemieckim papierze, bardzo urodziwą, dobrą ruchowo, skaczącą itd. Koń rok temu kupiony za kwotę x (bardzo bardzo realną), włożono w niego pracę, poszedł czempionaty, w których był w czubie. Na dzień dzisiejszy są kupcy i proponują… Kwotę x. Czyli rok utrzymania konia i włożonej w niego pracy ma być gratis?

      A na samą cenę konia i tak składa się tysiąc różnych czynników, nie tylko ruch i budowa, ale zdrowie, charakter, jezdność, predyspozycje i to, dla kogo się nadaje taki rumak. Konie wymagające dobrego jeźdźca niestety wcale nie jest tak łatwo sprzedać…

      1. z

        Quanta, a gdzie szukasz koni dla siebie? Hodowle, strony internetowe? Ja jestem na etapie szukania czegoś ciekawego, ale niestety z tym w PL ciężko…

        1. quanta

          Skrobnij do mnie na PW i daj znać, jaki masz budżet. Ja korzystam z poczty pantoflowej 😉 Znam paru hodowców i jeźdźców w Niemczech i Holandii i raczej tam jadę na poszukiwania. W Polsce to trochę jak wygrać los na loterii – znaleźć konia, który będzie dobrej jakości, zdrowy i nie popsuty… Niestety :(

          1. Ola

            Poczta pantoflowa to zdecydowanie najlepszy wybór 😉 ale polecam rozejrzeć się u polskich zawodników ujeżdżeniowych. Poza fajnym koniem można zdobyć super kontakty, i pomocną rękę w każdym wypadku. Sama tak kupiłam jednego konia i nie żałuję tego wcale, bo poza wymarzonym kopytnym zyskałam super przyjaciół 😉

  11. quanta

    Ja mam dwie sztuki prr, chociaż jest to zupełnie inne prr. U Skota to jest wesoła, dziecięco-piszcząca chęć ruchu (ostatnio jak go dotknęłam lewą łydką, to w stępie zapiszczał tym swoim charakterystycznym łiii-iiiii, koleżanka, która stępowała wtedy konia na hali chyba z 5 minut mnie pytała, czy to na pewno koń zrobił taki dźwięk). U Skwara owszem, chęć ruchu, ale wymiksowana z szukaniem pretekstów, nafurczaniem się, przyglądaniem wszystkiemu i gotowością do spięcia, jak tylko pojawi się jakiś bodziec (np. w lecie regularnie odfruwamy, jak w lampę owadobójczą w stajni trafi komar lub giez, a do najbliższej lampy mamy z hali jakieś 150 metrów, no cóż Skwary naprawdę czujny jest) 😉
    Zombie jest prr, jeśli wesoło sobie na nim jeździmy, natomiast kiedy zaczyna się ciężka praca, wyraźnie czuje się, że ten koń nie przepada za dużym wysiłkiem i staje się typem „wio!”. No cóż, jak to Donnerhalle… Wymaga wtedy na grzbiecie zdecydowanego jeźdźca.
    Kiwi to ciekawy przypadek, bo na chwilę obecną on jest prrr i wio równocześnie. Przed jazdą dobrze go wylonżować, ale pod siodłem nie jest koniem, który będzie biegł w szalonym amoku do utraty tchu. Jeśli uda się go dobrze ustawić na ujeżdżeniowe pomoce, to może być w sam raz do niezłej pracy.

  12. xyz

    Szczerze mówiąc nie do końca przemawia do mnie taki podział. Bardzo dużo zależy od tego, jak koń był i jest pracowany, czy coś go nie boli, czy ma dobrze dopasowane siodło… nie raz obserwowałam jak konie się przeistaczają zarówno z zasypanych i znudzonych jak i nadpobudliwych i wiecznie czymś zaoferowanych do tych ‚optymalnych’. A są i tacy jeźdźcy, którzy z konia ‚prr’ zrobią ‚wio’ bo jeżdżą tak, że ‚usypiają’ konie. Oczywiście są i jeźdźcy ‚budzący’, pod którymi konie stają się nadpobudliwe.
    Zawsze odnosiłam wrażenie, że to koń wybiera sobie jeźdźca, a nie odwrotnie. Nie da się kupić konia ‚dla siebie’ opierając się tylko na ruchu, temperamencie i budowie – musi być chemia. Wiadomo, szukając konia do ujeżdżenia przede wszystkim patrzymy na ruch, ale jak widać nawet po Tottilasie, trzeba stworzyć PARĘ. Bo zwykły koń staje się niezwykły gdy dosiada go właściwy jeździec. I w ten sposób dorobiłam się 2 koni których przede mną nikt nie chciał kupić, a z których ja jestem bardzo zadowolona

    1. quanta

      Konie jeszcze przed zajazdką są prr albo wio, łagodne albo agresywne, cierpliwe albo nerwowe. Charakter owszem w dużej mierze kształtuje (psuje albo poprawia) człowiek, ale każdy koń jest indywidualnością i mnóstwo cech ma już wrodzonych.
      Czy wybierając konia do ujeżdżenia patrzymy przede wszystkim na ruch? Dla mnie to jest może z 20% oceny konia, ale na pewno nie więcej. Charakter to 25% (cóż nam po Totilasie, który nie będzie chciał pracować, a już na pewno nie będzie chciał pracować dla swojego jeźdźca? Zdarzają się takie konie). Budowa to też 20%, jest oczywiście bardzo ważna, ale niektóre jej mankamenty można poprawić. Zostaje najważniejsze 35%, czyli zdrowie. Cóż nam po Totilasie, który będzie stojąc w boksie leczył nogę albo nigdy nie będzie w stanie pracować pod siodłem?

      1. xyz

        Szukając konia najpierw patrzysz czy w ogóle Cię interesuje, jak włóczy nogami po ziemi to nawet nie masz ochoty wsiadać (bo nawet jak charakter, budowa i zdrowie są ok, to zwyczajnie szkoda wkładanej w konia pracy). Zdrowie na etapie szukania konia w zasadzie można sprawdzić tylko robiąc badania, a to jak wiadomo nie gwarantuje że zwierzakowi nic niemiłego się nie przytrafi (na to czy koń złapie kontuzje też w dużej mierze wpływa trening).
        I w końcu charakter – nie powiedziałabym że to od charakteru zależy czy koń będzie bardziej czy mniej chętnie pracował. Tu bardzo dużo zależy od tego jakie doświadczenia koń będzie nabywał od początku, a i starsze konie można tego zwyczajnie nauczyć. Zgodzę się że każdy koń jest inny i rodzi się z pewnymi cechami, wystarczy że popatrzę jak zachowują się moje ogony – jeden widząc nową rzecz od razu podchodzi ją obczajać, drugi widzi duchy pożerające konie (chociaż powoli również robimy się ciekawscy).
        Trzeba by obserwować konie w stadzie, przed zajeżdżeniem, ale jakie zachowania miałyby orzekać o tym do której grupy konia zakwalifikować? //Z resztą w stadzie na pojedynczego osobnika wpływa cała grupa, wychowując go nie robi nic innego jak kształtuje jego charakter// Obserwacja na padoku? Mnóstwo znam koni które na padoku się cieszą, gonią, wygłupiają, a pod siodłem najchętniej by umarły i odwrotnie. Podczas zajeżdżania? Tu znowu zależy jak się podejdzie do tematu, jak się konia przygotuje.
        Nie chcę się tu sprzeczać, po prostu ta koncepcja koni ‚prr’ i ‚wio’ jest według mnie nie do końca trafiona. Zbyt dużo czynników wpływa na zachowanie konia pod siodłem i jest zdecydowanie zbyt plastyczne żeby dzielenie koni w taki sposób wnosiło cokolwiek, może poza naklejeniem koniowi łatki, na którą bardziej od niego zasłużył sobie jeździec. Każdy koń może (a w ujeżdżeniu wręcz musi) być elektryczny i to tylko od nas zależy czy taki będzie

        1. Moona

          Ale co tak właściwie kwestionujesz? To, że koń rodzi się z pewnym temperamentem (jest albo bardziej albo mniej pobudliwy), który może ewoluować na skutek interakcji z otoczeniem, ale w znacznym stopniu pozostanie taki, jak w dniu narodzin? Czyli to, że na charakter wpływają geny?

          1. xyz

            Oczywiście że na charakter wpływają geny. Ale twierdzenie że określają jaki koń jest pod siodłem, jest stanowczo zbyt daleko idące.

  13. tuch

    Na charter i liczbę neuronów przewodzących bodźce maja wpływ GENY i to one również decydują o tym jaki koń będzie pod siodłem „z natury”. To co dalej z nim zrobi człowiek to zupełnie inny rozdział.
    Nigdy ślązak nie będzie miał tej samej liczby neuronów co arab. I to tez dlatego ślązak nigdy z natury nie będzie tak pobudliwy jak arab. Prądu można dodać/ująć poprzez odpowiednią pracę i żywienie ale to jest to czego koń może się nauczyć a nie to co ma od podstaw.

  14. aniapa

    Temat charakteru intryguje mnie od jakiegoś czasu – cały czas zastanawiam się, jakim typem jest mój młody, 1,5 roczny fryz i nie wiem, jak go zaklasyfikować, a ciekawi mnie to, bo chciałabym z nim podziałać kiedyś ujeżdżeniowo 😉 Jest w nowoczesnym, lżejszym i bardziej elektrycznym typie, niż fryzy z przed lat, ale jednocześnie posiada w sobie to niesamowite zrównoważenie związane z tą rasą.

    Jest bardzo ciekawski, szybko się nudzi, na trasie pastwisko-stajnia ewidentnie wyszukuje, czego by się tu spłoszyć – ale gdy już coś wynajdzie, to nafurkocze, podkłusuje, pójdzie bokiem i jest całkowicie opanowywalny – nie ma w tym paniki, raczej popisówa. Żywo reaguje na rzeczy nowe – np. poidło automatyczne, ale z drugiej strony „celowymi” bodźcami zewnętrznymi (takimi jak machnięcie uwiązem, szeleszczenie reklamówką, czy machnięce batem) zupełnie się nie przejmuje – patrzy wtedy na człowieka, jak na idiotę. Czasami wrasta w ziemię, gdy odmawia ruchu do przodu. Ale z drugiej strony, gdy się go „uruchomi” luzem, ze wszystkich trzech chodów zwykle wybiera galop. Dostrzegam w nim cechy zarówno „prr” jak i „wio” i mam cichą nadzieję, że pod siodłem przeważą jednak te pierwsze – nie mam dość umiejętności, by poskładać konia typu „wio” do kupy.

    Mam tylko nadzieję, że jeżeli będzie typem „wio”, oddanie go na zajazdkę w profesjonalne ręce rozwiąże choć częściowo problem z ruchem do przodu.

  15. aleqsandra

    mój to chyba typ bliżej niesprecyzowanej kombinacji prr i wio, głowa relatywnie spokojna, chęć do ruchu na przód ogromna, tak samo jak i upartość i własne pomysły na życie 😉 powiedziałabym wręcz bardzo pewny siebie, „inteligentny”, ale też chętny do współpracy tak samo jak chętnie powie co mu nie pasuje :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *