«

»

lut 06

Anky Mane & Tail Conditioner Spray test na ogonach

Ogonki! To mój taki mały konik 😆
Może dlatego, że tylko dwa z mich koni miały ogony piękne i wspaniałe z natury, natomiast cała reszta – średnie, słabe, krótkie, a w skrajnym przypadku tak marne, że w momencie zakupu dostałam konia wzbogaconego o wplecioną treskę, żeby nie wyglądał kuriozalnie (sic!). Ale koniec końców nawet z takiej szczurzej kitki udało mi się wyhodować coś, co harmonijnie uzupełniało konia. Piękny ogon to przecież zachwycająca ozdoba!

O ogony dbam troskliwie. Dokładnie czeszę je tylko wtedy, kiedy mam na to czas i oczywiście bez wyjątku po użyciu ułatwiającego rozczesywanie psikadła. Każdy włos jest na wagę złota 😉 Ale tak na serio – ogon można nieprawidłowym wyczesywaniem naprawdę bardzo popsuć, a włos odrasta – latami.

Moim numerem jeden na co dzień jest Absorbine ShowSheen Polish & Detangler Spray. Daje bardzo dobre efekty i przede wszystkim kupuję ten środek w blisko czterolitrowych kanistrach, co pozwala finansowo przeżyć zakup bez depresji (bo jednak trochę tych psikadeł przy większej ilości koni mi schodzi). Równolegle jednak testuję sobie różne inne marki, bo a nóż trafię na coś, co okaże się być kosmetykiem idealnym :)

Tym razem zatem padło na Anky Mane & Tail Conditioner Spray, produkt z wprowadzonej nie tak dawno serii pielęgnacyjnej w charakterystycznego kształtu szarych opakowaniach:
46773

Wrażenia z użytkowania bardzo dobre, czyli podobne jak Absorbine ShowSheen. Spray jest bezzapachowy (Buddzie za to niech będą dzięki, bo rekordzistą w tej kategorii był Care Brush On Stübbena, po użyciu którego miałam przemożne wrażenie, że właśnie opuściłam z koniem jakiś mocno szemrany zakład fryzjerski. Cóż za perfuma!).
Anky ładnie nabłyszcza włos, nadając mu zdrowy wygląd i przynosi trochę optycznej objętości. Ułatwia rozczesywanie, sprawiając, że włosy stają się gładkie i mają mniejszą tendencję do plątania.
Efekty po zastosowaniu jak poniżej: before & after, ogony „przed” są nietykane szczotką w przeddzień sesji i stanie boksowym:
IMG_7768 IMG_7779
Poniżej Alpi, chociaż przy Fugu (Cebulce), to ta jego kitka nie prezentuje się zbyt okazale 😉 Na ten ogonek bynajmniej jednak nie narzekam – ładnie rośnie, jest bardzo gęsty, a co najmniej połowa włosów nie osiągnęła jeszcze maksymalnej długości. Before po lewej, po prawej after:
IMG_7788 IMG_7792

Mimo wszystko na stałe się jednak z Absorbiny na Anky nie przesiądę. Z dwóch przyczyn. Anky M&T Conditioner znacznie dłużej wysycha. Może jeśli się szykuje na jazdę jednego konia, to nie ma to dużego znaczenia, ale ja mam do ubrania po kolei trzy lub cztery sztuki i tymi zbędnymi minutami po prostu nie dysponuję wcale. Po drugie – cena. Może nie taka zła w przypadku Anky, ale nadal daleka do tych 60 złotych za litr, ile płacę za rozlewanego z kanisterka ShowSheena. Same efekty użytkowania są dla mnie identyczne w przypadku obydwu sprayów.

Jeszcze rzut oka na ogon z bliska, przed i po nałożeniu preparatu oraz rozczesaniu:
IMG_7769 IMG_7776

Bardzo duży plus dałabym jednak za opakowanie. Końcówka spryskiwacza dobrze nakłada preparat lekką i powietrzną warstwą, daje się łatwo naciskać (jak ja nie lubię walczyć z opakowaniami końskich kosmetyków!), nie cieknie i jak dotąd nie traci swoich właściwości w trakcie użytkowania. Samo opakowanie dzięki charakterystycznej podstawce jest bardzo stabilne i na pewno po wyczerpaniu zawartości pozostanie u mnie do dalszego użytkowania.

Wizytówka produktu: Mane and Tail Conditioner Spray, odżywka do grzywy i ogona.
Pojemność opakowania 500 ml, cena kosmetyku 44 zł.
8-10

13 comments

Skip to comment form

  1. bio

    U mnie dobrze spisał się zwykły olejek arganowy 😀 Showsheen wydawał mi się taki… suchy. A któryś CDM z kolei był obrzydliwie lepki. No i oba pozostawiały ten włos taki nienaturalny, choć niezaprzeczalnie łatwiejszy do rozczesania. Y&YH z kolei niemiłosiernie waliło po nosie perfumą i w zasadzie tylko tyle robiło. Po olejku mam ogon zdrowy i widocznie odżywiony, nie sztucznie nabłyszczony i napuszony. Z rozczesywaniem większych problemów nigdy nie mam, więc na tym efekcie mi akurat nie zależy.

  2. Agnieszka

    @bio ale olejek jednak dużo łatwiej „łapie” kurz i obciąża włos. Raz na jakiś czas – super. Na co dzień jednak trzeba mieć coś innego. Anky też testowałam i jednak Absorbina wygrywa, na drugim miejscu jest Star Shine Cavalora 😀

    1. bio

      Toteż codziennie nie stosuję, bo i nie mam takiej potrzeby, Używam raz na tydzień lub rzadziej, bo efekt się utrzymuje.

  3. Ann

    Ślicznie macie w stajni :) Ja mam wszystkie konie z ogonami ściętymi do stawu skokowego. No niestety mając dużo koni nie mam po prostu czasu na zabawę w czesanie. Absolutny numer 1. A czyj to był uzupełniony o „bonus” w postaci treski?

    1. quanta

      Karol. Był przedstawiany na korung i luzaczka zwyczajowo ogoliła mu rzep. Niestety okazało się, że kity, która miała zostać na dole rzepa, już praktycznie nie ma 😆 Ogonek był cieniutki i – za zgodą komisji – w te cienkie włosy wpleciono kilka pasm pożyczonych od innego konia włosów. Nawet przy badaniu TUV koń miał adnotację „artificial tail” 😉 Muszę przyznać, że taka konstrukcja nawet nieźle się trzymała (3 miesiące przy padokowaniu, tarzaniu i zupełnie normalnej obsłudze) – a potem ogon odrósł i nie wyglądał już tak smętnie.

  4. Moona

    Jeśli chodzi o czas wysychania – ja psikam zanim zacznę czyścić albo na początku czyszczenia, a ogonem zajmuję się na sam koniec – do tego czasu preparat spokojnie zdąży wyschnąć :)

  5. Ola

    A co byś poleciła do pielęgnacji skór – popręgu, ogłowia, siodła? Jakiś balsam, smar konkretnej firmy? Do tej pory używałam mazideł z Fouganzy, ale zadowolona z nich za bardzo nie jestem :/.

    1. Koza

      @Ola Z doświadczenia mogę Ci polecić mydło i olej z Equipe (soft clean i soft oil), mydło w kostce C&D&M, mydło w sprayu Lincoln, smar Stubbena (pomarańczowa tubka) i smary Veredusa :)

  6. Suski Blog Rowerowy

    Dbanie o swoje konie widać macie we krwi 😉 Szczerze, oddaje wielki szacunek za taką działalność :-) Powodzenia.

  7. Annie

    Ja mojemu zwierzowi na razie nabłyszczam niedrogim preparatem La Quiba , zobaczymy efekty 😀
    Planuję zakup Y&YH 3D High Shine , bo kitkę to on ma niezbyt kuszącą …

    PS. Quanta ,zawijasz owijki z podkładkami czy bez ? Byłabym wdzięczna za odpowiedź ,bo mam dylemat ,czy zainwestować w podkładki czy jednak odpuścić …

    1. ST

      Koniecznie zainwestuj w podkładki! Zupełnie inna jakość zawijania, no i dla konia lepiej.

    2. quanta

      Koniecznie podkładki, zawijanie bez nich to nie zawijanie – bandaż będzie się przekręcał, przesuwał, no i ochrona nogi pod cienkim polarkiem jest taka sobie.

  8. Paulina

    Jejciu, jaki Fugu ma piękny ogon! A szczególnie te marchewkowe pasma przy rzepie <3

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *