«

»

gru 08

Bajka o napięciu (trochę obrazkowa)

Znacie bajkę o napięciu?
Na pięciu napadło dziesięciu 😆

Kiedy byłam małą Quantą, takie żarty z grą słów chyba szczyt swojej popularności. Sypałam nimi jak z rękawa, w tym moją ulubioną o… ananasie, albo tekturze 😆

No nic, spoważniejmy. Ostatnio pojawiła się w komentarzach na blogu ciekawa kwestia dotycząca napięcia mięśniowego u jeźdźców. To jest w zasadzie odwiecznie wątpliwa kwestia: mówią, że napięcie ma być! Albo mówią: rozluźnij się! Mówią: rozciągnij się w siodle, poczuj swoje mięśnie brzucha, obejmij konia udami i stwórz impuls – a tego nie da się przecież zrobić będąc miękkim jak galaretka. Ale mówią też: nie zakleszczaj się, nie ciśnij, nieć zupełnie luźne ręce, puszczone w dół ramiona, poczuj miękkość i elastyczność. Tego dla odmiany nie da się zrobić mając ponapinane mięśnie…
Zatem albo zwariować, albo… znaleźć właściwe napięcie.

Zacznijmy po kolei.
Bardzo niewielu kandydatów na jeźdźców na naturalne, właściwe napięcie mięśniowe. Większość z nas reprezentuje dwa skrajne typy.
Wariant pierwszy to człowiek-dżdżownica. Osoba o naturalnie niskim napięciu mięśniowym, na koniu czująca się (i wyglądająca) jak wierzbowa witka wystawiona na podmuchy huraganu. Siła i skuteczność użycia pomocy na poziomie rozgotowanego makaronu. Jeździec jest wiotki i przeważnie często słabnie na koniu, gdy przyjdzie mu raz jeden użyć łydki 😉
Człowiek dżdżownica jeździ łagodnie i ma przeważnie nawet niezłą równowagę, ale bardzo nie lubi patrzeć na siebie w siodle.
dzdzownica

Druga wersja to człowiek-beton. Przy nim nawet żołnierz na defiladzie będzie nawet bardziej luźny 😉 Mięśnie z kamienia, trzymane, pozaciskane, a kiedy zsiądziemy z konia często bolesne. Spięte ramiona, zakleszczone na koniu nogi, czasem aż do bólu wykręcony nadgarstek… Brak elastyczności (spróbujcie napiąć wszystkie mięśnie, a potem zatańczyć sambę…) i często mocne, pozbawione wyczucia i finezji użycie pomocy („Przecież nic nie trzymam i nie ciągnę!” kiedy wodza aż trzeszczy, „Wcale go nie kopię!” w anglezowanym kłusie, gdy przy każdym siadaniu w siodło nogi jeźdźca walą w końskie boki jak w bęben). Dużo z usztywnień i napięć jeźdźcy robią sobie sami – z braku równowagi, albo strachu we własnej głowie (przed prędkością, przed brakiem kontroli, przed brakiem własnych umiejętności).
beton

Żeby jeszcze było ciekawiej, naturalnie może występować jeszcze typ mieszany (i tu wstaję sama od komputera, kłaniam się wszystkim) 😉 Tułów-dżdżownica, ręce-beton. Dżdżownicowa lewa noga, betonowa prawa… Betonowa lewa łapa. Bardzo, bardzo często spotykam jeźdźców, którzy są dżdżownicą w kłusie, ale betonem w galopie, co z reguły wynika raz z bariery psychologicznej przed tym „strasznym” chodem, a dwa – brakiem równowagi jeźdźca.

Jak to naprawić?

Teoretycznie to proste. Człowiek-dżdżownica potrzebuje więcej napięcia w swoim ciele, a człowiek-beton – mniej. Szkopuł jednak w tym, że instynktownie poszukujemy poprawy w osiągnięciu drugiego końca skali naszego problemu. Czyli człowiek-dżdżownica, słysząc, że ma poczuć w swoim ciele napięcie, próbuje stać się człowiekiem-betonem. Człowiek-beton, na hasło: rozluźnij się – stara się zamienić w dżdżownicę. Obydwaj nie tylko czują się nieswojo i dziwacznie, ale w dodatku skupiają się na uzyskaniu efektu, który będzie nieprawidłowy i nieskuteczny. Niestety przerzucenie się z zakresu „źle” na inny zakres „źle” nie sprawi, że w magiczny sposób zrobi się w sam raz.

skala-copy

Tak naprawdę człowiek-dżdżownica i człowiek-beton powinni spotkać się pośrodku. To „pośrodku” to jest właśnie równowaga pomiędzy luzem i zakleszczeniem, a lokalizacja tego uczucia będzie zależała indywidualnie na skali wyrysowanej dla każdego jeźdźca. Zawsze jest ten jeden, właściwy punkt, w którym wszystko działa. Analogicznie jak na wadze z szalkami, które można zrównoważyć tylko w jednym, dokładnym balansie odważników. Jeśli z jednej strony ułożymy kilogram, a z drugiej 1,0005kg, to ramiona wagi nie ustawią się równo. Taka sama równowaga, idealnie wyważone proporcje działają w jeździectwie. Zresztą nie tylko w kwestii napięcia mięśniowego – tak samo wyważone musi być utrzymywanie kontaktu, działanie zewnętrzną wodzą, użycie łydki. Jeśli coś nie działa, to dlatego, że nie mamy zrównoważonych szalek wagi. Robimy coś albo za mocno, albo za słabo. Albo za dużo – albo za mało.

Jak znaleźć właściwe napięcie?

Podpowiem Wam, co pomogło mi (i paru moim podopiecznym) znaleźć złoty środek odnośnie tego, jakiego napięcia mięśniowego mamy używać. W trzech prostych krokach 😉

1. Po pierwsze, nie myśl o napięciu. Myśl o pozytywnej energii. Myśl o gotowości do działania, ale bez samego działania. Zaraz podpowiem Ci, jak to wszystko poczuć.

2. Teraz użyj wyobraźni.
Wyobraź sobie, że jesteś artystą, wybitnym i olśniewającym wszystkich tancerzem. Baletnicą, jakiej nigdy dotąd nie nosiły deski żadnej jeszcze sceny. Taniec to Twoje życie, i naprawdę tańczysz perfekcyjnie, jakby nie istniała grawitacja czy prawa fizyki. Ludzie Cię kochają, uwielbiają patrzeć, jak tańczysz. Wzruszają się, czasem płaczą ze szczęścia, są zachwyceni. Oni wszyscy są tu dla Ciebie, a Ty wiesz, że w niczym ich nie zawiedziesz. Uwielbiasz tworzyć i rozdawać takie szczęście, a dziś jest Twój najważniejszy występ. Słyszysz już pełen entuzjazmu tłum, słyszysz ostatnie chwile strojenia instrumentów orkiestry. Zaraz nadejdzie ta chwila. Twoje serce bije miarowo i spokojnie, bierzesz głęboki oddech i z podniesioną głową, tanecznym krokiem wchodzisz na scenę. Wszyscy widzowie podnoszą dłonie nad głowę i rozlega się fala potężnych oklasków. Zostały ostatnie sekundy, zanim rozpocznie się show, a Ty idziesz dalej dumnie, radośnie, czując entuzjazm, pewność siebie i szczęście. Masz wrażenie, że Twoje stopy już się uniosły nad ziemię. Czujesz całe swoje ciało gotowe do tego, żeby za chwilę, za moment, dać najlepsze show na świecie.

bd0

Stop. Mamy to 😉 Jeśli czytając ten akapit udało Ci się poczuć w sobie gotowość do tego, że wszystko jest możliwie – to to jest właśnie ta potrzeba ilość napięcia mięśniowego. Nie więcej, nie mniej.

3. Użyj wyobraźni jeszcze raz, żeby nauczyć swoje ciało właściwego uczucia.
Wyłącz na chwilę monitor, zamknij drzwi od pokoju, przegoń potencjalnych gapiów z rodziny, którzy niekoniecznie muszą zrozumieć dziwne obrzędy jeździeckiego voo-doo 😆 Zgaś światło. Zamknij oczy i jeszcze raz wyobraź sobie całą sytuację z akapitu powyżej. Wczuj się w rolę, jakbyś grał w teatrze (fani gier role playing mają ułatwione zadanie). Uwierz w taniec, uwierz w spektakl, usłysz pierwsze takty muzyki. I zrób krok przed siebie – tak, naprawdę zaraz zacznie się show. Zrób drugi krok, czując jak przepełnia Cię pozytywna energia z oklasków tłumu. Teraz już wiesz, że w trzecim kroku możesz wyskoczyć metr nad ziemię, możesz zrobić w miejscu potrójnego aksla, salto, wiesz, że dla Ciebie wszystko jest możliwe.

I już. Twoje ciało jest gotowe. Nie jest spięte, ale nie jest też bezwładne i pozbawione siły.
Daleko mu do dżdżownicy 😉 Równie daleko mu do betonu! 😉 Masz teraz pozytywną energię – czyli to właściwe napięcie mięśniowe.

Każdy z pewnością będzie umiał sobie wyobrazić swój specjalny performance, który pozwoli mu poczuć pozytywną energię. Dla wielu osób najbardziej czytelna jest tańcząca przed wielką publicznością baletnica. Niektórzy potrzebują wyobrazić sobie Usaina Bolta bijącego kolejny rekord w sprincie na 100 metrów. Inni – Michaela Jacksona na koncercie. Przerabiałam też lot Atreyu na grzbiecie smoka Falcora 😆

falcor00

19 comments

Skip to comment form

  1. Kinga

    Fajny przykład, lecz jeśli mam być szczera akurat do mnie średnio to trafia ale u mnie słabo z wyobraźnią, jestem typowym wzrokowcem.
    Jeździłam kiedyś na klaczy, której właścicielka (a zarazem osoba zajeżdżająca ją) była właśnie taką typową dżdżownicą. Pomocy jeździeckich używała bardzo słabo, nie chciała mocniej ruszyć ręką czy nogą, aby nie znieczulić konia. Silniej przyłożyć łydkę czy usiąść w siodle na tej klaczy było w pewnych sytuacjach już nawet niebezpieczne. Zastanawia mnie zatem gdzie jest ta granica, czy należy dążyć do reakcji na najdelikatniejszy dotyk czy jednak bardziej precyzyjnych pomocy. Wiadomo, że nie zawsze można tylko siedzieć, gdy koń się np spłoszy pomoce są silniejsze, a to wpędza go w większą furię. Ale to w sumie odbieganie od tematu.. Czekamy na nowości z placu budowy i wychowywania Uchatego 😉

    1. quanta

      Oj, warto mimo wszystko ćwiczyć wyobraźnie. Ja jestem totalnie analitycznym umysłem, a z fachu grafikiem, więc chyba już bardziej niż w tej branży na wzroku polegać nie można. Ale wzrokiem, choćby sokolim, nie da się zobaczyć uczuć. Wyobraźnią – można je praktycznie poczuć. Ot, przewaga.

      > Zastanawia mnie zatem gdzie jest ta granica, czy należy dążyć do reakcji na najdelikatniejszy dotyk czy jednak bardziej precyzyjnych pomocy.
      A to lekkie, super delikatne pomoce nie mogą być precyzyjne? Konia układa się tak, żeby reagował prawie na myśli. Piaf można szkolić wręcz na „zamiar” piaffowania – czy to nie są precyzyjne pomoce?

      A uszy za tydzień przenosi się razem z Dokim do stajni jakieś 5km koło mnie 😉 Więc jest szansa na regularne odwiedziny, zdjęcia, a może i jakieś filmiki :)

      1. Kinga

        Oczywiście masz rację, powinno dążyć się do tego aby koń reagował na nawet najdelikatniejszy sygnał. Nie kłócę się, ponieważ nie dysponuje odpowiednią do tego wiedzą 😉 Chodziło mi bardziej o to, że w pewnych przypadkach taka ‚jazda myślami’ może być już trochę niebezpieczna dla człowieka. Jeździec doświadczony, świadomy swojego ciała nie będzie miał z tym problemów jednak osoba ucząca się już może mieć trudności. Rozmawiałam kiedyś z pewnych jeźdźcem szkolącym młode konie. Mówił, że są konie które nie lubią mocnych pomocy, a czasami są sytuacje są takie, że trzeba ich użyć (wspomniane spłoszenie). Więc powinno się konia również zapoznać z taką ich formą. Nie twierdzę, że całą jazda ma na tym polegać, tylko sama nauka dla nauki 😉

        1. quanta

          Jedną z moich ulubionych złotych myśli trenerskich jest taka: „Miękka ręka jeźdźca jest czasem gładka jak jedwab, a czasem twarda jak stal”. To jednak dotyczy osób doświadczonych i posiadających wyczucie, które wiedzą, kiedy jakie działanie jest prawidłowe i kiedy jest potrzebne. Osoba, która się uczy, musi starać się znaleźć jak najwięcej odpowiedzi od konia w byciu delikatnym i dogadanym z koniem i na tym zbudować swoje doświadczenie i wyczucie.Bez tego każde silniejsze działanie jest dla konia pozbawioną sensu karą.

  2. Paula

    Bardzo fajny przykład i przydatny post. Dało mi to trochę do myślenia…Bardzo serdecznie pozdrawiam! 😉

  3. Vissenna

    Genialny wpis! Pięknie wyjaśnienie idealnego napięcia.
    To teraz czekam na wpis o paradzie :)

  4. Klaudia

    Świetny wpis. Wizualizacja bardzo pomaga, sama tego doświadczyłam. Kiedyś wizualizując sobie przed jazdą jej przebieg miałam wrażenie że nie jestem spięta a jazda jest bardzo przyjemna. także polecam, sama czasami stosuję, lecz często też o tym zapominam :)

    1. quanta

      Wszystkie chwyty dozwolone, jeśli to pomaga w byciu lepszym jeźdźcem. Pomaga bardzo dotyk – pokazanie na ręce, ile mamy napięcia na wodzy, jak wykonujemy półparadę, pokazanie na udzie, jak koń ma poczuć łydkę. Tylko tego przez internet nie da rady zamarkować…

  5. Daria

    Wpis super, tylko ciut krótki, liczyłam że dopiero sie rozkręcasz a tu koniec :( temat obszerny i chyba jeden z najtrudniejszych :)
    Jak można „uprosić” wpisy to ja baaaardzo proszę o wpis na temat pracy nad tempem w galopie czyli co zrobić gdy po zagalopowaniu koń odpala wrotki i rozciaga sie jak pantera, a półparady jeźdźca ma w głębokim poważaniu…. :) mam przypadek dluugiegoooo wielkiego donnerhala i zastanawiam się czy recepta brzmi robić swoje mozolnie i czekać czy jest cos więcej co mi umyka :)

    1. Kujka

      A czy ten koń na polparady w pozostałych chodach odpowiada?
      Niestety jak nie ma odpowiedzi na polparade, a jeździec nie reaguje i dalej czeka aż odpowiedz magicznie nastąpi, to się może nie doczekać… odkąd moj koń po każdej polparadzie bez odpowiedzi ma serwowana mocniejsza, taka po której siada na zadzie do stój, zaczął dużo bardziej szanownac polparady w każdym chodzie. I chociaż obecnie chodzi jak złoto, to nadal gdy mu się zapomni, stosuje taka korekcyjna polparade. Ta konsekwencja to klucz do uzyskania stałego efektu. Koń bardzo szybko uczy się, ze polparade się szanuje. Nie chce mu się sprawdzać, czy może aby tym razem koleżanka na gorze nie zauważy, ze reakcji na polparade nie było.

  6. Vissenna

    Swoja droga faktycznie praca nad swoimi „skrzywieniami” uczy pokory. Ja jestem czlowiek beton na calej prawej stronie. Posiadanie 180cm wzrostu tez nie ulatwia mi sprawy, zanim nauczono mnie pojec takich jak „osadzenie” w zaleznosci od mojego etapu jezdziectwa mutowalam sie z betonu w dżdżownice i tak kilka razy z tendencja do „zaciskania” swojej prawej strony na koniu. Dopiero pewna trenerka uswiadomila mi jak bardzo jestem napieta po prawej stronie (w klusie) wsadzajac mnie na swojego genialnie zrobionego konia. Przy pierwszym klusie kon zaczal… robic ciag w lewo :) Wtedy dopiero uswiadomilam sobie ze moje cialo to ksztalt chinskiego osiem :). Choc do tego akurat nie trzeba konia. Balansowanie na pilce do pilatesu tez robi robote :)

    1. Eliza

      Gratuluje zmiany, genialnym ćwiczeniem jest kleczenie na pilce a pozniej jak juz sie nauczy to nawet stanie!

  7. Aneta

    Bajka o leśniku i dżemie?

    Leży baba na leśniku i dżemie :)

  8. Kujka

    Nie wiedziałam, ze mała Quanta była królowa sucharow! 😀

  9. Eliza

    Mamy w stajni konsultacje, wchodzę na hale juz po treningu posprzątać po koniu po czym słyszę jak p. Ania Piasecka tlumaczy kolezance dokladnie to co 5min temu przeczytalam w poście :p

  10. amnestria

    Aaaaj Quanta toż to wyobrażenie, które dalej u siebie stosuję! Zawsze jak się zapominam to sobie wizualizuję „baletnicę” :) Dzięki dobra kobieto! :)
    I teraz zabrzmię jak informatyk – u mnie działa 😀 Ale znam osoby, które totalnie nie potrafią takich wizualizacji tworzyć :( Fakt, na pewno trzeba znaleźć „swoją”, coś co akurat działa na nas, ale jeśli się nie uda – bo materia oporna – to polecam pilates. Również slackline czyli chodzenie po linie (równowaga, balans, utrzymywanie odpowiedniego napięcia) bardzo pomaga!

    1. Ania

      Ja mam akurat słabą wyobraźnię i mimo tego że staram się ją ćwiczyć to jednak analityczny umysł bardzo szybko zmusza mnie do liczenia kroczków tej baletnicy i trajektorii lotu po wyskoku :) ale działa na mnie rewelacyjnie muzyka. Dirty Diana którą Quanta wrzuciła jest idealnym przykładem, Neverending Story również. Mnie muzyka która mi się dobrze kojarzy wybija z autopilota i nastraja do działania z dobrą energią. Z muzyką w uszach lepiej mi się jeździ, jestem spokojniejsza na koniu, daję bardziej precyzyjne i przemyślane sygnały. Polecam!

  11. FurryMouse

    Czyli po raz kolejny mniej myśleć a więcej czuć. Trudne to całe jeździectwo jak cholera. A im rzadziej się wsiada tym trudniejsze. Ale przypomniałaś mi tym wpisem jedną rzecz, może komuś jeszcze pomoże. Dla mnie swego czasu taką wizualizacją która pozytywnie wpływała na mój dosiad było wyobrażenie sobie że jestem top jeźdźcem i mam pod sobą top konia. To się wiązało z masą obejrzanych filmików z treningów różnych fajnych ludzi (youtube sie kłania) na dzień/w dniu treningu. Jakoś tak potem wsiadałam i się samo odwzorowywało, jakbym była tym super jeźdźcem i „od niechcenia, bez wysiłku truchtała trening”. Muszę do tego wrócić.

  12. P.

    Wizualizacja bardzo działa!
    Mi pomaga ogarnąć i zapmiętać czworobok 😉
    Ostatnio koleżanka zapytała mnie co zrobiłam, ze tak ładnie siedzę w cwiczebnym… hmm nie wiedzialam jak jej wytłumaczyć, że w mojej głowie jeździłam wcześniej Grand Prix xD
    Śmieszne, ale działa. I często pomaga się przełamać jeźdzcom bojącym się 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *