«

»

kwi 12

Cebula na słodko karmelizowana

Cebula mnie zaskakuje. Ciągle myślę o niej jak o młodym koniku, który niewiele potrafi, którego jeżdżę rozruchowo, przez nóżkę, a za główne zadanie do pracy przyjmuję poruszanie się w trzech chodach. U Cebulki przecież „zawsze” myślałam o robieniu jej kondycji, żeby kiedyś, w bliżej nieokreślonej przyszłości, była wystarczająco silna, by móc udźwignąć nas dwie.
Tymczasem, i nie wiem kiedy to się stało, ale jak klepię teraz dziewuchę w nagrodę po szyi – to nie jest to już cienka szyjka podlotka. Teraz to już jest karczycho 😉

IMG_7854
Tymczasem, i nie wiem kiedy to się stało, ale zaakceptowaliśmy trawersy, i zaczęliśmy skupiać się na tym, nie żeby je w ogóle zrobić, tylko żeby je zrobić z większym lub mniejszym zgięciem. Albo też zacząć je robić na kole. Albo z przejściami między chodami…

IMG_7989

Tymczasem, i nie wiem kiedy to się stało, Cebula nauczyła się skracać siadając na pupie i poszerzać otwierając łopatki przed siebie. Ona, podobnie jak Suszek, jest koniem z większą łatwością zebrania, skumulowania się w sobie niż otwarcia – więc tym bardziej cieszy ta opcja na uwalnianie ośmielonych przednich nóg.

IMG_8089
Tymczasem, i nie wiem kiedy to się stało, naumieliśmy się z Cebulką lotnych zmian. Talent do nich miała od początku ogromny, a że miałam właśnie w sumie inne priorytety (jak właśnie… niezmienianie nóg – w dodaniach, czy nierobienie lotnych w odpowiedzi na prośbę o zgięcie wokół wewnętrznej łydki), to nigdy nie robiłam zmian jako jednego z punktów treningu. Właściwie wymagałam ich tylko jako korekty, kiedy właśnie ruda baba unikając większego wysiłku zmieniała mi nogę na łatwiejszą – zawsze wtedy czytalnie dopominałam się, że koń ma wrócić na „mój”, czyli zadany wcześniej przez jeźdźca galop. To widać na tyle dało Cebuli do myślenia, że kiedy zaczęłam faktycznie przekładać w galopie swoje pomoce – od razu dostałam lotne zmiany. Z nimi jest związana pewna zabawna rzecz. Cebula nigdy nie brykała w lotnych. Kiedy zmienię nogę i pojadę – nie ma tematu. Ale kiedy zmienię nogę i klepnę Fugutka w szyję – to zawsze mam bryknięcie, a Cebula jest obruszona. – Klepnąć to się możesz w czoło, a nie mnie, szlachetnego konia! – Cebula rozjusza się bardziej niż feministka klepnięta w tyłek przez faceta 😆 Słowem, mam się zachowywać tam na górze 😉

IMG_7960_ IMG_7981 IMG_7990 IMG_8023
Tymczasem, i nie wiem kiedy to się stało, robiłam sobie półparadki w narożniku w kłusie i razu jednego koń zaczął mi się odrywać od ziemi oferując lekkie, zawiesiste kroczki. Jak już Fugu tak ruszyła, to nie przestała się odbijać do dziś. Nie znam konia, który z taką lekkością i łatwością potrafiłby się uczyć bujać w kłusie. Wrażenie mam takie, jakby Cebula zawsze to umiała i teraz tylko przypominała sobie o tym, zupełnie tak, jak nam się zdarza przypomnieć o książce czytanej w dzieciństwie. Niesamowite uczucie i ogromna przyjemność z tego, że dla konia to też jest właśnie radość i zabawa. Cebula sama proponuje dobry kłus :)

IMG_7820IMG_8183IMG_8148IMG_8190

Tak więc jeździmy, bawimy się i już nie na podlotku, tylko super fajnym ujeżdżeniowym koniu. Jeszcze tylko żeby udało mi się wyprostować słabą, zwijającą się lewą stronę i mieć rudą nadymkę dokładnie między pomocami, idącą pewnie przed siebie, a nie pływającą jak stado dzikich wodnych węży – to będzie już z górki. Usilnie jednak nad tym pracujemy kręcąc lewe wolty, które Cebuli nie uszczęśliwiają (bo zad wpada do środka, a nie pozwalają iść krzywo, bo przednia lewa noga nie chce jakoś iść naprzód, a nie dają spadać głową na tę nogę tylko każą się dźwigać…). Ale krok po kroku coraz ciekawiej – i coraz prawdziwiej.


Z związku z tym na konsultacje w przyszłym tygodniu – o ile same konie nie pokrzyżują mi planów – zabieram Cebulę :)

IMG_8131

27 comments

Skip to comment form

  1. Olciaa

    Naprawdę podziwiam. Masz rękę do koni – Cebula baardzo sie zmieniła i wyglada teraz nieziemsko :)

    1. quanta

      Staram się mieć 😉 To naprawdę bardzo satysfakcjonujące uczucie, jak konie zmieniają się i pięknieją w pracy :)

  2. Mustangowa

    Ona jest cudowna! Odwaliłyście kawał dobrej roboty, te mięśnie, chody no i wszystko <3! Kolor ma Cebulka też niesamowity <3.

  3. Marta

    Piękny koń. Prawdziwie piękny swoją siłą, urodą, lekkością, błyskiem. Zdecydowanie moja ulubienica z Twojej stawki Q. Rewelacyjna robota. Chapeau bas!

  4. Jay

    Pamiętam pierwsze zdjęcia Cebulki, które wrzuciłaś na bloga. Wtedy soboe pomyślałam że to koń nie w moim rypie. Jakiś taki długi, chudy. I nie wiedziałam co Ty w niej widzisz. A teraz już wiem, że ty od początku wiedziałaś, że ona tak będzie kiedyś wyglądać. Gdy się zaokrągliła w odpowiednich miejscach to po prostu jest idealna. I ta maść – najpiękniejsza na świecie. A na dokładkę fantastyczny ruch. Koń marzenie. I zazdroszcze Ci jej Quanta. Więc jakby Ci zniknęła ze stajni to ja ją ulradłam ;p

    1. quanta

      Wiele osób mnie pyta, skąd ja biorę takie ładne konie, a na odpowiedź, że one dopiero zrobiły się ładne i każdy z nich wyglądał wcześniej jak nieopierzony pisklak ludzie dziwnie się patrzą albo pukają w głowę 😉
      No cóż, Cebula rzeczywiście była specyficznej urody, kanciasta, z małym zadkiem i cienką szyją, a w momencie, kiedy pozbawiona konkretnej pracy odkryła uroki jedzenia – to również ze sporym brzuchem…
      Ogolona (bo zarastała dotąd cały rok na potęgę bardzo gęstą sierścią, aż w zeszłe wakacje robiłam jej badania krwi) i po długiej przerwie związanej z próbami pozyskania źrebaka i bezrobociu po nakostniaku w sierpniu zeszłego roku jakoś szczególnie nie zachwycała 😉

      Wrzesień i październik znowu tylko przespacerowane, bo zatkało jej się naczynko odprowadzające chłonkę i przy intensywniejszym ruchu zbierała się limfa (Cebula jest królową nieistotnych, rzadkich, ale upierdliwych dolegliwości). Finalnie tak jak się zatkało, tak się udrożniło i problem zniknął, a ja – W KOŃCU – mogłam zacząć pracować regularnie z koniem. No i dopracowaliśmy się lepszej formy 😉

      1. Jay

        No dech zapiera !!

      2. Moon

        Przyznaj się że po prostu konia zmieniłaś! No nie do poznania!!!! O.O
        … Nawet profil pyska inny! 😛

      3. wer

        Koń jakby inny nawet skarpetki mi się na zadnich nogach nie zgadzają :p albo mi się wydaje

        1. quanta

          Zdjęcie masz w drugą stronę – oj chciałabym mieć więcej takich koni jak ona :)

  5. amnestria

    Cebula jest fenomenalna! Zachwyciła mnie właśnie jako podlotek, więc teraz skończył mi się zakres emocji 😉 I mam regularny opad szczeny! Wiem, że już wszędzie się ekscytuję, ale nigdy chyba żaden koń nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Wiem, że wszystko jest na sprzedaż, ale tej nie sprzedawaj – zawojujecie czworoboki! Gratulacje Ewelina za oko i za dobrą robotę :)

    1. quanta

      Mnie ona też powaliła na łopatki, przy czym absolutnie, totalnie i bezwzględnie nie chciałam mieć kobyły. Do tego stopnia, że jak zdarzyło mi się zlecieć na łeb z jednego młodzika rozbijając kask w drzazgi i zaliczając jednodniowy reset pamięci krótkotrwałej, co spowodowało moje dociekliwe przepytywania Blondyna, ile my mamy koni – to na wieść o tym, że właśnie niedawno zakupiłam kobyłę, piszczałam sopranem: „COOOOOO??!?? KOBYŁĘ???!! POWALIŁO MNIE???? A CO JA Z NIĄ BĘDĘ ROBIĆ, ŹREBAKI???!!”

      Dziś mogę to wszystko głośno odszczekać 😆
      Co więcej, Suszek ma identyczny charakter (tylko Cebula jest o wiele mądrzejsza i potrafi być o wiele bardziej łagodna) – więc on chyba też jest kobyłą 😉

  6. Zuzanna

    Uwielbiam czytać twoje wpisy, są inspirujące :) Sprawiają, że człowiek chce doskonalić siebie, by później mógł pracować ze swoim koniem w TAKI sposób.
    Liczę, że w przyszłości uda mi się do Ciebie trafić, albo chociaż konisku!

  7. rybka

    Wiśnióweczka wysoko %! Jestem bardzo ciekawa jak będzie spisywała się na czworobokach, odchłań jest jej daleka, nie chodzi na jednej nodze dotykając chmur kopytkami… czyżby idealny materiał wysokoprocentowy 😉

    1. quanta

      Cebula i Hendrix to mogłyby być fantastyczne konie na startowanie. A z nimi Precel 😉 Suszkowi bardzo przeszkadza temperament i emocje (chociaż idziemy dobrą drogą, żeby nad tym wszystkim panować i radzić sobie z afektami), a Alpiemu jeszcze bardziej przeszkadza otchłań i paraliżujące go z niej spięcie. Zobaczymy, komu będzie dane bronować czworoboki :)

      1. rybka

        Trzymam kciuki za wszystkie! Hendrix jest moim ulubieńcem – bo ja lubię takie „facetowskie” typy koni i jak zazwyczaj na kobyły nawet patrzeć nie chcę, tak Cebulka…eeehh mniam :-)… (tylko publicznie nigdy się do tego nie przyznam!)

  8. E

    Cudowna!!!! Ależ my wszyscy słodzimy, ale inaczej się nie da!
    Quanta, polecasz jakieś ćwiczenie na poprawę zgięcia w trawersie?

    1. quanta

      Na zgięcie w trawersie gimnastyka 😉 Na pewno nie jeżdżenie trawersów do upadłego. We wszystkich chodach – kilka kroków trawersu, prostowanie, łopatka, woltka, znów trawersik, znów łopatka, parę kroków trawersu na kole – jeśli się jeździ w ten sposób, koń staje się bardzo elastyczny i wtedy wystarczy poprosić o więcej zgięcia, na pewno je od siebie da.

  9. Kinga

    Nie będę rozwodzić się nad tym jak kobyłka się pięknie rozwinęła i nabudowała, bo to już jest wiadome 😉 Twoje konie balansują między granicami zwykłego wierzchowca a takiego z baśni i legend :) Powodzenia na konsultacjach 😀

  10. Vissenna

    I to jest piękne w ujeżdżeniu.
    Zaczynasz od śledzika, jeździsz konsekwentnie przedszkolakową pracę, bawisz się i w konsekwencji masz nagle jezdnego, pięknego konia.
    Może teraz jakiś wpis co z Handrixem? 😀

    1. quanta

      Hendriksa pokażę jutro :) Od poniedziałku do wczoraj mogłam go sobie pooglądać na żywo :)

  11. gllosia

    Inspirujące. Naprawdę napatrzyłam się na zdjęcia, obejrzałam ostatnie video z Cebulą i od razu następnego dnia jeździło mi się lepiej, sensowniej! Zdarza mi się zresztą wracać do twoich staaarych postów i jakoś zawsze mi pomagają, zawsze znajdzie się coś, co otworzy trochę głowę i mówisz sobie „to jest to!, tu jest problem!”. To naprawdę pomocne, kiedy jeździ się zupełnie samemu i nie zawsze wychodzi tak jakby się chciało.
    A zastanawiam się ile czasu poświęcasz mniej więcej na sesję treningową łącznie ze stępem przed i po? I czy od razu zaczynasz konkretną pracę czy na początek pozwalasz na luźny kłus/galop i dopiero po takim rozgrzaniu przechodzisz do konkretów. Mi schodzi baaardzo długo, zastanawiam się co bym zrobiła, gdybym miała ich pod opieką więcej, musiałabym chyba całą resztę robić nocą xD Ale mam wrażenie, że więcej w tym memłania niż konkretnej roboty xD

    1. quanta

      Wszystko zależy od konia. Nie licząc stępa przed jazdą i po jeździe, sesja szkoleniowa trwa u mnie około pół godziny – chyba, że jest to koń taki jak Suszek, który musi sobie pobiegać i dać upust energii, bo zwyczajnie będzie nieszczęśliwy. To też się zmieniło z czasem, bo parę lat temu byłam mało skuteczna i jazda taka, żeby uzyskać pożądany przeze mnie efekt ciągnęła się bardzo długo. Bywało, że Skwarka musiałam kłusować po 45 minut, bo był skwierczący i spięty i przez ten czas ciężko było mi się dogadać. Teraz nawet u Alpusa przerażonego otchłanią rozprężenie, tak żeby koń się rozluźnił i był gotowy do pracy (i nauki) zajmuje mi koło kwadransa.

  12. gllosia

    No właśnie, a ile mniej więcej stępujesz przed i po? I czy w takim początkowym stępie już wykonujesz jakieś ćwiczenia, czy tylko stępujesz aktywnie do przodu? Wcześniej początkowy stęp u mnie zawsze wyglądał tak jak ten końcowy – puszczona wodza i szwędanie się. Wydaje mi się jednak, że lepiej mi konie pracują i łatwiej się rozluźniają kiedy od początku je wezmę na kontakt (na początek bardzo swobodny) i poproszę o podstawowe kwestie – wygięcie w narożniku, poprawne koło czy łopatka, ustępowanie. Po takiej rozgrzewce w stępie od razu łatwiej przychodzi kłus, koń lepiej wchodzi na kontakt i mogę prosić o te same rzeczy w tym chodzie. Ale zastanawiam się czy tak faktycznie jest i czy ty np. też zaczynasz już od pierwszych kroków stępa jeździć, czy pozwalasz sobie na początku na takie luźne spacerowanie z głową w chmurach 😉

  13. staramaleńka

    Jak zwykle zazdroszczę, podziwiam i dziękuję jednocześnie… Konie po prostu boskie! A to, że uświadamiasz publicznie, iż takowego bajkowego trzeba sobie ulepić… jeśli wierzysz w niebo to pójdziesz do tego końskiego (a jak nie wierzysz to pójdziesz tam gdzie chcesz – więc i tak będą tam konie;)
    Zaintrygowała mnie kwestia owłosienia – zimą kopytny zamienił się w niedźwiedzia, teraz bardziej przypomina futro z norek lub kretów, niemniej jednak nie konia. O co chodzi z badaniami krwi?

  14. Julia

    Co ona dostaje do jedzenia? To nie ten sam kon.. <3

  15. Magda

    Ona jest przepiękna! aż słów brak aby ją opisać :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *