«

»

cze 29

Bez przesady, wystarczy nie dać się przesadzić ;)

Pod wpisem o skrętach 😉 znalazł się taki komentarz:

To jak obciążyć zewnętrzna kość kulszowa, jeśli położenie naszego środka ciężkości powoduje docisk wewnętrznej kości kulszowej i w dodatku zrobić to bez skrętu bioder? Mission impossible.

Odnoszący się do wypowiedzi powyżej:

Wyobraźmy sobie woltę w galopie w lewo.. chcąc nie chcąc, koń ma swoją lewa cześć ciała niżej, jak zreszta wspomniałaś. Oczywiście super wyszkolony koń pójdzie w miarę prosto (mam tu na myśli jednakowy poziom jego kości biodrowych) i będąc dobrze umięśnionym, nie obniży wewnętrznej części znacząco. Ale przeciętny rumak raczej „położy się” w zakręt, niczym motocykl. A wtedy jeździec, także chcąc nie chcąc, ma wewnętrzne biodro niżej, obciążając w ten sposób wewnętrzna kość kulszowa. Aby zrównoważyć wychylenie wierzchowca i tym samym odciążyć jego bardziej obciążona stronę musielibyśmy siadać „bardziej” na zewnętrznej kości kulszowej, co w ogóle powodowało by dekonstrukcje postawy..

Po pierwsze, niezależny od równowagi konia dosiad to nie jest żadne mission impossible.
Po drugie – koń kładący się jak motor, to jest stan, który chcemy wyprowadzić, to nie jest norma do zaakceptowania. Koń na woltach nie powinien się kłaść.

Po trzecie – w tym cała trudność, że jeśli pracujemy z koniem pozbawionym równowagi, nigdy nie możemy dać mu się usadzać, czyli narzucić nam błędnej równowagi. Identycznie, jak przy pracy z koniem asymetrycznym, krzywym. Nie możemy od takiego wierzchowca przyjmować krzywizny i samemu siedzieć asymetrycznie.
Okazji, w których koń będzie nas chciał przesadzić znajdzie się wiele. Koń ze słabszą jedną stroną ciała zrobi nią „dołek” pod odpowiadającą jej stroną siodła i nas zaprosi, żebyśmy w ten dołek wpadli (biada temu, kto wpadnie – ugruntuje tylko i utrwali zapadnięcie wierzchowca). Koń, który niedostatecznie zgina się w ciągach zrzuci nas na zewnątrz siodła. Koń, który za mało odpowiada na łydkę i nie odchodzi w niej w ustępowaniach – zrzuci nas na stronę działającej łydki. W piruetach z kolei najpewniej wylądujemy na zewnątrz siodła.
I tak dalej, i tak dalej – tych momentów jest naprawdę mnóstwo.
A każda chwila, kiedy siądziemy na koniu wpisując się w jego brak równowagi czy krzywiznę tylko potęguje problem.

biała
Jeśli mamy czarną farbę, a marzy nam się malowanie jasnym kolorem, to do czerni dodamy białego, prawda? I jeszcze więcej białego, i jeszcze więcej, aż zyskamy popielatą albo mleczną szarość, a z czasem kolor prawie biały albo biały (litr czarnej farby zalany cysterną bieli rozcieńczy się na tyle, że przestanie być zauważalny). Siadanie krzywo – to tylko dolewanie czarnej farby. A im więcej tej czerni, tym trudniej ją później rozbielić!
Opisana wyżej „wolta” w galopie, w której wierzchowiec kładzie się jak motocykl, a jeździec ma do tego obciążona wewnętrzną kość kulszową nie poprawi równowagi konia nigdy, w żaden sposób (ba, z czasem jeździec przejmie skrzywienie konia i sam zapadnie się wewnętrznym biodrem, tak więc już cała para razem będzie się wspierać w krzywieniu. Tutaj trzeba dolać tej białej farby 😉
Przy czym białą farbą nie będzie nigdy ulepszanie skrzywienia innym skrzywieniem, czyli w tym wypadku próba przewieszania się na zewnątrz i wbijania koniowi zewnętrznej połowy miednicy w grzbiet. Dalej obowiązuje równy dosiad („jak brama”), absolutnie bez żadnych pomysłów na skręty bioder! W tym cała trudność, że nie możemy równoważyć problemu innym problemem, możemy go zrównoważyć wyłącznie prawidłowym dosiadem.

Siadanie na zewnętrznej stronie można spróbować poczuć na wiele sposobów. Sama potwornie nie lubię jednego zalecenia – „obciąż zewnętrzną kość kulszową”. U większości jeźdźców prowadzi to do totalnego zaburzenia i zrujnowania ich równowagi. Obciążanie (oj, kojarzy mi się to ze słynnym filmikiem „Zajęcie wymagające krzepy”) implikuje nam wykonywanie jakiejś czynności, robienie czegoś, skręcanie, przechylanie się. Dokładnie to widać w pierwszym cytacie powyżej – jak obciążyć zewnętrzną kość kulszową bez skrętu bioder? Przecież to niemożliwie! To magiczne obciążanie to przecież bardziej intuicyjna gra równowagą niż wykonywanie czegokolwiek. Czy jadąc na rowerze „robimy” siedzenie na siodełku, „robimy” utrzymanie równowagi?
Tymczasem zrobić – bez robienia, obciążyć kość kulszową bez skręcenia biodra – da się bez problemu, trzeba tylko zresetować głowę i poszukać innych analogii, niż próba przesadzenia / obniżenia dolnej połowy miednicy.
Obciążanie jednej kości kulszowej u wielu jeźdźców kończy się tak, jak na poniższym (przejaskrawionym dla czytelności), obrazku (a swoją drogą tylko popatrzcie, jak ramiona ładnie kompensują skrzywienie miednicy). Jeździec obciąża prawą kość kulszową, a starając się tego dokonać podwija miednicę, lekko rotuje ją na zewnątrz, spada postawą również na bok i całym kręgosłupem wije w łuk, byle tylko zachować proste ustawienie głowy. Głowa prosta na 90% da nam przekonanie, że nic się przecież nie pokrzywiło:
kulsze02

Na drodze szukania tego prawidłowego siadania na potrzebnej nam stronie konia zostańmy zatem jeszcze chwilę przy wchodzeniu po schodach. Spróbujmy teraz nic nie obciążać, nie przyciskać, nie przesuwać, tylko po prostu przejść na kolejny stopień.Tak jak tutaj:
kulsze01

Czy teraz jesteśmy po jednej stronie? Lewa kość kulszowa jest wolna. „Stoimy” na prawej, czyli prawa jest obciążona. A równocześnie miednica / biodra pozostają w równowadze, nie zapadają się, nie krzywią, nie unoszą. Sylwetka pozostaje w równowadze przy zachowaniu „obciążonej” prawej strony. To w sumie proste, o ile tylko nie będziemy oszukiwać i nie próbować unosić kości biodrowej / kulszowej czy skręcać biodra, a robienie tego niestety naprawdę bardzo korci.
miednica_zapadnieta

Jak sobie pomóc poczuć „poczuć” to właściwe osadzenie?
Zamiast myśleć o obciążaniu którejś z kości kulszowej wolę realizować w treningu dosiadowym inne, bardziej czytelne hasła:
– jestem po lewej stronie konia, jestem po prawej stronie konia. Tylko tyle. Jestem. Nic nie obciążam, nic nie skręcam, nie podwijam. Czuję, że jestem.
– wchodzę powoli po schodach – jak na powyższym zdjęciu. Opieram się na lewej nodze, na prawej nodze.
– nie daję się zsadzić na połowę siodła. Piruety w stępie, które kiedyś były dla mnie takie trudne i które usilnie robiłam „obciążając wewnętrzną kość kulszową” powodowały ultra krzywiznę dosiadu i jakoś nigdy nie chciały mi zadziałać. A wystarczyło tylko przypilnować, żeby nie spadać / nie przesiadać się na jedną część siodła!
IMG_5156
– nie spadam w pojawiający się w siodle dołek, jadę tak, jakby go nie było.
– jeśli chcę się przesiąść na któraś stronę dosiadu wyobrażam sobie, że nogą po wybranej stronie naciskam na pedał gazu w samochodzie. To pozwala lepiej dystrybuować równowagę bez krzywienia się, załamywania bioder czy miednicy.

Poprawny dosiad jest ekstremalnie ważny. To on robi nam „warsztat” jeździecki. Bez tego warsztatu, bez narzędzi nie możemy wpływać na konia, naprawiać go ani tym bardziej konstruować, tworzyć. Nawet najlepszy na świecie mechanik samochodowy bez warsztatu i narzędzi nie zdziała z podstawionym mu pojazdem nic, nie nadmucha nawet przebitej   opony 😉
Więc trenujmy tak, żeby nasz własny warsztat był bogato wyposażony we wszystkie niezbędne narzędzia. Potem już wszystko będzie z górki.

warsztat

10 comments

Skip to comment form

  1. Mgd

    Bardzo obrazowa odpowiedz na pytanie, dziękuje :) jutro przetestuje i mam nadzieje, ze duża cześć moich problemów się rozwiąże.

  2. K&G

    Quanta z nieba mi spadłaś z tymi dwoma postami! Mega jasno, czytelnie i obrazowo wyjaśnione 😀

    1. quanta

      Dzięki :) Ja się staram wszystko tłumaczyć tak, żebym sama mogła bez problemu i wątpliwości zrozumieć 😉

  3. Marta

    Po przeczytaniu tego posta przypomina mi się ile osób mi powiedziało „Przecież tylko siedzisz” albo „No przecież to wsiadasz i jedziesz.” Super, że mamy polskiego bloga gdzie można się dowiedzieć jak siedzieć dobrze, na co zwracać uwagę i jak ważne dla naszego jeździeckiego rozwoju jest to aby pamiętać o podstawach.
    Quanta pomyśl o książce! (Jak doba się wydłuży 😉 ) Myślę, że sprzedałaby się na pniu. Nie znam lepszych i bardziej trafiających do ludzi porównań niż Twoje.

    1. quanta

      Docelowo faktycznie to tak działa, to znaczy się tylko siedzi. Tylko, żeby tak zadziałało, to trzeba milion zmiennych ustawić w te właściwe parametry i to jest naprawdę ciężka praca!
      Zamiast książki bardziej by mi się marzyły szkoleniowe filmiki, ale to już z nowej stajni, zapowiada się tam parę ciekawych koni do oglądania 😉

  4. Dominika

    Mam duży problem z piruetami w stępie. Jak obejrzałam swój filmik, to robię w nich dokładnie to, co opisuesz. Łamię się w biodrach wypadając zupełnie na zewnętrzną stronę a przy okazji wyrzucam łydkę do tyłu (która nie działa- bo jest wesoło wyrzuona na koniec czapraka…). Po przeczytaniu Twojego posta na ostatniej jeździe głównie pilnowałam, żeby siedzieć prosto, równo po obudwu stronach i jest lepiej!
    Najtrudniej rozwinąć w sobie tą swiadomość, samokontrolę tego czy siedzi się równo, czy człowiek się krzywi. Cholernie żmłudna i trudna praca jeździć tak, żeby ta jazda wyglądała na zupełnie naturalną prostą płynną i swobodną :)

    1. quanta

      Bingo – ale na pocieszenie podpowiem Ci, że spadanie w piruetach na zewnątrz to nie do końca wyłącznie wina jeźdźca. Koń, niedostatecznie odpowiadając na łydkę stara się właśnie przesadzić jeźdźca na zewnątrz. Skoro nie działa nam łydka, to odruchowo ciśniemy nią zarzuconą na koniec czapraka (gdzie szanse jej działania są i tak żadne). Im więcej ciśniemy, tym więcej spadamy – i koło się zamyka. Ktoś je musi przełamać – albo jeździec, albo koń. Raczej z tej pary stawiałabym na jeźdźca 😉
      Im mniej takich kompromisów, prób zrobienia czegoś nieprawidłową drogą, tym więcej porozumienia pary i w efekcie jest o wiele łatwiej, coraz mniej ciężkiej pracy, żeby siedzieć swobodnie i zawsze pośrodku konia.

  5. Paulina

    dzień dobry,

    a ja chciałabym zapytać o łopatkę do wewnątrz- obciążamy bardziej wewnętrzną kość kulszową, czy zewnętrzną ? czy też przy tym elemencie nie należy myśleć o obciążaniu czegokolwiek ?

    1. Anna

      Przy łopatce do wewnątrz też nie ma czegoś takiego jak obciążanie którejś kości kulszowej, nadal należy siedzieć w równowadze i równomiernie rozkładać ciężar. Kiedy robię łopatkę cały czas myślę o tym, że wewnętrzna łydka jedzie do zewnętrznej ręki. Zewnętrzną ręką przyłożoną do szyi konia spycham łopatkę do środka i jadę tak jakbym chciała wyjechać na przekątną. Należy uważać żeby nie ciągnąć za wewnętrzna wodzę, to częsty błąd i kusi strasznie ale to psuje cale ćwiczenie.

      1. Paulina

        dziękuję za obszerne wyjaśnienie !

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *