«

»

paź 23

Balagur – droga po medale

Przedstawiam sylwetkę konia, którego życiorys mógłby być materiałem na pasjonujący film.

b1

W zasadzie nic nie wskazywało, żeby siwy wałach o imieniu Balagur miał zostać uczestnikiem olimpiady. Bynajmniej nie miał „sportowego” pochodzenia (ba! w zasadzie nawet pod znakiem zapytania stoi to, czy miał być w ogóle koniem wierzchowym), ani też przez znaczną część swojego życia nie ujawniał żadnych specjalnych talentów. Nie był nawet szczególnie łatwy w pracy czy jezdny, zaś trening rozpoczął dopiero jako 12-latek, a więc w wieku, kiedy jego konkurenci osiągnęli już swoją szczytową formę.
Mimo tych przeciwności losu Balagur w 2008 zdobył trzecie miejsce w konkursie Grand Prix podczas CDIO Achen, a na olimpiadzie w Hong Kongu – był piąty.

Żeby szczególnie docenić fenomen siwego, trzeba spojrzeć na Balagura przez pryzmat jego rasy. Balagur jest bowiem przedstawicielem kłusaków orłowskich, rasy koni wyhodowanych w XVIII wieku w Rosji. Mimo, że kłusaki są wszechstronne, ich głównym zadaniem były zaprzęgi – czy to efektowne czwórki, czy wyścigi w sulkach. Kłusaki miał przede wszystkim szybko kłusować, a zatem nie marnować energii na fazę zawieszenia w kłusie, ani tym bardziej nie mieć ochoty na przechodzenie z kłusa w galop. Nie są to cechy, które mogłyby w jakikolwiek sposób pasować do pracy ujeżdżeniowej…

b2Balagur jako trzylatek zgodnie ze swoim przeznaczeniem trafił na tor. Udało mu się wprawdzie wygrać dwa wyścigi, ale był raczej powolny i nie miał ochoty się ścigać. Został zatem szybko z toru brakowany i odsprzedany do… oddziału policji konnej. Czas Balagurowi mijał na patrolowaniu ulic, parków, zabezpieczaniu imprez sportowych czy miejskich festynów. W sezonie zimowym konie były ruszane na hali i podczas jednego z treningów siwego wałacha zauważyła Alexandra Korelova, która wraz ze swoimi ujeżdżeniowymi końmi korzystała z tej samej hali. Balagur nie zachwycił swojej przyszłej właścicielki, ale uznała ona, że „miły konik” uczony prostych elementów ujeżdżeniowych wykazuje dużą gorliwość i z przyjemnością wykonuje ćwiczenia. I tak płynęły sobie kolejne lata…
Wydawało by się, że do uczestnictwa w Olimpiadzie Bałagurowi było również daleko, co do nauki gry w szachy na przykład 😉 O wszystkim zadecydował przypadek, a właściwie dwa przypadki. Klub jeździecki w Nowogrodzie Niżnym zorganizował zawody ujeżdżeniowe, na które dla jeźdźców z klubu zabrakło koni. Na te zawody wypożyczono zatem Balagura, który startował pod kilkoma zawodnikami. Zawody sędziowała Elena Petushkova (złota medalistka olimpijska), która zwróciła uwagę właścicielowi klubu na duży potencjał siwego wałacha. Może warto byłoby sprawdzić konia w treningu wyższych klas ujeżdżeniowych? Do realizacji tego pomysłu nikt się jednak nie kwapił i znowu dopiero kilka lat później, kiedy podstawowemu koniowi Grand Prix trenowanemu przez Alexandrę Korelovą przytrafiła się kontuzja, właściciel klubu przypomniał sobie o rekomendacji sędziny. Sama Alexandra czuła się mocno zakłopotana, no bo jakże to, kłusaka na czworoboki? Nikt dotąd tego nie robił… Czy w ogóle warto inwestować czas, masę pracy i oczywiście pieniędzy w trening tego konia? Alexandra nagrała film z siwym i wysłała do swojego mentora, Georga Theodorescu. Kiedy tylko film dotarł na miejsce, otrzymała natychmiastową odpowiedź: „Przyjeżdżaj z koniem do mnie, on jest ogromną indywidualnością i będziemy z nim trenować.”
Trzy tygodnie później Balagur i Alexandra przeprowadzili się wspólnie do Niemiec :)
Nowy trener przypadł do gustu drobnemu siwkowi i wkrótce stworzyli wspaniałą, uzupełniającą się parę. Balagur uwielbiał być chwalony i zdawało się, że nie było rzeczy, której nie zrobiłby dla Georga. Tę przyjaźń przerwała niestety śmierć trenera. Z Bałagurem zaczęła pracować córka Georgea – Monica.

Siedem miesięcy po przyjeździe do Niemiec, policyjno-rekreacyjny Bałagur był już koniem Grand Prix.
Miał 12 lat i dopiero zaczynał karierę sportową. Był jednak tak świetnego zdrowia, że nawet jako 18-19-latek pozostawał w doskonałej formie.

Ceniła go publiczność (nazywany bywał „różowym koniem”, miał swój fanklub na każdych zawodach, a po przejazdach zdobywał owacje na stojąco), cenili go również sędziowie, mimo, że nigdy nie olśniewał fantastycznym ruchem. Brakowało mu fazy zawieszenia, efektownych dodań w kłusie, za to doskonale piafował (nawet na 10tki!), robił świetne przejścia z piafu do pasażu, niezłe piruety w galopie i przede wszystkim zachwycał swoim entuzjazmem, gorliwością i chęcią do rywalizacji w zawodach.

Alexandra Korelova bardzo dobrze wspomina Bałagura, mimo, że był dość wymagający i warunkiem współpracy było zdobycie zaufania konia. Sam siwy miewał także czasem ciekawe pomysły (potrafił na przykład ponosić kłusem wyciągniętym, albo też zatrzymać się na środku czworoboku i odmówić ruchu naprzód). Mimo, że Alexandra początkowo była nie tylko pełna obaw, ale również wstydziła się pracy ujeżdżeniowej z koniem tak specyficznej rasy, udało się już jej doprowadzić dwa kolejne kłusaki orłowskie do poziomu GP. Jak mawia dzisiaj: „Dobry koń nie ma ani maści, ani rasy.”

A Siwy? Ma się doskonale, od czterech lat spędzając czas na emeryturze – na łąkach i lekko pracując pod siodłem w stajni Moniki Teodorescu. Z pewnością ma o czym opowiadać innym koniom!

b3

12 comments

Skip to comment form

  1. Dominika

    Może u nas też się kiedyś zmieni podejście do wieku koni pod tytułem „eeee dwunastolatek to już taki stary, że tylko mu kupić paszę dla seniora i puścić na łąki” 😉

    1. quanta

      To raz, a dwa, ile takich Balagurów musi być pochowanych po naszych stajniach czy stajenkach… Prawda? W siwego naprawdę nie wierzył nikt. Tak mało brakowało, a pewnie do dzisiaj pracowałby wożąc w zastępie klientów szkółki…

      1. Dominika

        Jak najbardziej. Niestety czasem odnoszę wrażenie, że ludzie większą wagę przywiązują do papieru niż do samego konia. On ma taaaaki papier, to musi być super. Natomiast konie, czasem z gorszym papierem, ale całkiem fajnym ruchem, dobrą głową i wdzięcznością do pracy traktują jak przysłowiowe przyrodnie rodzeństwo. Poza tym jeździectwo robi się modne i ekskluzywne, a to przecież obciach pracować z koniem, który niekoniecznie od razu jest pięknym łabędziem. Oby więcej takich historii się zdarzało, bo są zdecydowanie budujące:)

        1. Lola

          Kurcze, mamy w stajni 2 konie z super ruchem. Jeden – 5 letni ogier, który tylko stoi w boksie i wychodzi na noc na padok, trochę zdziczały, ale jednak mega przyjazny i spokojny. Drugi konik – 4 letnia kobyłka, ale z tej to może jeszcze coś będzie, bo zaczyna pracę pod siodłem. Choć potrzebowałaby porządnego trenera, bo pod aktualnym jeźdźcem nie wróżę wielkiej kariery sportowca. Nic, muszę się uczyć i jeszcze raz uczyć, i może kiedyś jakiegoś konia gdzieś tam zaprezentuję… ale to raczej oooodległaaaa przyszłość.

  2. Natalia

    Fascynujące! :-) Gdyby nie Ty, pewnie nigdy bym się o nim nie dowiedziała.

  3. Cookie

    Super! Ta historia napawa optymizmem. Oby więcej takiego łamania stereotypów. Dla mnie jest to nie tylko historia konia, który dokonał czegoś, czego nikt by się po nim nie spodziewał, ani konia, którego rozwój jako wierzchowca rozpoczął się o wiele później niż powinien, ale przede wszystkim jest to koń, który po dwunastu latach zaczął czuć prawdziwą radość z pracy z człowiekiem. I tego życzę każdej parze jeździec- koń :)

  4. Joanna

    Świetna historia! Powinna być szeroko upowszechniona , coby nasi mistrzowie nie traktowali 12letniego konia jak emeryta…
    No i ja osobiście sie pocieszyłam – mam wałacha, który przez całe swoje ośmioletnie życie pod siodłem chodził tylko ostatni rok (i to nie systematycznie), a ja zaczęłam z nim pracowac dopiero 3 m-ce temu – i nie jest nam z tym źle…

  5. Lizzy

    Ależ on jest cudowny! Zawsze mi się podobał *.*

    1. quanta

      Różowy koń! =)

  6. Marta

    Aż mi się łezka w oku zakręciła :) Świetna historia!

  7. Gabriela

    Mam ukochanego konia, który aktualnie pracuje w szkółce rekreacyjnej. Za rok chciałabym go kupić i zacząć pracę ujeżdżeniową. Za rok będzie miał 9 lat. Wydawało mi się, że to trochę za późno na zaczynanie pracy uje, zwłaszcza, że pracuje w rekreacji. Ale po tym artykule zaczęłam naprawdę wierzyć, że to możliwe! Tego mi było trzeba :]

    1. Gabriela

      Jeszcze dodam, że jest lipicanem, i czasami na lekcjach, jak ktoś ćwiczy kłus wyciągnięty, to widać, że ładnie nogami pracuje. Może to kilka kroków, ale ja wiem, że on potrafi 😀

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *