«

»

gru 17

Cebula wącha kotki.

Fugu uwielbia koty. Wąchać i wtulać się chrapami w ich cieplutkie, miękkie futerko. Zastyga wtedy rozmarzona w bezruchu i robi się przy tym niesamowicie aksamitna, łagodna i delikatna.
No dobra, uwielbiała koty 😉
Do czasu, kiedy jeden zdradliwy przedstawiciel tego gatunku znudzony lub przestraszony przesuwającą się po jego karku dmuchawą końskich chrapów wyciągnął łapę i pacnął ową dmuchawę prosto między nozdrza.
Cebula przeżyła szok!!!
Jak to, ona taka miła, układna, w samych dobrych intencjach i została potraktowana TAK??!?
Fugu żachnęła się i zamknęła w sobie. Nie chciała już tak ochoczo podchodzić do kotków, zatapiać nosa w ich pluszowej sierści, smyrać chrapami po łebkach i wciągać z lubością ciepłego, kotkowego zapachu. Jak tak, to ona już tym zdradliwym futrzakom nie zaufa…

IMG_7957

Ale kotki nadal korciły Fugu, chociaż już nie chciała już do nich tak chętnie przychodzić (no trauma w końcu). Mimo to obydwoje z Blondynem przynosiliśmy jej rozmruczane dachowce pod boks.
Aż w końcu Cebula zdecydowała się z pewną nieufnością, ale jednak – pogłaskać kotka. Znowu przytuliła się nosem puszystego stworzonka, zaczęła je delikatnie smyrać wargami i obwąchiwać.
Do czasu, kiedy kotek zdecydował się… strzepnąć małym, kotkowym uszkiem.

IMG_7959

Tego już było za wiele!!! Cebula wzdrygnęła się, jakby ją popieściło co najmniej 110 kilowoltów. Nadęła się, wystawiła kolce i wściekła i oburzona dziabnęła Blondyna (będącego akurat kocim nosicielem) w ramię, po czym czując, że przekroczyła pewną nienaruszalną granicę, wycofała się rakiem do tyłu boksu, opuściła głowę, przytuliła uszy do szyi i zaczęła potrząsać głową dając upust wielkiej irytacji. Teraz dodatkowo zrobiła się nie tylko wściekła na kota, ale i zła na samą siebie, bo kogo jak kogo, ale Blondyna to ona lubi, on jej jej człowiekiem numer jeden i należało dopaść kogoś innego. Jej błąd. A kot zdradliwy. Ehhh świat jest do bani w każdym aspekcie :( Jak żyć? – myśli sobie Cebula, i dalej się wścieka…

IMG_7970

Kot już dawno zniknął, a w boksie Fugu pojawiła się sterta siana – w końcu nadszedł czas karmienia – ale Cebuli wścieklizna nadal nie mogła wciąż wyjść z głowy. Postanowiła się w końcu konnica rozładować pastwiąc się na swoim sąsiedzie z boksu obok (i przezornie wybierając w tym celu drobnego, 5-letniego wałaszka, a nie stojącą po drugiej stronie sporą, solidną i większą od samej Cebuli kobyłę). I tak z uporem Cebula próbuje kłapiąc paszczą zagryźć kolegę przez kraty – ale on, zapatrzony w siano, nic sobie z rekinich zapędów Cebuli nie robi. Fugu, jeszcze bardziej zła, że zębiska okazały się być nieskuteczne, przenosi ataki z frontu na tyły. Kopie w przegrodę pomiędzy końmi. Raz, drugi, trzeci…. i czwarty, i piąty… Sąsiad dalej biesiaduje spokojnie, więc kopy stają się coraz bardziej srogie. Słyszę je sama jeżdżąc na hali, skąd mam też widok do Cebulowego boksu… Gdyby nie podkowy, to mogłabym nie ręczyć za całość fugowych kopyt, a już na pewno za chwilę nie będę ręczyć za całość desek… W końcu takie same obawy udzielają się mojemu koledze, który nieopodal siodła swoją kasztankę przed jazdą. Wraz z głośnym: „Hej!” klepie on ręką w drewnianą ścianę przy drzwiach boksu. Ten nagły łoskot zbija z tropu i resetuje Cebulę, która jak niepyszna, nadal potrząsając z dezaprobatą głową rusza wreszcie do siana i odrywa się od demolki.

Ufff…!

Dwie godziny absolutnej wścieklizny, cholery i focha – o jedno malutkie kocie uszko… 😈

Trzydzieści minut później wsiadam i Fugu chodzi świetnie: jest miła, pogodna, zadowolona. Ma świetny humor. Normalnie pląsa i prawie że nuci pod nosem. Zupełnie, jakby szczególnie miło spędziła cały dzionek 😆

Co ja z nią mam! Drugiej takiej nadymki nie ma na całym świecie 😉

IMG_7965
A swoją drogą, ciekawa sprawa z tymi kotami. Emocje okazywane kociarzom przez Cebulę określiłabym wręcz jako matczyne – czułe, tkliwe i pełne zachwytu nad takim futerkowym, cieplutkim małym zwierzątkiem. Moje wałachy czy ogierki też interesują się kotami, ale głównie chciały by się nimi albo bawić, albo stestowac, czy nie są aby jadalne. Żaden nie czerpie takiej abstrakcyjnej przecież przyjemności z głaskania, niuchania i zwyczajnego „mania” słodziutkiego kotka. Ciekawe, czy kto kwestia płci i Fugutkiem powodują hormony, (mały kotek to prawie jak mały konik) czy też jest ona „level up” na poziomie rozwiniętej świadomości od większości końskiej populacji? I czerpie ona przyjemność nie tylko z takich rzeczy jak napchanie końskiego brzucha, ale też niekoniecznie jej niezbędne uczucie obcowania z czymś miękkim, miłym i uroczo-delikatnym? W końcu my za to samo lubimy kotki 😉

A jeszcze przy okazji, to na zdjęciach występuje kotek (a właściwie kotka) Fenek, w skrócie Fen – jeden z moich trzech własnych kociarzy. Znajda, która podczas srogiej, śnieżnej zimy objawiła się maluteńka (2,5 miesiąca) bladym świtem w ośrodku jeździeckim zlokalizowanym w środku lasu. Na karuzeli 0_o Obstawiam, że spadła tam z kosmosu. Ale to już zupełnie inna historia…. 😉
IMG_7960

20 comments

Skip to comment form

  1. Kama

    Znałam kiedyś ogromną kobyłę, średnio delikatną w obyciu.. do momentu, w którym do jej boksu nie wchodził jakiś pies.. Uważała na niego bardzo, obwąchiwała.. Może nie z aż taką lubością jaką Fugu darzy kotki:) Ale było to coś podobnego – u żadnego innego konia czegoś takiego nie widziałam. Co więcej – psy wiedziały, że mogą się czuć przy niej bezpiecznie, do innych boksów nie za bardzo chciały wchodzić.

  2. Tiarina

    Twój kot jest absolutnie przeuroczy!

  3. Zafira

    Aaa, niemożliwie przyjemnie mi się czytało ten wpis, a kot.. Jejku, piękny!

  4. Marta

    Opowieść bajeczna! Bardzo wyrazista osobowość Nadymki :) a czy Blondyn się pogniewał? 😉
    Koteczka przecudna!

    1. quanta

      Cebula to ulubiony koń Blondyna ever :) Sympatia jest obopólna. Blondynowi się nie dziwię, bo Fugu (poza momentami, kiedy się złości czy nadyma) jest niesamowicie czułym, łagodnym, delikatnym i niezwykle subtelnym koniem. Taki typ, co to nigdy nie przepchnie człowieka, nie nastąpi na nogę, smakuje jabłka z zamkniętymi wargami (po gryzeczku i nic jej nie wypada z pyska, podczas gdy Suchy nie trafia w jabłka, a Hendrix zamienia je na przecież jabłkowy, który rozlewa po stajni w promieniu kilku metrów). W dodatku ładnie pachnie 😉 Mimo jej nadymki uważamy ją za super miłego zwierzaka.

  5. Katarzyna

    Miękkość końskich chrap i kociego futerka to zestaw nie do pobicia…

    1. quanta

      Dwie rzeczy, dla których zdecydowanie warto żyć 😉

  6. Karolina

    Mój kawał baby, jak zobaczy kota, to reaguje tak samo. Mogą jej wisieć na ogonie, ocierać się o nogi, a ona je traktuje prawie jak własne dzieci :p Co jest dla mnie dość dziwne, bo jest raczej z tych „nietykalskich”. Z psów miała jednego kompana, któremu udawało się nawet ją prowadzić na uwiązie do stajni albo na wybieg 😀 Ale to był wyjątek – reszta psiaków była be.

  7. Amelia

    Cudnie się czyta o stosunku Fugu do kotów, dobrze wiedzieć że jest więcej koni z podobnymi zainteresowaniami bo już myślałam, że tylko ja pracuję z koniem-kosmitą. Akurat dzisiaj stała na stanowisku, ja smarowałam kopyta i widzę że się coś wiercić zaczyna. Obracam się, a tam nasz stajenny przybłęda Rysiu siedzi prawie w zasięgu chrap, kobyła wyciąga swoją nie do końca łabędzią szyję ale na nic, nie sięga do kotka. Cóż miałam zrobić, odwiązałam ją na chwilkę by pomiziała chrapami swojego rudego kumpla 😉

  8. Magda

    Mój wałaszek, który widząc na horyzoncie konia/człowieka/psa/tuwpiszdowolnygatunek momentalnie wchodzi z nim w interakcję, miał podobny układ ze stajennym kocurem. Kiedy kotowaty przycupnął sobie kilka metrów od nas, koń -wiadomo- poczuł potrzebę wejścia w interakcję z tą puchatą kulą (bo to na pewno nie kuleczką 😉 ). Jego nos wylądował gdzieś w połaciach futra, najpierw ostrożnie badając różne obszary kociej powierzchni, a następnie umiejscowiwszy nos między kocimi uszami ułożył górną wargę w „ciup” i muskał nią puchaty łepek. Kotowatemu spodobało się to do tego stopnia, że w momentach kiedy końskie chrapy na ułamek sekundy odrywały się od jego głowy, kocia materia sama za nimi podążała. I tak po kilku dobrych minutach miziania, ni stąd ni zowąd, puchata kula miauknęła, prychnęła i prysnęła spod końskiego nosa w tempie, którego po tych rozmiarów kuli nikt by się nie spodziewał. Moje konię nie zmieniając pozycji i nawet nie „odciupiając” wargi, zamarło. Totalnie nie wiedział co się właśnie wydarzyło. Przecież się lubiliśmy. Mieliśmy zostać przyjaciółmi… Co poszło nie tak?!

  9. Ernestyna

    Koty o takich odmiennych kolorach oczu cierpią na głuchotę. Stąd może to trzepnięcie uchem.

    1. Vissenna

      No nie bardzo. Jest nawet cała rasa kotów – Van, które słyną właśnie z oczu o odmiennych kolorach. Kochają pływać, żyją w stanie dzikim i słyszą bez problemu…

    2. quanta

      Mam od prawie 15 lat niebieskookiego norwega, który jest głuchy. Ta kotka słyszy obustronnie, więc akurat nie ten przypadek. Co w ogóle miałaby głuchota do trzepnięcia uchem? 0_o A słyszący kot nie trzepie, jak go go coś po uchu dotyka?
      Gen głuchoty jest powiązany z niebieskimi oczami, a nie heterochromią jako taką.

  10. keirashara

    Jakie piękne oczyska u koteczki! Co do koni i kotów, to mój wałach też mizia koty. Jeden to nawet nagminnie spał na nim lub w jego żłobie – wyraz dużej odwagi, bo mój koń do rzeczy jadalnych zalicza chyba wszystko poza burakami, w tym szaliki, frytki i lody czekoladowe 😉

  11. Kinga

    Coż zachowanie typowej kobiety, sama nie wie o co jej chodzi 😉

  12. Kasia

    Szkoda, że Siwy taką sympatią nie pała do mniejszych gatunków ;-;
    Zjadł by je w całości, a już z calą pewnością zadeptał bo „Ups, pancia ja nie zauważyłem”

  13. Katarzyna

    Piękny kot! No i piękny koń 😉 Mój kasztan z lubością fryzował językiem sierść na grzbiecie moich labów, kiedy były zajęte szukaniem na ziemi skarbów wypadających spod kopystki. Nie zawstydzałam go konfrontacją na temat jego „guilty pleasure”, ale był to chyba jakiś fetysz 😛

  14. Kasia

    W boksie mojej kobyłki kurka znosiła jajka- tam i nigdzie indziej. Zawsze zastanawiała mnie ta symbioza :)

  15. Marzena

    U mnie koty traktowane są z dużą nieufnością. Starsza klacz nie lubi kotów, w poprzedniej stajni boks ogrodzony był murkiem – koty po nim maszerowały i swoją obecnością irytowały klacz. Zwykle zrzucała je z murka popychając nosem, a jak w danym momencie jadła i nie chciała się fatygować do kota to tuliła na niego uszy, potrząsała w jego kierunku głową i tupała. Z kolei siwy walaszek interesuje się kotami tylko w celu ogarnięcia co to, ale z pewną rezerwą i lękiem. Ostatnio czyściłam mu kopyta, wszedł za mną do boksu kot. Koń go widział i mu to nie przeszkadzało. Ale kot postanowił wytrzeć się delikatnie od nogę konia – ułamek sekundy i koń w najgłębszym kącie stał 😀 Chodzący koło nóg kot to nie problem, ale ten Kudłaty kosmita dotknął konia, na pewno chciał go zabić! 😀

  16. Mała Mi

    Cóż za Koteł śliczny! Mój koń uwielbia psy;) swego czasu pozwalał leżeć danemu wybrańcowi ( mojej suczce border) w sianie na padoku ktore konsumował;D a psina jak z rasy wynika co jakiś czas kiedy konieł odszedł zaganiala go znowu do siana by moc lezec i patrzec jak je <3

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *