«

»

mar 06

Alpi kradnie sesję

W ostatni weekend wyszło trochę słońca, a to doskonała okazja, żeby uwiecznić aparatem chłopaków nie pod dachem i nie w zamknięciu.

Suchy hasa trochę na uboczu, czyli na padoku bardzo mało graniczącym z sąsiednimi, bo niestety ma przemożną manierę obskubywania wszystkich koni, które nieopatrznie znajdą się w zasięgu jego długaśnego szyjska. Już nawet Precel zdążył się dostać w jego obroty :roll: Stąd też Sucharowych fotek nie mam za wiele, bo mimo, że chłopak usilnie się popisuje bieganiem, brykaniem, wyskokami pod chmury – to niestety na wszystkich zdjęciach jest „za kratami” wysokiego ogrodzenia. Przy lepszej pogodzie wypuszczę delikwenta na duży padok, to wtedy będzie co podziwiać 😉

IMG_8579 IMG_8583

Tymczasem Alpi na swojej kwaterze robi wszystko na raz – biega, bryka, tarza się, zaczepia Precla, stroszy się i furczy. Żaden inny z moich koni nie ma tak bogatej mimiki swojej końskiej twarzy. Nawet obryzanie słupka jest taką czynnością, przy której można zaprezentować cały wyjątkowy urok osobisty:
IMG_8611 IMG_8612

Prawdziwy z niego aniołek, prawda?
IMG_8735

No właśnie wcale nie taki aniołek 😡
IMG_8619 IMG_8624 IMG_8626 IMG_8648 IMG_8665 IMG_8666

I znowu: sama słodycz 😉
IMG_8720

Tylko ta słodycz coś mocno jest przyprawiona pieprzem 😆
IMG_8702 IMG_8723 IMG_8725 IMG_8727 IMG_8728

Obydwa malowańce przypadły sobie do gustu i chętnie wystają blisko siebie. Stonowany i rozważny Precel doskonale temperuje nerwicę natręctw małego Alpa. Cieszy mnie to niezmiernie, bo Alpi skumplowany z Suchym biegał by z nim parze i piszczał z emocji chyba dotąd, dopóki obydwa by nie padły. Tę dwójkę nawet na karuzelę jest razem ciężko doprowadzić – zaczepiają się, skubią, podskakują, zapraszają do stawania dęba, a cokolwiek zrobi jeden, drugi musi odpowiedzieć ze trzy razy bardziej 👿 Cisza na morzu, cisza w kościele, kto pierwszy przestanie, ten będzie cielę! I to mają być te moje najstarsze, już prawie dorosłe konie? 😆
Tymczasem Precel to idealny partner dla takich wiecznych źrebaków. Wprowadza we wspólne relacje sporo stabilności. Nie, żeby on nie szalał na padokach – na razie jedyna w tym roku zgubiona przy wybrykach na dworze podkowa to jego dzieło – ale on dla odmiany bawi się dosyć mądrze, tak, żeby trup nie słał się gęsto i nie było ofiar w koniach, tudzież ludziach.
IMG_8662 IMG_8773

Sam Precel w ogóle nieźle zmężniał – jednak geny robią swoje. Wygląda jak zdecydowanie bardziej gotowy koń niż Alpi czy Suchy, a jest od nich nie tylko rok młodszy, ale również najkrócej pracuje pod siodłem. Cóż, najwyraźniej strategia, żeby nie tracić w życiu czasu na głupoty, tylko konkrety, całkiem udatnie procentuje 😉 Ostatnio nawet na treningu usłyszałam, że z całej rudej stawki to właśnie Precel sprawia wrażenie najbardziej dojrzałego w pracy konia i w dodatku o najdłuższym stażu pod siodłem. Nieźle, bo jest dokładnie odwrotnie 😉 Jak to wszystko ułatwia dobra końska głowa…!
Precedens aktualny:
IMG_8752
IMG_8740IMG_8754IMG_8756

Kolejnego dnia również wyszło słońce, zatem ponownie odwiedziliśmy padoki z aparatem. Po sąsiedzku zaparkowane były nasze stajniowe, przepięknie umaszczone kucyki. Ale znów Alpi ukradł sesję 😆 A o tym – następnym razem.

20 comments

Skip to comment form

  1. Ann

    Ale masz świetną rudą gromadkę! Uwielbiam kasztany, bardziej lubię chyba tylko gniadosze 😉

    1. quanta

      Dobry koń nie ma maści 😉 Przed Preclem oglądałam karuska (mimo, że sama za czarnymi nie przepadam) – niestety poległ na badaniach. Więc tylko Hendrix będzie maściowym rodzynkiem 😉

      1. Ann

        Oczywiście, ale chodzi o sam efekt wizualny 😉

  2. Katarzyna

    Ten „zootechniczny” Precel w derce — toż to Zombie! Zdecydowanie mam słabość do tych krzepkich, chłopskich Donnerhali…

    1. quanta

      Dokładnie! Mają wiele wspólnego, ale na szczęście dużo je też różni. Precel jest niesamowicie elastyczny (może się wyginać jak precel właśnie), a Zombie no cóż, należał do koni sztywnych jak umarlaki. Prec również chętnie idzie naprzód, a u Zombiszcza w momencie, kiedy kończyła się energia z tą dążnością do ruchu bywało bardzo różnie. Na Precedensie jeździ się łatwo i przyjemnie, a Zombie był zawsze sporym wyzwaniem 😉

      1. Ann

        No własnie ostatnio pracuję z podobnym koniem. Krzepę ma, silny jak nie wiem co a dodatkowo koński autystyk. Potrafi się zupełnie wyłączyć w momencie i całkowicie przestaje reagować na cokolwiek. Dodatkowo potrafi cię przeciągnąć na lonży tak, że robią się z tego narty wodne (ziemne?). Żeby w ogóle z nim pracować z ziemi muszę mieć chłopa, albo najlepiej dwóch do pomocy. No ręce opadają. Ma 5 lat a równowagę trzylatka. Zupełnie nie radzi sobie ze swoim wielkim ciałem i ogromnymi krokami i jedzie się jak w czołgu. Podziwiam cię, że z Zombim tak dużo osiągnęłaś, naprawdę gratuluję :)

  3. Marika

    Hej Quanta, miałaś może problemy z grzybica u któregoś z Twoich chłopaków? Masz może jakieś sprawdzone sposoby na walkę z tym paskudztwem? Od paru miesięcy męczę się z tym u mojego podopiecznego, byłoby super gdybyś zrobiła kiedyś notkę na ten temat :)

    1. quanta

      Chyba nie bardzo z czego mam robić taką notkę 😉 Kilka lat temu miałam niezły armageddon z problemami skórnymi, ale na tle bakterii beztlenowych. Zawsze przy tego typu infekcjach warto zadbać o podniesienie odporności konia (czyli poza tym, co wet zaleci wszelkie echinacee i pokrewne mile widziane). A młody koń? Jeśli tak, to na pewno z czasem będzie znacznie mniej łapał różne grzybki.

  4. Suski Blog Rowerowy

    No no! Widzę, że Precel to już mężny koń 😀 Fajnie 😉
    Oby dobrze się trzymał :)

    Pozdrawiam i powodzenia życzę,
    bloger rowerowy

  5. Mania

    Twoje konie codziennie chodzą na padokach? kilka godzin czy całe dniie?:)

  6. wer

    Dlaczego każdy z chłopaków chodzi osobno ? Zdrowie psychiczne powinno być na równi z fizycznym. Przecież młode sportowe konie wychowywane są z innymi konmi na padokach, a nagle jak zaczyna się praca pod siodłem to każdy musi stać osobno, zapakowany w folię bombelkową. Robi się z tego błędne koło, konie szaleją jak są razem na padoku bo ich codziennie razem nie wypuszczamy, a nie wypuszczamy ich bo szaleją…

    1. Ann

      Dobrze, że w ogóle chodzą. Znam stajnie sportowe, w których konie chodzą godzinę tygodniowo. A to, że chodzą osobno – lepiej tak niż żeby miały się pokaleczyć. Zresztą nie zawsze musi to mieć konsekwencje – konie Quanty wyglądają i zachowują się całkiem normalnie. Owszem, pracowałam z końmi ze stajni sportowych, które były wręcz znerwicowane i zaszczute przez totalny brak kontaktu z innymi końmi. Ale wspólne padoki to nie wszystko.

    2. Magda

      Moja klacz wychodzi na osobny padok sama, obok stada i zdecydowanie lepiej to wpływa na jej głowę niż jak chodzila w stadzie. Padokowanie w stadzie może przynieść niepotrzebne kontuzje.

      1. Ann

        Dokładnie – moje dwa konie się po prostu nienawidziły. Po dwóch próbach puszczenia ich razem zrezygnowałam, jeden wrócił z 10 cm krwiakiem na nodze. Za takie akcje to ja dziękuję, wolę jak sobie chodzą osobno. Wszystko zależy od tego, jak się konia traktuje, a nie jak się go padokuje. Koń o którym pisałam wyżej był trenowany w myśl metody kija i marchewki minus marchewka. I wychodzenie na padok z innymi końmi mu nie pomogło.

    3. quanta

      Jeden z nich jest kuty na cztery, drugi skubie bardzo intensywnie inne konie. Ten skubiący stał przez pewien czas z kucykiem, niestety obgryzł go tak koszmarnie, że kuc wyglądał jakby wpadł pod kosiarkę, albo cierpiał na osobliwą chorobę skórną. Konie są obok siebie, więc jeśli mają ochotę odpocząć od namolnego towarzystwa, to mogą sobie kilka kroków odejść i mieć święty spokój.

  7. primavera

    Wer, padok „dzieciaków” to zupelnie co innego.. tam chodza na lakach razem od malego w stadzie, znaja sie wzajemnie, maja mnóstwo miejsca na rozwiazanie konfliktów, duzo wiecej niz przecietne padoki w stajniach sportowych, i nie sa jeszcze pakowane wysokoenergetycznymi paszami. Sa duzo mlodsze, mniej silne i przede wszystkim nie kute – tam mniejsza kopanina czy stawanie debów nie grozi od razu wieksza kontuzja. Z drugiej strony pomysl, ze konie bedace w treningu sportowym, napakowane miesniami i energia, podkute na 4 nogi, gdyby na mniejszych padokach sie zaczely tak z calej pety kopac czy gryzc, czym to by sie moglo skonczyc. Koni sportowych nie da sie trzymac bezpiecznie razem, i nonstop na padoku – taka jest prawda, chodz ja mysle ze jesli kon od mlodego jest tak wychowany i przywyczajony, wcale mu to nie przeszkadza. 😉

  8. Wer

    Wszystko jest kwestią odpowiedniego doboru koni i stopniowego łączenia ich razem. Można trzymać konie obok siebie na padoku miesiąc albo nawet dłużej i dopiero potem połączyć. Mam konie w stadzie 15 lat, są dobrze odżywione umięśnione, pełne energii i nie rzucają się na siebie jak tygrysy. Konie to zwierzęta stadne te sportowe nie są wyjątkiem. Jak boimy się o naszego bezcennego rumaka to wpuśćmy mu kucyka.

    1. FastTaker

      A nie lepiej po prostu trzymać konie obok siebie na padokach? A cios okutym kopytem np. w głowę mógłby nieodwracalnie zepsuć kucyka.

    2. quanta

      Pisałam wyżej, jak skończył kucyk. Był na sprzedaż, a w sanie, który zafundował mu Suchy – wcale nie agresywny, tylko wesoło się bawiący – nie było nawet możliwości, żeby klientowi kuca pokazać.
      Nie mówiąc o tym, że nie chcę w praktyce sprawdzić sytuacji, kiedy zaczepiający zębami koń nie wyceluje w ganasz, tylko w oko innego konia. Ryzyko kontuzji jest i tak zawsze bardzo duże – jeśli mam szanse chociaż trochę je zmniejszyć, to tak zamierzam postępować.

      1. FastTaker

        No właśnie o to mi chodzi- jeśli można bezpieczniej to po co kombinować? Konie mogą się wąchać i miziać przez płot, mogą ścigać się wzdłuż niego, mogą szaleć i pokwikiwać wzajemnie się nakręcając, ale przy mniejszym ryzyku uszkodzenia się nawzajem niż podczas takich samych harców w opcji „full contact”. Moje ogierzydło nie dorastało szalejąc z rówieśnikami tylko w niemal całkowitej izolacji od innych koni- nie miałam wtedy na to wpływu. Gdy go kupiłam i zabrałam do innej stajni, dwukrotnie podjęłam próbę wypuszczenia go z kolegą. Raz interweniowałam zabierając ogiera z wybiegu gdy w zabawie poszły w ruch kopyta a jedno z nich dosłownie o kilka centymetrów minęło nadgarstek mojego ogona. Za drugim razem ogr i wałach przez dłuższy czas naprawdę fajnie się bawiły ale później mój smok miał już dość, chciał mieć chwilę spokoju i próbował odejść a wałach ciągle za nim łaził, podgryzał, zaczepiał, no po prostu natrętnie go męczył. Mój zwierz zaczął się złościć i go odganiać, potem próbował uciekać a kiedy ustawił się przy bramce padoku stwierdziłam że lepiej niech zostanie jak jest. Przez płot i przez kratę między boksami ma dostateczny kontakt z innymi końmi a ja mam konia nie skopanego, ani nie zmęczonego upierdliwym towarzystwem. Trening, nawet bez „parcia na szkło”, jedynie dla progresu, niesie za sobą wystarczające ryzyko kontuzji. Nie czuję potrzeby zwiększania ryzyka, że za którymś razem ogier prosto z padoku pójdzie na długotrwałe leczenie lub co gorsza wcześniejszą emeryturę przez „zabawę z kolegą”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *