«

»

sty 11

Best Sushi ever, czyli po ciemnej i po jasnej stronie mocy

We wtorek, po dwutygodniowej przerwie od ostatniej wizyty, odwiedziła nas Ola Szulc. Razem z Suszkiem zaliczyłam trening życia… Chodził naprawdę genialnie od paru dni i taka jazda była sprawdzianem jego dobrej pracy. Faktycznie, Su był naprawdę okrągły, przepuszczalny i zrelaksowany. Przynajmniej przez większość czasu, bo nie obyło się bez problemów z emocjami i trudną do kontrolowania energią. Suchy powinien chyba pić mniej paliwa rakietowego 😆 Jeśli ktokolwiek sądzi, że praca ujeżdżeniowa jest nudna, powinien wsiąść na moje konie 😉 Na Suchym czasem jeździ się tak:

over
Tak sobie myślę, że jak Suchy będzie kiedyś chodził na dwóch nogach, to uznam go za doskonale ujeżdżonego i posłusznego, bo na razie nie tylko chodzi na jednej, ale nawet na niej skacze 😈 Suchy bywa tak rogaty, że sam Belzebub mógłby mu czyścić buty 😈

IMG_1617 IMG_1618
Poszło oczywiście o piafy, ale od samego początku jazdy wiedziałam, że mamy mocno czające się napięcie: pierwsze zagalopowanie i Suszek piszczy i podskakuje małym barankiem. Myślę sobie – oho, będzie się działo 😉 Przyszło na halę kilku widzów, lonżował się kucyczek – to są dla Suchego bardzo podniecające bodźce, motywujące do pisków, galopad i wyskoków. Ale bodźce-nie bodźce, radzić sobie z nimi trzeba i pracować w takim zdestabilizowanym środowisku również trzeba umieć. Podskoki zostały ogarnięte, a Suchy zdecydował się ciutkę przykręcić kurka eksplozji, utrzymać emocje na wodzy i wykonać zadanie, o które został proszony z wielką klasą:
IMG_0994Ale podpiafowanie to jedno – w życiu jeszcze nie mieliśmy takiego galopu! Suchy zamienił się w kulkę, pomieścił i rozgościł w tej okrągłości i tak uniósł kłąb do góry, że już po samej rozgrzewce cały kark miał już konkretnie mokry. Sam chciał ciężko pracować i naprawdę był zadowolony z efektów, które udało mu się osiągnąć. Fantastyczna sprawa z koniem, który się tak stara – pozostało tylko chwalić, i chwalić, i chwalić, i jeszcze więcej chwalić – hahah, a gdzieś wyżej piałam, że ujeżdżenie ponoć nie jest nudne 😛

IMG_1117 IMG_0918 IMG_0998Galopowa kuleczka nie rozpadła mi się w ogóle w kłusie, mimo że świadomie starałam się tam psuć ile wlezie 😉 Na Suchym nie sztuka jechać szałowym krokiem naprzód choćby i pół godziny – sztuka to skrócić, dalej elegancko dodać i znowu osadzić do kłusa prawie w miejscu i małych kroczków, bawiąc się rytmem i tempem kłusa niczym suwakiem, który z łatwością można w dowolnej chwili przesunąć dowolnie w górę lub w dół – ale chyba jednak wreszcie rozszyfrowałam sposób na przejścia do dołu.

IMG_1500 IMG_1524
Bo może ten Suchy już wcale nie tak bardzo „nie chce” zwalniać czy się zatrzymywać? Może nie robi tego za wolno, za późno, za mało gorliwie dlatego, że nie respektuje pomocy, tylko że cały czas ciężko mu zrobić hamowanie silnikiem takich dużych chodów? Suchy jest przecież tak zbudowany, że nie da rady nigdy spadać na front. Może to parcie naprzód, na wodze, to nieokiełznane „go” to byłoby u innego konia właśnie pikowanie w dół? Można by to sprawdzić dbając o to, żeby koń nie opadał głową do dołu, ale co jeśli koń nadal niesie nos wysoko i co najwyżej wycofa go lekko w tył (w czym mu zresztą z uwagi na długą i łabędzią szyję najwygodniej)? Skoro nie głowa do góry, to spróbujmy przetestować… zad w dół. Poszukać w przejściu do stępa lub mocnym skróceniu w kłusie uczucia z podpiafowywania, kiedy zad mocno chowa się pod konia… No i bingo! Mamy to! Nagle okazuje się, że mogę z łatwością posadzić Susza z kraulującego kłusa lub ekspresyjnego pasażu do stój. Jeszcze czasem nieśmiało, jeszcze czasem z pomyłkami, ale nowy pomysł na hasło „wolniej” albo „w dół” zdecydowanie się koniowi podoba :)
IMG_1441 IMG_1443
Oczywiście Suszek nie byłby sobą, gdyby nie starał się być po drodze lepszym od najlepszych. Próbuję skrócić i dodaję zawisający po 30 centymetrów nad ziemią pasaż. – Top fura, rewelacyjny pasaż! – woła do nas trenerka. – Wiesz co, właściwie to ja chciałam zatrzymać! – odkrzykuję tłumiąc śmiech, bo zaraz popadam w głupawkę wyobrażając sobie, że jeśli Suchy miałby kiedykolwiek chodzić programy Grand Prix, to wystarczy, że jeździec wjedzie w szranki i zacznie realizować desperackie próby zatrzymania Suszarki, który to po drodze zrobi efektem ubocznym piafy, pasaże, ciągi, zmiany co tempo, aż w końcu da się wreszcie postawić do stój w X 😆
IMG_1476To, co w końcu zaczyna się również dziać po dorosłemu to próby otwarcia łopatki. Przednie nogi zaczynają wynosić się do przodu i prostować przed koniem. Rzadko kiedy konie mają naturalny talent zarówno do ekstremalnego zebrania, jak i efektownego poszerzenia. Suchy długo z wyciągniętymi chodami był na bakier. Jeśli koń ma taką trudność, to nie można się nią nigdy zrażać, tylko trzeba cierpliwie pracować. Widziałam wiele młodych koni ocenionych jako „nierokujące” do ujeżdżenia tylko dlatego, że ktoś je obejrzał w kłusie luzem czy na lonży i nie potrafiły one otworzyć wykroku. To naprawdę nie jest wyznacznik jakości ani możliwości konia, że w młodym wieku nie umie puścić łopatki. Czteroletni Suchy nie śmigał nawet kroku poszerzenia – od razu wbijał się w galop, a bardzo pilnowany do pozostawania w kłusie momentalnie tracił rytm – a nadal nie poszerzał ni w ząb. Teraz dopiero zaczyna pokazywać, na co go stać i myślę, że te dodania będą naprawdę bardzo dobre.
IMG_1538 IMG_1546 IMG_1548
Suchy wskakuje (dosłownie wskakuje) w Nowy Rok przebojem i nawet jego okresowo pojawiające się u niego reakcje łańcuchowe, eksplozje jądrowe, światowe zloty demonów i sabaty czarownic nie są w stanie naruszyć mojego zauroczenia tym koniem. Diabły będziemy egzorcyzmować, a anioły zapraszać gromadnie i częstować opłatkiem. Suszek ma w sobie moc i jeszcze będzie z niego niezły ujeżdżeniowy rycerz dżedaj 😉

IMG_0953

33 comments

Skip to comment form

  1. Jay

    Jaka z niego baletnica. Piruety na jednej nodze kręci 😉
    A tak poza tym to jest niesamowity. To jak sie rozwija jest super . Aż ci zazdroszczę że możesz na codzień obserwować jego przemianę

    1. quanta

      Na szczęście na nie tylko obserwować zmianę, ale w niej uczestniczyć i wręcz być jej katalizatorem. Po to warto się starać być jak najlepszym jeźdźcem :)

  2. Mustangowa

    Bądź co bądź chyba lepsze jednak wysiedzenie takiego skoku na jednej nodze niż kolejne limo do kolekcji ;-).

    1. quanta

      Zgadzam się, ale pewnie jeszcze niejedno limo od Susza przede mną 😉

  3. Moon

    Ujeżdżenie jest nudne, taaa 😛
    Śliiczny ma brzuszek od spodu, bardzo widowiskowo go pokazał, haha 😉

  4. Wigor

    Przerywasz grzywę? czy tylko podcinasz nożyczkami?

    1. quanta

      Mam mieszaną technikę, podstawa to degażówki i dalej zależy, czy koń ma cienki włos (to więcej nie ruszam), czy gruby – wtedy nadmiary kłaków przerywam.

      1. sumire

        Dałabyś kiedyś przy okazji radę nagrać filmik instruktażowy (chociaż na fragmencie grzywy)? Wielokrotnie próbowałam uzyskać taki efekt, również wg jakiejś Twojej starej instrukcji revoltowej instrukcji, i nadal nie wychodzi mi to, co bym chciała. Albo równo jak od linijki i grzywa leży kompletnie płasko, albo widać, że nożyczki były grane (degażówkami też próbowałam), albo potem przerywając do odpowiedniej gęstości przesadzę i wychodzi za krótko. Najlepiej wychodzi regularne, częste (co 2-3 tygodnie) przerywanie po trochu. Ogólnie zwykle jest ładnie, ale grzywy Twoich ogonów to ideał, do którego dążę. Niestety koń grzywę ma gęstą i z dość grubym, sztywnym włosem, co utrudnia zadanie. Do tego nie cierpi przerywania – a raczej mam wrażenie, że tapirowania przy przerywaniu, bo się wkurza przy tej czynności, jak przestanę i odczekam, to samo wyrwanie włosów nie wywołuje takiej reakcji. Najbardziej nie znosi przerywania na szczotkę, przy tym rozwiązaniu się robi bardzo niemiły (zwłaszcza, gdy robi to ktoś obcy i „szybko”, tzn. w normalnym tempie). Tapirowanie grzebykiem już jest łatwiejsze do zniesienia, a najlepiej znosi przerywanie samymi rękoma – i spokojnie można wyrywać większe pasma, tylko… nie mam na to wystarczająco siły, a wyrywanie po kilkanaście włosów zajmuje mnóstwo czasu. Więc tak przerywam na raty i często, i wciąż szukam metody idealnej… Solo-nożyk się nie sprawdził, nie do końca podobał mi się efekt (też przy prostej szyi „od linijki”) i musiałam poprawić przerywaniem. Niestety grzywy koni znajomej, które zdarza mi się przerywać, też są buszem… Mam wrażenie, że te cieńsze zdecydowanie łatwiej ogarnąć.

        1. quanta

          Jak mi coś zarośnie i dorwę kogoś z telefonem, to spróbuję nagrać film :)

  5. rybka

    Patrząc na te wyskoki na jednej nodze jest mi równocześnie zimno i gorąco…. i najchętniej na wszelki wypadek mam ochotę Ci doczepić spadochron, albo włożyć Ci kombinezon ludzika Michelin.

    1. quanta

      Ja sobie też, ale ogólnie przywykłam, bo Susz potrafił zaserwować jelenie skoki od dziecka – tyle, że kiedyś to robił po prostu na nabranie kontaktu na wodzy (ograniczasz moją wolność paskudo, ja się tak łatwo nie poddam i wolę nie być ujarzmiony!!), a teraz tylko w momentach, kiedy naprawdę dzieje się too much i następuje overload (nie zdążyłem jeszcze ochłonąć na dotykanie mnie łydką, a Ty już chcesz piafować??!). Widzę w nim pewną tendencję do łagodności, więc pozostaje żyć z jego energią i temperamentem, a w międzyczasie dalej robić swoje.

      1. czesiu

        Rudzielec… no nie mogę się napatrzeć, jego naturalnie obniżony zad – coś pięknego. Widziałam go na klinice z E. Butler, jak na boczku jeździła na nim pani I.J – to był on ? :) jeżeli tak to przez niego zamarzyłam o swoim latającym baloniku – no i teraz mam balonik, ale jeszcze na zbyt długim sznurku 😉 a wszystko to przez Twojego Sucharka! Przy okazji pociągne temat jelonków i innych podsków (na dwóch lub nawet 1 nodze;) u takiego młodziaka wynikajacych z nadmiaru emocji oraz nie do końca pogodzenia sie z życiem 😉 Czy też te problem rozwiazywałaś wyjechaniem konia na spokojnie do przodu i dalej robienie swoje… i tak cały czas przy tego typu zachowaniach ? Czy można coś jeszcze zrobić?

  6. Anne

    Muszę przyznać, że Susz to najpiękniejszy koń ujeżdżeniowy jakiego widziałam (w skokowych króluje Halifax Van De Heffinck). Momentalnie chwyta za oko i zachwyca!

    1. quanta

      Bardzo dziękujemy, miło o nim słyszeć takie słowa :) Zrobię wszystko, żeby ten koń kwitł – zakochałam się w nim, jak był brzydalem i miał trzy latka, więc jestem teraz naprawdę szczęśliwa, że wyrósł z niego taki wspaniały koń :) A to nie jest koniec zmiany, Susz dopiero niedawno włączył do użytku prawdziwie swoją szyję, więc za pół roku będzie miał jeszcze inną sylwetkę.

  7. Alex

    Witaj. Już jakiś czas czytam Twojego bloga. Jest tutaj wiele interesujących wpisów z życia i nie tylko, a jak wiadomo u koni nie da się działać schematycznie. :p
    Ale… zawsze jest jakieś ‚ale’. Czytam kilka Twoich notek związanych z młodymi końmi. Niestety nie wszędzie można przeczytać cokolwiek na ten temat, a nasza wiedza sprowadza się przede wszystkim do praktyki, którą nie każdy ma możliwość ‚wypróbowania’.
    Zawsze mnie to interesowało i chciałabym poruszyć temat/metod/sposobów zjeżdżania młodych koni tu u nas w Polsce a ‚na zachodzie’. Porównanie wieku zajeżdżania, ewentualnych problemów. Jak to się dzieje, że np w Niemczech 3-latki machają nogami za uszy (pomijam kwestie dobrych genów). Ogólną mentalność i dlaczego jest tak inaczej :)
    Zdaje sobie sprawę, że to jest dosyć szeroki temat i równie dobrze można na pisać o tym księgę, a dalej to będzie niewyczerpane zagadnienie.
    Jeżeli oczywiście będziesz miała czas i ochotę, bardzo byłabym wdzięczna (i może nie tylko ja 😉 ) na takie ogólne vademecum.
    Pozdrawiam Cię i czytelników serdecznie, Alex

    1. quanta

      Wszystko zależy, jak na to spojrzeć. Są w Polsce ośrodki treningowe, gdzie praca z młodymi końmi przebiega naprawdę z najlepszymi standardami, a przygotowane w nich konie mogą się pokazywać na zachodnich czworobokach bez najmniejszej ujmy. A z drugiej strony nie jest tak, że na zachodzie to tylko cud, miód i orzeszki. Tam dla odmiany jest dużo stajni handlowych, gdzie koń ma być jak najszybciej przygotowany do efektownego pokazania klientowi. W zasadzie byle by machał nogami, a na ile mu tego machania starczy zdrowia, to już się dopiero jego nabywca zdąży przekonać.
      Same konie owszem, są inne, bo niemieckie, duńskie i holenderskie rasy to konie krzyżowane z zamysłem pozyskiwania od nich jak najlepszego jakościowo potomstwa o bardzo dobrych, o ile nie wybitnych cechach użytkowych. Ich hodowca chce zarobić i jeśli tylko dostarczy klientom „produkt” z najwyższej półki, to cóż – górne ceny za konie ujeżdżeniowe praktycznie nie istnieją. Znany mi akurat 6-latek został kilka dni temu zoafertowany w Niemczech za… ponad 1,3 miliona złotych.
      Tymczasem poza nielicznymi hodowlami w Polsce, które mają jako-taki plan, to rodzima hodowla opiera się na sytuacji „w sumie to mam klacz i rzucę na nią jakiegoś ogiera, byle tanio”. Tak się nie tworzy niestety czempionów.
      Ale też co do machania nogami u trzylatków, to bym się tym aż tak bardzo nie afektowała. Machają konie, krótko po zajeżdżeniu, kiedy to za ruch odpowiada mieszanka podniecenia, napięcia i potrzeba pracy na pełen regulator, żeby przenieść jeźdźca. Potem koń się wycisza, rozluźnia i łapie równowagę i zaczyna chodzić przez nóżkę. Rozsądny jeździec na tym zbuduje bazę do dalszej pracy i z czasem ten efektowny ruch odzyska, tylko już na prawidłowym fundamencie. Oczywiście są konie, które są naprawdę wybitne i ruszają się w sposób bliski perfekcji z samej swojej natury. Takie konie lubi sobie kolekcjonować na przykład pan Helgstand – ale to jest naprawdę nieliczna elita:

      Plus oczywiście samo machanie nogami nie robi konia ujeżdżeniowego 😉 Wręcz przeciwnie – to praca i planowy i przemyślany trening pozwoli wydobyć diament z bryłki węgla.
      O pracy z młodymi koń bardzo dużo opowiadała na swoich klinikach Charlotte Dujardin:

      http://quantanamera.com/charlotte-dujardin-o-mlodych-koniach-czesc-i-wybor-konia-i-plan-pracy/
      http://quantanamera.com/charlotte-dujardin-o-mlodych-koniach-czesc-ii-praca-z-4-5-i-6-latkami/

      1. Alex

        Dziękuję Ci bardzo. Oczywiście, tak jak mówisz: że „samo machanie nogami nie robi konia ujeżdżeniowego” – jak najbardziej się z tym zgadzam. Bo równie dobrze może być koń dobry, lub przeciętny w swojej klasie, który pewnemu pewnego dnia zapali się lampka i załapie ‚o co tak naprawdę z tym chodzi’ – nie wliczając w to ciężkiej pracy :)
        Gównie mi chodziło o to ‚dlaczego?’ jest inaczej i taką odpowiedź od Ciebie uzyskałam :)
        To niesamowite, że są na świecie jeszcze ludzie, którzy potrafią coś przekazać bez usłyszenia „Przecież to już powinnaś wiedzieć…” – a spotkałam się z takimi przypadkami osobiście :)
        Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję. Będę śledzić na bieżąco Twojego bloga.
        Pozdrawiam Cię serdecznie, Alex 😉

  8. Moona

    Jak pracujesz z końmi, które trudno się skupiają na pracy? Takimi, co to je interesuje wszystko dookoła do tego stopnia, że potrafią ignorować człowieka? W jaki sposób starasz się je zainteresować pracą w fazie rozprężenia? I co robisz, jak już taki delikwent odpłynął całkiem myślami?

    1. quanta

      Ha, zupełnie jakbyś opisała mi Alpinusa 😆
      Uwagę Alpiego dostaje się na trzy sekundy, potem od razu zabiera ją „coś”, z reguły otchłań 😉
      Rozprężenie nie oznacza bynajmniej tego, że robimy sobie kilometry jeżdżąc po prostych i nie tykając się konia, bo on się właśnie rozpręża. Takiego dalekiego myślami konia od razu zajmuję zadaniami. Po pierwsze – rysunek, czyli zamiast jechać ku zachodowi słońca wijemy, kręcimy, zmieniamy ustawienia na serpentynach, a w te serpentyny wkładamy jeszcze w różnych miejscach wolty. Jak się nie wie, w którą stronę trzeba będzie pokłusować za chwilę to zdecydowanie trzeba zacząć myśleć o trasie 😉 Po drugie – zgięcie, jazda wokół łydki od samego początku, wyrzucanie zadu na zewnątrz na kole, potem na wolcie, ustępowanie od łydki (to świetne ćwiczenie rozluźniające): jak się nie wie, gdzie przyjdzie postawić nogi, to się zaczyna myśleć o stawaniu nóg, a nie niebieskich migdałach. Po trzecie – przejścia, i to nie tylko pomiędzy chodami, ale i w samych chodach, upierdliwie często, nawet co kilka kroków. Szybciej – wolniej, duże kroki – małe kroki, kłus – stęp, galop – kłus – to wszystko jest jak najbardziej elementem rozgrzewki. Jak się nie wie, co za chwilę jeździec zechce, to się zaczyna myśleć o pomocach, a nie o tym, czy otchłań dziś gęstsza z prawej, czy lewej strony.
      I niestety jeździec musi się zaopatrzyć w tonę cierpliwości i pić melisę przed jazdą, bo te wszystkie zadanie trzeba powtórzyć dziesiątki / setki / tysiące razy, a koń, zależnie od tego, jak bardzo jest plastyczny, będzie się nam poprawiał po centymetrze, albo po milimetrze. Skwarkowi to zajęło trzy lata, zanim w miarę normalnie i przyjemnie można go było rozprężać. Alpiemu pewnie zajmie trzydzieści 😉

      1. Moona

        Dzięki!
        Napisałam o rozprężeniu, bo to wtedy konia najbardziej nie ma, a im bardziej się rozluźni, tym bardziej sam zaczyna się skupiać.
        Chyba trzeba zacząć od siebie, żeby sobie na trwałe wbić do głowy, że jak koń się zapatrzył i napiął, to wtedy tym bardziej go prosić o gimnastykę zamiast czekać na cud. A potem już stosować wszystko to, o czym napisałaś :)

        1. gllosia

          Chciałam zadać to samo pytanie :) Jeżdże teraz codziennie konia, który uwielbia być zainteresowany wszystkim tylko nie pracą, szuka byle pretekstu do wygłupów i oczywiście zawsze coś się znajdzie – czy do doskok od wielkiej strasznej kupy czy stanięcie dęba, bo ktoś stanął w drzwiach, a zawsze największa jest frajda jak nie daj Boże ktoś chce poskakać w tym samym czasie, co ja próbuje jeździć – cóż za euforia! Natomiast dziś wpadłam na to, o czym właśnie w komentarzu napisała Quanta – czyli, żeby konia zająć i to od początku. Ja do tej pory popełniałam ten błąd, że pierwsze 20 minut stępowałam, luźna wodza, wszystko luźne i tak ja błądziłam myślami gdzie indziej, a koń gdzie indziej.. Potem gdy zaczynałam kłus, to konia w ogóle nie miałam ze sobą.. Ignorował polecenia, nie chciał wejść na kontakt, tylko cały czas był w swoim świecie. No i pojawiała się trudność, bo jak np. konia rozluźnić i wykonać jakieś ćwiczenie jak on w ogóle nie reaguje? Trudno było nie stracić cierpliwość.. Dziś pierwszy raz zaczęłam jeździć już od samego początku i od razu była różnica! Gdy zajęłam konia łopatkami, prosiłam o dokładnie wygięcie w każdym narożniku itp, to nawet pierwsze kroki kłusa były jako tako przyjemne, a przede wszystkim miałam konia pod kontrolą i na kontakcie :) Ale cieszę się na tą odpowiedź Quanty, bo przynajmniej upewniłam się, że poszłam w dobrym kierunku 😀

  9. Natalia

    On jest niesamowity! Pamiętam, że na początku był taki suchutki i niepozorny, a teraz to jest rakieta atomowa! 😀
    p.s. Bardzo dziękuję za genialny kubek i smakołyki – mój Rudy oszalał na punkcie muffinów 😀

    1. sumire

      A moje jeszcze nie doszły, mam ostatnio chyba jakiegoś mega pecha do kurierów i przesyłek. :(

      1. quanta

        Wszystko wysłane w tym samym terminie, więc jeśli w najbliższych dniach nic się nie pojawi, to dawaj cynk 😉

        1. sumire

          Będę się w razie czego kontaktować. 😉 Po prostu u mnie ostatnio jak nie urok, to przemarsz wojsk z tymi paczkami, a to kurier da się podpisać sąsiadowi i zostawi paczkę (z soczewkami, przy temperaturze -8) na parapecie okiennym, nie informując mnie o tym w żaden sposób, a to paczka uszkodzona i zaginiona, a dziś np. odkręcałam źle wpisany przez nadawcę numer domu (na szczęście się zorientowałam, zanim kurier dojechał)… A to wszystko w ciągu niecałego miesiąca. Normalnie jakieś fatum! Więc znając moje szczęście jeśli kurier sam zje te muffinki po drodze, to to nie będzie najbardziej niespodziewana wersja wydarzeń – bardziej zaskoczona będę, jak je dowiezie bez większych przygód. 😆

  10. Nayantara

    Suchy zdecydowanie już dawno przestał być suchy. I coby nie mówić, chłopak się stara, ale naprawdę bardzo dużo w tym Twojej zasługi – pomogłaś mu zmienić się z brzydkiego kaczątka w pięknego łabędzia. Twoje podejście do pracy z końmi powinno ujrzeć szersze światło dzienne, żeby ta filozofia słuchania koni i ich biologicznego rytmu nie zginęła pod napływem „byle szybciej, byle wyżej machał nogami”… Chciałabym kiedyś mieć chociaż połowę wiedzy i umiejętności jakie Ty posiadasz 😀
    No i czekam na efekty pracy z włączoną do użytku prawdziwie szyją!

    1. quanta

      Umiejętności i wiedzę może mieć każdy, to na szczęście nie jest wiedza tajemna :) Trzeba znaleźć odpowiedniego przewodnika do nauki i starać się, myśleć i mieć motywację do pokonywania własnych słabości – a jak się kocha te zwierzaki, to motywacji nie brak :)

  11. Patka hm

    Jak on się rozwinął! Po prostu rozkwitł ♥
    Cudownie się patrzy na te zdjęcia i przyjemnie czyta się o postępach :) Życzę dalszej tak owocnej współpracy z Suchym i rudą bandą 😉

    1. quanta

      Wszystkie się zmieniają, tylko panienka Fugu jest jeszcze rok młodsza, niż chłopaki, a treningowo na poziomie zaawansowanego czterolatka, więc na jej dorosłość będzie trzeba jeszcze trochę poczekać. Alpi za to traci połowę treningu (ale już coraz bardziej „mniejszą połowę”) na walkę z otchłanią i wciąż jeszcze za mało w jego pracy prawdy, a za dużo poszukiwań i napięcia. Wychodzi na to, że do pracy jest jednak łatwiejsza totalnie wybuchowa głowa niż taka, gdzie koń żyje na co dzień ze stresem i stąd ma do tego stresu duży dystans – ale Alpusowi też jestem winna jakieś podsumowanie tego, jak się zmienia. Cebuli zresztą też.

  12. ST

    Dobra, po pięciu dniach pozbierałam szczękę z podłogi i czuję się zobowiązana, żeby dać jakiś feedback, bo to, co oglądam i czytam tutaj, wywala mi oczy z orbit, a do tego mega motywuje do pracy z koniem. Quanta, dziękuję! A Such to mistrzostwo świata.

    1. quanta

      Wrzucę jeszcze na bloga zestawienie Suchego 3,5-6,5 roku, bo właśnie mijają trzy lata, od kiedy regularnie na niego siadam (no i w tym roku jeszcze nie spadłam!) 😆 Każdego konia można pracą uczynić pięknym, a jak po drodze jeszcze koń w sobie odkrywa talent i pasję do pracy, to nic już więcej nie trzeba. Top fury nie trzeba kupować – można spróbować ją sobie zrobić :)

  13. Malwina

    Powinnaś pomyśleć nad karierą cyrkową Suchego – koni tańczących na jednej nodze świat jeszcze nie widział :D. A tak zupełnie na poważnie – prezentujecie się świetnie. Nic tylko Was podziwiać :).

    1. quanta

      Podziwiać będzie można, jeśli ten rogaty temperament pozostanie pod kontrolą i stale we współpracy z wolą jeźdźca. Na razie to jest wciąż za duża sinusoida: od stanu genialnie od katastrofy 😯

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *